Menu

Sesja 82/15/06/12

Czerwiec 15, 2012 - Sesje 2012

SESJA ARCHIWALNA -> Przeczytaj Wstęp do Transgresji

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


(imię uczestnika) – pytanie
O – odpowiedź

O: Witam.

A: Dzień dobry.

G: Cześć. Ja to proponuję kontynuować temat z ostatniej sesji, zanim przejdziemy do nowych tematów. Co ty Aneta na to?

A: Ja popieram, przy czym o ile dobrze pamiętam, dzisiaj mieliśmy kontynuować temat dla tych bohaterów, którzy nie chcą żyć w symbiozie, ale chcą walczyć z zielonymi, ewentualnie stać się dla nich niesmacznymi.

G: Coś takiego miało być.

A: Coś w tym stylu, tak.

G: (do asystenta) Ostatnio wskazałeś, że jeśli ktoś nie jest w stanie wykonywać czynności, które mogą w jakikolwiek sposób negatywnie wpływać na drugą osobę w jej rozumieniu czy samopoczuciu, to powinien skorzystać z drugiej metody, tudzież pierwszej, bo nie wiem, która tam była kolejno. Mam na myśli walkę tudzież obronę. Jak można do tego podejść? Ostatnio bardzo obszernie wytłumaczyłeś jedną metodę i chcielibyśmy, żebyś opisał teraz drugą

O: W jednym i drugim przypadku mamy zmienić swój sposób postrzegania świata, czy też własną postawę wobec świata. W przypadku próby stania się niewidocznym wypracowujemy sobie poprzez manipulację swoim systemem wierzeń postawę silnie altruistyczną, co w przypadku waszych umysłów jest stanem nienaturalnym, sprzecznym z waszą naturą. Dobrym sposobem na to może być skonstruowanie urządzenia, o którym wspominaliśmy, jako rodzaj zabezpieczenia chroniący was przed koniecznością zmiany systemu wierzeń w tak silny sposób, o jakim mówimy. Koniec.

G: Czy to urządzenie chroni… powiedziałeś „chroni przed zmianą”. A jak bezpośrednio nas chroni? Poprzez poinformowanie, że ktoś znajduje się w pobliżu?

O: Nie.

G: Poprzez zwalczanie obecności tego kogoś?

O: Zmiana pola elektromagnetycznego wokół was.

A: Czyli tworzy tak jakby dodatkowe ściany w wymiarze, którego nie widzimy, oczywiście metaforycznie, tak?

O: Tak. Koniec.

G: A my jesteśmy nadal widoczni?

O: Tak.

G: Tylko nie może się do nas dostać?

O: Widoczni w inny sposób. Nie jako pokarm. Koniec.

G: Mógłbyś to rozwinąć? Wiadomo że zakłamanie słów itd., ale czy mógłbyś to opisać jakoś metaforycznie? Skoro nie jesteśmy widoczni jako pokarm, to jako co?

O: Wasze widzenie za pomocą oczu opiera się na dostrzeganiu załamania fal świetlnych. tak?

G: Dokładnie.

O: Ich postrzeganie otoczenia, które można by nazwać wzrokiem albo jego odpowiednikiem, opiera się między innymi na częstotliwości, czy odbieraniu częstotliwości załamań pola elektromagnetycznego. Koniec.

G: Trochę tak wtrącę z innej beczki… czyli… ponieważ oni w jakiś sposób muszą dostrzegać pokarm, który generujemy, czyli nasze zachowanie. Czy ten produkt generuje ruchy pola magnetycznego? Oni dostrzegają ten pokarm też za pośrednictwem zmiany częstotliwości fal elektromagnetycznych, tak? Wyczuwają, dostrzegają, nie wiem, jak to nazwać. uświadamiają sobie jego obecność?

O: To już na głębszym poziomie. W przypadku urządzenia, choć wy nie nazwiecie tego urządzeniem, po prostu będziecie widziani jako nie–ludzie, czyli nie jako potencjalny pokarm.

