Menu

Sesja 81/29/05/12

Maj 29, 2012 - Sesje 2012

SESJA ARCHIWALNA -> Przeczytaj Wstęp do Transgresji

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


(imię uczestnika) – pytanie
O – odpowiedź

O: Witamy.

A: Cześć.

G: Dobry.

A: To co, jedziemy z pytaniami z forum i kontynuujemy temat „zielonych”? No więc tak; pytanie ostatnie z poprzedniej sesji dotyczyło tego, że jacyś zieloni, którzy się żywią bo umierają z głodu czy coś takiego. Odpowiedź brzmiała wtedy, że niektórzy są nieporadni i niebezpieczni. I to oznacza, że swoje pożywienie starają się wytargać niejako siłą, w sposób desperacki. Ostatnie pytanie, na które nie było już odpowiedzi: Czym to grozi żywicielowi i żywionemu oraz jak się to objawia. Więc to jest właśnie pytanie. Czym takie „wytargiwanie” pożywienia, w sposób desperacki
grozi żywicielowi i żywionemu i jak się to objawia?

O: Może mieć różne skutki. W zależności od sposobu ataku. Od najczęściej spotykanego zaburzenia psychicznego po ingerencję bardziej fizyczną. Na przykład spowodowanie wypadku. Koniec.

G: A (mówiąc) spowodowanie wypadku to masz na myśli moment, kiedy to się dzieje w czasie rzeczywistym, kiedy następuje podpięcie się pod żywiciela? Wpływa to jakoś na jego percepcję.

O: Wyładowanie energetyczne podczas śmierci lub cierpienia. Koniec.

G: Aha, czyli taki zielony doprowadza celowo do wypadku żeby dostać dużo naraz, tak?

O: Tak.

G: Rozumiem.

A: Czyli rozumiem, że taki wypadek to niekoniecznie musi być wypadek typu, no nie wiem, kolizja samochodów ale może być na przykład sytuacja z kronik policyjnych że ktoś dostaje ataku szału, zabija swoją rodzinę po czym sam się zabija. Coś takiego może być?

O: Bardzo możliwe. Koniec.

G: A to musi być osoba podatna psychicznie żeby do czegoś takiego doszło?

O: Musi być wcześniej napoczęta. Koniec.

A: A czy takie napoczęcie można wyleczyć, zaleczyć, usunąć jego skutki?

O: Można. Koniec.

A: Jak to się robi?

O: Nie chcemy popaść w patos i odpowiedzieć, że poprzez poznanie swojej natury. Po prostu trzeba popracować nad swoim paradygmatem.

A: Rozumiem. To jednocześnie odpowiada na niejako pytanie pośrednie, mianowicie w jaki sposób się zorientować, że się jest napoczętym lub napoczynanym ponieważ poznanie prawdziwej natury, zachowując patos, niejako daje wskazówki i podpowiedzi co do tego stanu, tak?

O: Z początku trzeba nauczyć obserwować samego siebie z pewnym dystansem i odrobiną obiektywizmu. Koniec.

G: Domyślam się, że działanie, o którym tutaj rozmawiamy tak naprawdę wynika troszeczkę z tego, o czym już mówiliśmy. Czyli powiedzmy taka istota zasiewa jakąś ideę, która ma w pewien sposób zniszczyć daną osobę, tak? Poprzez to, że ta osoba sama się będzie nakręcać czy stwarzać sobie różne sytuacje.. Chodzi to żeby wyłapywać w sobie pewne dziwne zachowania i podchodzić do nich z dystansem, tak?, nie przejmować się nimi? Jakieś myśli czy stany emocjonalne?

O: Ty powinieneś to wiedzieć najlepiej. Koniec.

G: Dobrze, ale wiesz, rozmawiamy o jakiejś tam teorii, prawda? Ja moje zachowania mogę podciągnąć pod zwykłe zaburzenia… Rozumiem, że chodzi o akceptowanie danej rzeczy i przepuszczanie jej żeby się zbytnio nie przejmować tym, co się „rodzi” w danym momencie. Chodzi o emocje, myśli…

O: Rozważania teoretyczne niewiele wnoszą lecz tylko przez doświadczenie możemy to tak naprawdę zrozumieć.