G: Dobrze, ale tutaj dochodzi kolejna kwestia. Jeśli takie istoty faktycznie istnieją, to nie róbmy z nich idiotów, przecież ktoś, kto cały czas, powiedzmy sobie „korzysta ze mnie” i ja nagle znikam, no to… przecież to nie są głupki. Czy to pies czy proste zwierzę, któremu zniknie pokarm sprzed nosa, więc pójdzie sobie szukać dalej, tylko chyba będzie próba dochodzenia co się stało, dlaczego tak się stało? Jak to wygląda z tej perspektywy?

O: Nie widzimy przeszkód, aby nadal to robił.

G: Jak ma to robić w takim razie, skoro jestem… aha. On wiedząc, gdzie jestem itd. będzie wiedział że ja to ja, tylko że inni nie będą widzieli, tak??

O: Oni nie są ograniczeni liniowością. Koniec.

G: Czyli będzie to robił w czymś, co dla mnie może być przyszłością albo przeszłością?

O: Lub czymś równoległym. Koniec.

G: Aha…. Czyli dla niego nie będzie przeszkodą, że ja sobie tutaj, ten ja, którego „ja” uważam za siebie, zrobię takie urządzenie, ponieważ sobie znajdzie jakąś równoległą wersję mnie i z niej będzie korzystał, tak?

O: Będzie to miało na niego wpływ, ale to zbyt skomplikowane.

G: No dobrze, ale czy taka konstrukcja równoległej wersji mnie, w cudzysłowie równoległej, bo tak upraszczamy, wpływa bezpośrednio na tą wersję mnie tutaj?

O: Tak.

G: Czyli nie jest to tak naprawdę pełna ochrona w żaden sposób?

O: Ty z ochroną też wpływasz na nią.

G: Aha dobra. Kompensuje się to wszystko. OK Aneta, widzę że cały czas poruszyliśmy Twój temat. Reptile to twój konik.

A: Bo ja wiem czy konik?… po prostu chciałabym wreszcie ujrzeć swojego wroga i go poznać.

O: Nie ujrzysz.

G: A jak chcesz ujrzeć? Widzisz fale Roentgena?

A: No… ujrzeć metaforycznie, poznać go, dostrzec, zorientować się, że istnieje.

O: Więc nasze urządzenie cię nie usatysfakcjonuje. Koniec.

A: Dlaczego? Usatysfakcjonuje na innym poziomie.

G: No ale jeśli chcesz doprowadzić do udowodnienia, to takie urządzenie wcale niczego nie udowodni, ponieważ będzie można stwierdzić, że czujesz się z nim lepiej w kieszeni dzięki efektowi placebo.

A: Może tak być. To prawda. Czyli w takim razie nie istnieje żadna metoda, żeby tak, jak za pomocą promieniami Roentgena ujrzeć kości i na tej podstawie rzeczywiście zobaczyć, że one tam są, lub za pomocą rezonansu magnetycznego sprawdzić wnętrze rdzenia kręgowego, to rozumiem, że nie istnieje taka metoda technologiczna, za pomocą której można ujrzeć hipotetycznego zielonego?

G: Albo nie istnieje dla ciebie.

A: Albo nie istnieje dla mnie?

G: Wiesz – do aparatu rentgenowskiego tez mają dojście tylko niektórzy.

A: No do operowania aparatem rentgenowskim, natomiast zapisać się może każdy.

G: No tak, ale wiesz, o czym mówię, ktoś musi mieć maszynę, prawda?

A: Nie no, oczywiście…

O: Istotnie istnieje możliwość zaobserwowania śladów, nazwijmy to śladów takiej istoty, a nie jej samej. Śladów w sensie odbicia czy nawet nie w formie trójwymiarowej, aczkolwiek nie posiadasz w tym momencie takich możliwości, oraz istnieje duże prawdopodobieństwo, że urządzenia też nie wykonacie. Koniec.

G: Nie wykonamy prawidłowo, czy w ogóle nie wykonamy?

O: W ogóle.

G: A wiąże się to z czym? Z surowcami?

O: Tak.

G: A jakie to surowce? Albo który będzie ciężko nam zdobyć?

O: Już mówiliśmy na oddzielnej sesji. To będzie technologia Atlantów. Koniec.

G: Wiesz, nie jest problemem zdobyć odpowiedni kryształ, bo przecież ile jest hodowli kryształów?! Potem oddać go do szlifowania w odpowiedni wzór. Dlaczego jest to problemem? Dlaczego tak twierdzisz?
Chyba że to musi być jakaś super stricte wyspecjalizowana struktura według jakiegoś wzorca?

A: Czekaj! Stój! Może rząd światowy posiada takie kryształy? Teraz wystarczy się tam wkręcić, zabrać ten kryształ i proszę bardzo.

G: Dobra, a teraz tak realistycznie patrząc, czy jest to jakiś specyficzny materiał, czy jednak ogólnie dostępny na rynku? Czy chodzi po prostu o kryształ jakiegoś… nie wiem…

[problemy techniczne]

O: Z jednej strony wszystkie są ogólnodostępne, a z drugiej wszystkie są specyficzne. Na pewno nie jest to skrystalizowana sól. Koniec.

G: Dobrze. Powiedzmy, że chcemy poznać dokładną konstrukcję, czy też chcemy to zbudować. Do tego potrzebna jest zwykła sesja, czy musimy się spotkać normalnie?

O: Spotkać i wziąć notatniki i ołówki. Słowami będzie ciężko wytłumaczyć konstrukcję.

G: Będziesz rysował?

O: My nie – ty tak.

G: Aha. OK w porządku. Ciekawie. Coś jeszcze w tym temacie Aneta?

A: Tak, mianowicie ponawiam pytanie: czy nasz ulubiony prawdziwy rząd ziemi posiada technologię, o której dopiero co wspominaliśmy? Technologię postrzegania śladów zielonych?

O: Tak. Koniec.

A: No widzisz Grześku – mówiłam. Wystarczy się z nimi zaprzyjaźnić.

G: No to powodzenia.

A: To taki żarcik był.

G: Wiem wiem…. dobra. Coś jeszcze w tym temacie?

A: No ja nie mam więcej pytań, chyba że nasz asystent chce coś dodać?

O: Żadnej.

G: Dobrze, w takim razie temat kolejny. Coś, o czym ostatnio z Konradem rozmawiałem. Mianowicie podesłał mi informację jakąś o amerykańskim bezzałogowym wahadłowcu, który niedawno wylądował…

A: A, tym supertajnym – też to czytałam.

G: O tym supertajnym, o którym informacje były w gazetach… ale do czego to służy? Dlaczego załoga obsługiwała go w kombinezonach, które mają chronić przed promieniowaniem? Załoga naziemna, bo statek był bezzałogowy.

O: Z uwagi na to, iż statek mógł być napromieniowany. Koniec.

G: Mógł być napromieniowany z powodu przebywania w przestrzeni, czy z powodu ładunku, który przewoził?

[znów problemy techniczne]

O: Ładunku. Koniec.

G: A jaki to był ładunek?

O: Testowano pewne reakcje chemiczne w stanie nieważkości oraz możliwość ich użycia bojowego. Koniec.

G: Czyli chodzi o jakiś rodzaj broni?

O: Tak. Koniec.

A: Ciekawe gdzie to teraz będzie ćwiczone na ludziach?

G: To jest broń, która co ma robić? Wybuchać, skażać teren?

O: Wybuchać.

G: A dlaczego w stanie nieważkości?

O: Bo będzie używana w kosmosie.

G: Do niszczenia kamyczków?

O: Też. Koniec.

G: Czy ma to związek z kometą „Apophis”?