G: Tak, jednak całe nasze rozmowy, które prowadzimy są czysto teoretyczne, więc wiesz.. Nawet jak powiemy, że ten czy ten delikwent ma coś takiego, przeżył to, to i tak dla czytelnika jest to czysta teoria.

O: Rozmawiasz z nami tylko dla czytelników? Koniec.

G: Nie, nie rozmawiam dla czytelników jednak, wiesz, w jakiś sposób to publikujemy.

A: W takim razie może ja zadam przykładowe pytanie. Powiedzmy, że z doświadczenia. Otóż załóżmy sytuację, w której gdzieś idziemy / jedziemy i w pewnym momencie orientujemy się, że przebiegają nam po głowie myśli lub skojarzenia lub jakieś wyobrażenia, o które byśmy sami siebie nie podejrzewali. Oczywiście mogą one mieć rozmaite źródło ale zdrowym jest nie przywiązywanie się do tego typu zjawisk a raczej wręcz przeciwnie, przyjrzenie im się takie możliwie obojętne, tak?

O: Zdrowe jest nie przywiązywanie się do absolutnie niczego, a najbardziej do samego siebie. Koniec.

G: No to z tym może być problem takiej natury – co mówię z doświadczenia i z tego co przeczytałem – że człowiek ocenia to, co przeżywa w danej chwili jako inne niż to co wydaje mu się, że powinien przeżywać. Nawiązując na przykład do wspomnień. Sytuacja jest inna niż była kiedyś i zaczyna to stwarzać iluzoryczny problem; ponieważ skoro jest inna to coś jest nie tak.
Mówiąc sytuacja mam na myśli percepcję, doświadczenie, przemyślenia, osobowość. Ludzie się przywiązują do osobowości i kiedy ona im się zmienia w danej chwili to jest problem.

A: Ludzie się przywiązują do tak niezwykłych i dziwnych rzeczy, że głowa mała.

G: No dobrze, to teraz trochę poteoretyzujmy tak, jak teoretyzowaliśmy na ostatniej sesji. Czy są takie sytuacje, że jest sobie pan Adam. Pan Adam ma swojego „towarzysza”, który go konsumuje. Co więcej – Pan Adam świadomie lub nie jest w symbiozie z jakimś tam zielonym. I nagle przypałętuje się drugi zielony, który jest właśnie w takiej desperackiej sytuacji i zaczyna coś tam kombinować z panem Adamem. Czy pan Adam może spodziewać się obrony od swojego symbiotycznego kolegi?

O: To zbytnie teoretyzowanie.

G: A na ostatniej sesji nie było zbytnie?

O: Zbyt ogólnie. Może tak, może nie. Zależy od motywacji obydwojga.

G: Motywacja jest dość prosta. Jest fajny produkt i ktoś chce mi go podjadać.

A: Chyba, że ten ktoś jest twoją siostrą.

O: Albo ten ktoś znudził się twoim produktem i chce go upgrade`ować.

G: Ok. No dobrze. No to zadaj Aneta jakieś pytania. Może faktycznie z forum, dotyczące poprzedniej sesji.

A: No właśnie ja na ten temat już nic nie mam tak więc rzeczywiście zacznę zadawać pytania z forum. Otóż pierwsze pytanie: (cytat)„ Nawiązuję tu do zdań Asystenta: Oni uwielbiają gdy oddaje się im cześć dlatego większość religii stworzyli oni. Wiele mistycznych zdarzeń jest ich udziałem. „oraz „Buddyzm to forma symbiotycznej religii. Koniec.” W związku z tym moje pierwsze pytanie:
Skoro Buddyzm jest formą symbiotycznej religii to jak scharakteryzowałbyś inne główne religie świata, jak Katolicyzm, Judaizm i Islam? Tutaj ja od siebie dodam, bo pytanie się już skończyło, że częściowo na te pytania były już odpowiedzi w poprzednich sesjach niemniej jednak jeżeli takie podsumowanie jest niezbędne to poprosimy.

O: Pozostałe religie – zwróćcie na nie uwagę – opierając się na kompletnym zawierzeniu czemuś. W żaden sposób niedotykalne. Takie kompletne zaufanie w coś nie do zweryfikowania stanowi produkt, który na pewno nie jest symbiotyczny. Zwróćcie uwagę na brutalność tych filozofii w jednej popularnej (religii). Podczas obrzędów składana jest ofiara. Symboliczna ale jednak. Symbole bardzo oddziałują na waszą podświadomość. Symboliczna ofiara śmierci niewinnego za winy innych. Na pewno nie ma to nic wspólnego z uczuciami, które tę filozofię twierdzą, że wywołują. Koniec.