O: Są większe zagrożenia. Koniec.

G: O… i znowu się pojawia temat, ale do tego wrócimy. Aneta, pamiętaj o większych zagrożeniach!

A: Pamiętam o większych zagrożeniach!

G: Powiedz mi w takim razie, czy jest to przedsięwzięcie rządu USA, czy międzynarodowe? Czy inne kraje o tym wiedzą? Znaczy nie: czy wiedzą – wiedzieć mogą z gazety. Czy były o tym informowane?

O: O zagrożeniu?

G: O zagrożeniu, o testach, pomyśle [?? niewyraźnie]

O: Tak, nie, nie. Koniec.

G: No dobrze, w takim razie jakie są to większe zagrożenia?

O: 2025 meteor. [liczba powiedziana oddzielnymi cyframi]

G: Podałeś rok, czy podałeś kod, czy jakąś nazwę?

O: Rok.

G: 2025?

O: Prawdopodobieństwo uderzenia 80%.

G: Ooo…! To dlaczego, powiedz mi, informuje się opinię publiczną o takim „Apophisie”, a nie informuje się o czymś takim? Czy jest zbyt duże prawdopodobieństwo i boją się paniki?

A: no właśnie zgadnij. dlaczego?

G: No nie no…..! Pytam tylko. Wiesz, przecież ktoś sobie może wyjąć teleskop i dostrzec coś takiego, jak jest zdolnym astronomem, tak? Albo jak dysponuje sprzętem, jak gdzieś pracuje.

O: To nie jest takie proste.

G: Dobrze, a czy testy związane z użyciem… inaczej, źle się wyraziłem. Ta broń ma być używana tylko do likwidowania zagrożeń Ziemi, czy też do czegoś innego??

O: Ogólnej obrony, a także walki z innymi krajami w przestrzeni kosmicznej. Meteor jest mniejszy, niż Apophis. Około 40% szans na uderzenie w Amerykę Północną.

G: Ou…

A: Ła…

G: Czy jego trajektoria po wejściu w atmosferę będzie bardziej południkowa czy równoleżnikowa?

O: Równoleżnikowa.

G: Czyli Europa też jest zagrożona, chyba że uderzenie będzie z innej strony?

O: Około 40% rzeczywistości dla tego wydarzenia.

[pauza]

G: Aha… bo ja czekam. „Około 40% rzeczywistości dla tego wydarzenia”, tak? Takie było zdanie?

O: Tak, okolice Nowego Jorku. Koniec.

G: No dobra… Aneta, jak masz coś w tym temacie, to mów.

A: Ja na ten temat nie mam żadnych pomysłów, bo jest to dla mnie bardzo abstrakcyjny temat.

G: Dobrze, a czy ta broń to jest oparta o technologię jądrową?

O: Tak – wodorową.

A: Jaki jest stosunek światowego rządu do tego?

G: No właśnie! Bo oni niby dysponują jakimiś cudownymi technologiami, a tutaj biedne NASA musi się męczyć z wysyłaniem prymitywnego wahadłowca w przestrzeń.

A: Właśnie!

O: To nie jest NASA.

G: Aha… no dobrze. Ale jest to wahadłowiec, albo jego miniatura?

O: Rząd światowy zachowuje wstrzemięźliwość w tym temacie. Koniec.

G: Aha… Czyli to sobie jakaś tam… czekaj! No to kto to wysłał, jak nie NASA?

O: Armia USA.

G: Dlaczego zachowują wstrzemięźliwość, skoro jest zagrożenie jakieś?

O: Zastanawiają się, czy korzystniejsze jest uderzenie meteorytu, czy nie. Koniec.

G: Aha… A czy oni dysponują środkami, które mogłyby w prosty sposób takie zagrożenie zniwelować?

O: Prosty nie jest.

G: A mniej prosty? Jakimi środkami?

O: Podobnie.

G: Aha.

O: Bez technologii obcej.

G: Z obcą byłoby dużo prościej?

O: Prościej, o ile by ją udostępnili. Koniec.

G: No dobrze… A na czym… Inaczej. Czy taka zaawansowana technologia pozwala wyeliminować takie zagrożenia w 100%? Na przykład na bardzo zaawansowanych światach?

O: Tak.

G: Na czym to polega? Jakieś oddziaływanie grawitacyjne czy przeniesienie kamyczka w inne miejsce?

O: Na przykład zmiana trajektorii lotu poprzez bąbel grawitacyjny, bądź totalna anihilacja zagrożenia. Koniec.

G: D obra….. Aneta, coś w tej kwestii?

A: Nie. Miałam pytanie, ale zasadniczo Grześku już rozwiałeś to pytanie w pewnym sensie.

G: No dobra.

A: To przechodzimy do pytań z forum. Wiele tutaj pytań pojawiło się, co do których nie mam żadnej bliższej informacji, natomiast postaram się znaleźć takie pytania, które mają sens wgłębiania się w tematykę. O! Tutaj jest pytanie od użytkownika… chociaż nie… nie zadam go, bo na to pytanie były już wielokrotnie odpowiedzi udzielane. Pytanie takie: obserwacje jakich zjawisk doprowadziły Atlantów do opracowania technologii opartej na kryształach? Przy czym podejrzewam, że odpowiedź może być nieco inna, niż się spodziewa autor.

G: Chodzi o to, co ich zainspirowało?

A: Tak. „obserwacje jakich zjawisk…”, czyli co zainspirowało aAlantów do opracowania technologii opartej na kryształach? Oczywiście zakładając że została ona opracowana przez Atlantów, a nie powiedzmy została im ona dana z nieba przez naszych bohaterów, o których już wałkujemy

[hałas w tle]

O: Zaczęło się od sztuki – hodowali kryształy jako sztukę. Koniec.

A: Aha… A w takim razie jakie zjawiska z kryształami zaczęły się ujawniać? Domyślam się, że w związku z danymi kryształami musiały się ujawnić jakieś zjawiska, które rzeczywiście popchnęły ich do rozwinięcia technologii, tak?

O: Można tak powiedzieć, aczkolwiek była też oczywista ingerencja z góry. Generalnie chodzi o kwestie magnetyczne czy elektromagnetyczne i zmiana zachowania kryształów w różnych środowiskach.

A: To był koniec odpowiedzi, tak?

O: Tak.

A: Mam pytanie o tę zmianę zachowań kryształów. My w tej chwili też mamy technologię opartą o zmianę zachowań kryształów. Jest to technologia półprzewodnikowa, natomiast chciałabym się dowiedzieć… i w tym przypadku każdy, kto się zetknie z podstawową wiedzą elektroniczną, wie, na czym polega zmiana zachowań kryształów poddanym określonym bodźcom. Mnie ciekawi, czy istnieją jakieś inne typy kryształów i jakieś inne bodźce które spowodują inne zachowania?
Tak, wiem, trzy dodatkowe zmienne ale czy my tutaj, nawet niekoniecznie jako Grzesiek i ja, ale my jako powiedzmy naukowcy politechniki czy też raczej oni jako naukowcy politechniki byliby w stanie symulować lub też zaobserwować identyczne zmiany zachowań kryształów, gdyby wiedzieli czego szukać? Byłaby taka możliwość w tej chwili przy naszych możliwościach technicznych?

O: Byłaby.

A: W takim razie czy niektórzy naukowcy już takie zjawiska, takie zmiany zachowań kryształów obserwują? Czy są publikacje naukowe na ten temat?

O: Jeszcze nie w takim stopniu. Dopiero na poziomie kwantowym należy podejść do tego tematu.

G: Czekaj czekaj! Znaczy, że cywilizacja przedatlantycka była na… przechodziła przez podobny stopień rozwoju, jaki my przechodzimy teraz? Bazowali najpierw na czymś innym, żeby później przejść na kryształy?