A: Drugie pytanie, które wahałam się zadać ale jednak to uczynię. Stwierdzenie „większość religii stworzyli oni” oznaczałoby, że są wśród tych religii też takie, które stworzył ktoś inny. Które to religie, kto je stworzył i w jakim celu? Koniec pytania.

O: To stwierdzenie nie oznacza tego. Chyba, że „inni” rozumiesz jako ludzie. Koncepcja, idea religii wyewoluowała w naturalny sposób. W momencie osiągnięcia samoświadomości pojawił się strach przed śmiercią, który nie był już odczuwalny instynktownie jak u zwierząt ale na poziomie świadomym. Idea religii czyli idea życia pośmiertnego, z którego wyewoluowała religia sama w sobie właśnie powstawała na podstawie tej zmiany. Od instynktu do samoświadomości. Koniec.

A: Krótka prośba. Czy można by poprawić jakoś lekko mikrofon? Ja mam jeszcze możliwość usłyszenia ale… jest troszeczkę niewyraźnie.

O: Kontynuujmy.

A: Trzecie pytanie. A propos wspomnianych mistycznych zdarzeń. Czy mógłbyś podać konkretne przykłady takich ogólnie znanych zdarzeń? To jest koniec oryginalnego pytania. Ja tutaj dodam, że wspomniane były w poprzednich sesjach Fatima i Guadalupe. Czy jakieś jeszcze inne?

O: Mnóstwo. Czy to istotne aby wymieniać? Koniec.

A: Dla mnie nie. Dla zadającego pytanie najwyraźniej było to w jakiś sposób istotne, ale nie musimy kontynuować. Możemy przejść do kolejnych pytań.

O: Przejdźmy dalej.

A: Kolejne pytanie również jest prośbą o przykłady. Otóż prośba jest o podanie ogólnie znanych postaci w naszej historii, które zostały potraktowane w taki sposób, że w gospodarce zrównoważonej wszystko można wykorzystać, na przykład można taką istotę zlikwidować i uczynić z niej męczennika przez co miliony innych będą produkowały odpowiedni produkt. Tutaj jest prośba o jakieś dwa lub trzy przykłady ale możemy…

G: To jest pytanie bez sensu. Przecież wystarczy zobaczyć dookoła i widać przykłady.

A: Generalnie tak ale prawdopodobnie chodziło o jakieś znane przykłady z historii. Mi się tutaj na przykład nasuwa Joanna d`Arc ale mogę się mylić prawda?

G: No dobra. Ja bym przeszedł dalej bo to takie trochę bez sensu pytanie.

O: Zgadzamy się z Grzegorzem.

A: Dobrze. Postać Jezusa Chrystusa była już wałkowana poza tym miało być bez nazwisk więc to też pominiemy. I teraz tak, ostatnie pytanie..

O: To nie nazwisko.

A: No dobrze. Fakt. To dobrze. To zadam. Czy postać powszechnie znana jako Jezus Chrystus należy do grona osób, z których uczyniono męczennika?

O: Historyczna postać, na podstawie której – co prawda w niewielkim stopniu ale jednak – utworzono mit nie umarła śmiercią męczeńską. Koniec.

A: Ja w tym miejscu pozwolę sobie na zadanie pytania własnego, które mi przyszło do głowy. Otóż historyczna postać miała jakąś oczywiście sygnaturę świadomości. Po śmierci tej postaci jej sygnatura przeszła. Pytanie brzmi czy w czasach znanych nam od tej pory do, powiedzmy, dnia dzisiejszego rodziły się czy też inkarnowały się istoty z tą samą sygnaturą świadomości ewentualnie czy się nadal inkarnują?

O: Myślę, że nie do końca zrozumiany jest przez ciebie temat sygnatur. Powinnaś do tego wrócić. Być może porozmawiać z asystentami. Koniec.