O: Nie.

G: Ale musieli posiadać jakąś technologię, która pozwoliła im zaobserwować te zjawiska?

O: Nie swoją.

A: Aha, czyli taka równoległa ścieżka rozwoju, tak?

O: Powiedzmy.

G: No ale on mówi, że równoległa, ale dostali technologię, która pozwoliła im dojść do tej drugiej technologii?

O: Wiedza kwantowa w przypadku fizyki kryształów ma dużo większe zastosowanie, niż w przypadku waszej technologii. Jeśli [niewyraźnie – Aneta przerwała asystentowi] w waszej technologii komunikacja wykorzystuje… pozwala wykorzystywać splątanie cząsteczek w praktyce, na przykład. Oczywiście w przypadku fizyki kryształów. Koniec.

G: Oni dostali urządzenia pozwalające im dojść do tego, czy dostali wiedzę i już potem sami próbowali?

O: Urządzenia też. Koniec.

G: To byli zieloni, czy nie?

O: Jedni i drudzy.

G: Bezpośrednio, czy za pomocą „magicznych objawień”?

O: Bezpośrednio.

G: Aha, a powiedz mi w takim razie, skąd ta zmiana podejścia, że wtedy wszyscy tak bezpośrednio się komunikowali, kontaktowali, ujawniali? Zmiana kierunku eksperymentu? Skąd się to wzięło?

O: Skoro jest zmiana, to znaczy, że tamten eksperyment się nie udał. Koniec.

G: Aha, czyli tutaj jest próba…? Niby się sami rozwijajcie do pewnego momentu i w końcu się wam pokażemy?

O: Tak. Koniec.

G: Aneta, kontynuuj ten temat.

A: Mnie interesuje, czy w obecnym stanie fizyka kwantowa… inaczej: jak by można było porównać obecny stan wiedzy na temat fizyki kwantowej ze stanem wiedzy w szczytowym okresie rozwoju Atlantów? Czy to są jakieś totalne powijaki, czy już do czegoś obecna cywilizacja dochodzi w sensie fizyki kwantowej? W sensie: do takiego sensownego użycia kryształów, czy to w ogóle… inaczej, czy to w ogóle w jakiś sposób jest porównywalne?

O: Jeszcze 2–3 wieki bez globalnej katastrofy. Koniec.

A: A… no to jeszcze kawałek czasu. Uczy pokory, trzeba przyznać.

G: Z drugiej strony jak na to spojrzeć to nie jest jakoś wiele. Czym były 2–3 wieki w średniowieczu?

A: Tak, ale dla ciebie jako ciebie to troszeczkę dużo, biorąc pod uwagę fakt, że nie masz szansy doczekać.

G: Ale spójrz na to Aneta inaczej. Obojętne w jakich czasach się znajdziesz, zawsze będzie coś niesamowicie zaawansowanego czy… wiesz o co mi chodzi?! Zawsze będzie coś, na co będziesz mogła czekać jeszcze te 3 wieki, tak że nigdy nie znajdziesz się w takim punkcie, w którym dostaniesz wszystko, z czego będziesz zadowolona – zawsze będą te kolejne 3 wieki.

A: OK, ja mogę poczekać. [śmiech]

G: Nie zawsze się da. [śmiech]

A: No właśnie… miałam powiedzieć, że jak mi obiecasz, to ja się zgadzam, no ale tak to trudno.

G: No.

A: Co ja mogę?

G: Dobra, dalej przejmij dowodzenie.

A: Dobrze, no to ja na ten temat już nie mam pytań, natomiast dalej przytoczę pytanie z forum. „Jaki jest mechanizm działania daru języka używanego na mszach charyzmatycznych? Miałem okazję brać udział w takim wydarzeniu i jestem pod wrażeniem” – koniec pytania.

G: Zgniotło mnie to trochę…

A: Ja tylko czytam pytania…

O: To na ogół bełkot, a nie żaden język. Koniec.

G: Żeby tak zmyślać, też trzeba być zdolnym. Oni wierzą, że coś mówią, czy celowo zmyślają bełkot?

O: Zależy kto.

G: A no właśnie, może być ktoś przekonany o tym…

A: Ja mam właśnie pytanie precyzujące, mianowicie powiedziałeś „to na ogół bełkot” – a w tych nielicznych przypadkach, kiedy nie jest to bełkot, to co to jest?

O: Znajomość języka. Koniec.

A: Ale świadoma znajomość języka, czy nieświadoma znajomość języka? To są dwie różne sprawy.

O: Świadoma i wyuczona.

A: Aha, czyli nie ma takiej sytuacji, w której ktoś zaczyna mówić prawdziwym językiem, którego wcześniej nie znał, i z którym się wcześniej nie zetknął? Mówiąc „wcześniej” mam na myśli życie od urodzenia do momentu uczestnictwa w takiej mszy charyzmatycznej.

O: Jeśli kiedyś się zetknąłeś z językiem, możesz podświadomie coś powiedzieć – przypadkowe słowa, szczególnie będąc pod wpływem transu i chwili. Koniec.

A: Rozumiem. A ja mam pytanie w takim razie jeszcze jedno, bo podejrzewam, że i tak by padło na forum. Czy jest możliwa… inaczej… czy istnieje możliwość znajomości w cudzysłowie „języka” na poziomie tak zwanej pamięci genetycznej albo pamięci komórkowej?

O: Bardzo nam przeszkadzają te odgłosy. [hałas, o którym wcześniej wspomniano]

G: Przepraszam…

A: Nam też przeszkadzają te odgłosy.

O: Nie, ale możesz posiadać predyspozycję do nauki jakiegoś konkretnego języka. Koniec.

A: O, a to jest ciekawe, w takim razie pozwolę sobie pociągnąć temat związany z genetyką. Czy oznacza to również, że na podstawie pamięci genetycznej, komórkowej można posiadać predyspozycje do nauki powiedzmy przedmiotów ścisłych albo do uzdolnień powiedzmy artystycznych?

O: Oczywiście. Koniec.

A: A czy w obecnej chwili posiadamy, my jako ludzie czy też my jako naukowcy ludzcy jakąś metodę zbadania genów konkretnego człowieka, żeby określić na tej podstawie jego predyspozycje, jego najlepszy kierunek, w jakim powinien się kształcić, bo da to największe korzyści?

O: W zasadzie tak.

A: Pytam, bo to by było bardzo ciekawe.

G: Ale wyobrażasz sobie takie coś? Strasznie ktoś mógłby cierpieć. Aby osiągnąć efekt, musiałabyś kogoś całkowicie indoktrynować. Jeżeli ktoś byłby wychowywany przez rodziców i jednocześnie kierowany na taką naukę, to i tak lubiłby to, co jego rodzice by mu zaaplikowali, a nie to, w czym byłby najlepszy genetycznie.

A: Wiesz co? To jest śliska sprawa, bo ja nie jestem przekonana, czy przypadkiem właśnie te samolubne geny nie pchają człowieka w kierunku tego, co on lubi.

G: Z tego co ja obserwuję wśród ludzi, to większość wykazuje zainteresowanie rzeczami, które zostały im przekazane w dzieciństwie.

A: No ja właśnie tak nie do końca, no ale ja się obracam w innym środowisku…

G: Ale mówię oczywiście o sytuacjach, gdzie dzieciom się podobało to, co pokazywali rodzice, przyjemne doświadczenia i przejścia.

A: A… w tym kontekście.

G: No ja nie mówię, że komuś będzie się podobało to, co nie sprawiało mu przyjemności jako dziecku. Jeżeli rodzic będzie robił przyjemność dla dziecka, to ono to będzie lubić, będzie je zabierał do lasu, więc jako dorosły będzie uwielbiał las. To samo tyczy się morza, wypraw w góry czy też sportu. Myślę, że to jest silniejsze od genów.

A: A co na to nasz Asystent?

O: Memy są silniejsze od genów. Koniec.

A: To równocześnie dobra i zła wiadomość. No nic, ja na ten temat nie mam więcej pytań, a ty Grześku?

G: Jedno. Czy nasza konstrukcja, nasza budowa organizmów w ogóle pozwala na to, żebyśmy mogli przekazywać tak skomplikowane informacje, jak np. języki, pamięcią genetyczną, komórkową? Czy jest to realne do przekazania, czy w ogóle nie da się tego zrobić?

O: Odpowiedzieliśmy już, że nie.

G: To dotyczyło tylko języka. Rozumiem, że nasze komórki, kod DNA zawiera tylko wzorzec i nic poza tym?

O: Ogólne predyspozycje czy zachowania. Język jest kwestią bardziej jednostek kulturowych, niż genetycznych. Geny pozwalają wam na taką dozę [niewyraźnie], która daje predyspozycje do zaistnienia mowy. Koniec.

G: A czy istnieją jakieś zaawansowane cywilizacyjnie gatunki, gdzieś tam w kosmosie, u których język nie jest kwestią nabytą, tylko wrodzoną? Komunikacja między osobnikami?

O: Niektóre z waszych form komunikacji werbalnej, np. poszczególne słowa mogą mieć już tendencję wrodzoną. Zauważcie niemowlę, które gaworzy i pewne jego wezwania, jakie kieruje, zaczynają kojarzyć się z niektórymi popularnymi słowami, np. określającymi rodzica.

G: No tak, właściwie słowa określające rodziców są bardzo podobne we wszystkich językach. Ale to się wiąże z tym, że dziecko… ale to może być też w drugą stronę, to się może nam z tym kojarzyć przez to, że każde dziecko w ten sposób mówi. Dobra, następne pytanie.

A: Pytanie z forum… z tego, co widzę, wiele pytań albo już było w jakiś sposób zadanych, albo ciężko je będzie zadać bez chociażby cząstkowego wprowadzenia w temat łącznika w stanie świadomości. Pozwolę sobie zacytować. „Jak na razie nic z tego, co powiedział Asystent, dla mnie jest nieweryfikowalne empirycznie. W przypadku konkretów odpowiada, że nie jest encyklopedią. Może chociaż tym razem uchyli rąbka tajemnicy i naprowadzi na ścieżkę, która może doprowadzić do odkrycia przeoczonych zjawisk przyrodniczych przez współczesną naukę?” – koniec wypowiedzi.
Natomiast ja bym tutaj dodała prośbę o „odezwę do narodu” ze strony Asystenta, bo zdaje się, że to może wymagać powtórzenia, czym jest Asystent a czym nie jest Asystent? To tyle z kolei z mojej strony.

O: Jedyna, czy jedyne osoby mające prawo do interpretacji naszych słów, to wy, a w szczególności łącznik. Z naturalnych powodów nikt inny nas nie zrozumie w takim stopniu, jako iż łącznik jest w trakcie pisania informacji na temat weryfikowalności naszych słów, a jest pisana w duchu, z którym się w pełni zgadzamy. Nie wydaje nam się, żeby jakakolwiek odezwa do czytelników z naszej strony byłaby tu nie wskazana. Koniec.

A: Bardzo dziękuję. Pozamiatane, ja nie mam więcej pytań na ten temat.

G: Ja również nie mam. [pauza] A ja mam takie pytanko, jeszcze jedno. Czy kiedy będziemy się widzieli bezpośrednio – chodzi o to urządzenie, to wystarczy, że będę miał ołówek i kartkę i tyle, i nic więcej nie jest potrzebne?

O: Ekierka, cyrkiel, kątomierz, gumka, najlepiej AutoCAD. Koniec.

G: Ok.

Pomóż i udostępnij na Facebook!