A: W takim razie kolejne pytanie. Podczas sesji były omawiane dwie postawy człowieka wobec faktu, że jest żywicielem. Pierwsza – symbioza z zielonymi. Drugą – próba obrony lub walki z tym faktem. Jak rozumiem, ta druga postawa jest z góry skazana na porażkę – to ciągle jest pytanie – ale chciałbym od ciebie usłyszeć jaką postawę nam doradzasz z naszego punktu widzenia jako gatunku. Koniec pytania.

O: Obrona czy walka nie jest skazana na porażkę. My nie jesteśmy waszymi doradcami. Łącznik od jakiegoś czasu realizuje scenariusz numer jeden. Na razie efekty są takie, że powłoka fizyczna, w której się znajdujemy jest mocno osłabiona. Koniec.

A: Ja w tej serii pytań nie mam żadnych dodatkowych. Grześku czy ty masz może jakieś precyzujące?

G: Ja dzisiaj postanowiłem nie komentować pytań ani nie nawiązywać do nich.

A: Dobrze. Ja w tej chwili też przyznam się, że troszeczkę bezmyślnie będę jechała po pytaniach nie klasyfikując czy nie próbując ich klasyfikować bo mogę czegoś nie rozumieć. Teraz będzie pytanie o emocje, które są dla zielonych smaczne. One były wymienione; złość, stres, zniechęcenie, agresja, fanatyzm, strach – tego typu emocje. I teraz pytanie a w zasadzie zestaw pytań: Czy to znaczy, że w ich jadłospisie nie ma emocji , uznawanych przez nas jako pozytywne? A co na przykład z emocjami, związanymi z seksualną sferą naszego życia? Czy jest to dla nich niestrawne, czy wręcz przeciwnie, na przykład ludzki orgazm jest dla nich jak wisienka na torcie?
Koniec pytania.

O: Nie dzieliłbym emocji na pozytywne i negatywne. Emocje związane z seksualnością jak najbardziej ale w zależności od seksualności. Koniec.

A: A mógłbyś sprecyzować cóż to oznacza „w zależności od seksualności”. Czy ma to związek z, że tak powiem, ukierunkowaniem tych emocji?

O: Tak. Podczas seksu mogą ci towarzyszyć bardzo różne emocje. Koniec.

A: Ale obiekt też jest ważny, jak rozumiem?

O: W sensie?

A: Podczas tego aktu towarzyszą często nie tylko emocje ale rozmaite wyobrażenia. Ludzie potrafią sobie wyobrażać różne rzeczy. Czasem są to wyobrażenia, związane z partnerem a czasem niekoniecznie. To, jak rozumiem, ma również znaczenie, prawda?

O: Liczy się akt a nie wyobraźnia.

G: Bardziej stawiałbym na cel, jaki chce osiągnąć osoba współżyjąca. Tak bym to rozumiał. Możesz różnie współżyć. Możesz być nastawiona do tego egocentrycznie, możesz być nastawiona na „grę zespołową”, na przeżycie głębokie, płytkie, stricte fizyczne. Na tego typu zagrania jak upodlenie, jak dominacja.. To jest tak szeroki wachlarz, że… To jest tylko to, co mi się wydaje.

O: Jeśli podczas aktu towarzyszą emocje jak uczucie dominacji, strach agresja i tym podobne wtedy jest „dobrze”.

A: Ja do tego tematu nie mam więcej pytań a ty Grześku?

G: Nie.

A: Dobrze. Kolejne pytanie: Dotyczy wciąż pożywienia zielonych. Czy zieloni w swoim ekosystemie, w jakim żyją, mają równe formy egzystencji, które nimi się żywią lub padają ich ofiarą. I tutaj dopowiedzenie: jestem ciekawy jak wygląda naturalne środowisko zielonego. Czy mają tam rośliny, zwierzęta lub coś podobnego. Koniec pytania.

O: Odpowiedź można wywnioskować z poprzednich sesji. Koniec.

G: Dokładnie.

A: I tutaj kolejne pytanie znowuż o sposób odżywiania. Czy sposób odżywiania zielonych oddziałuje na ludzki mózg na poziomie neuroprzekaźników czy też na poziomach kwantowych co w efekcie zmienia poziomy neuroprzekaźników? A może to są oddziaływania elektrostatyczne?
Ogólnie co się zmienia po takim pożywieniu się przez zielonego? Rozumiem, że co się zmienia w organizmie człowieka.

O: Nie zawsze cokolwiek musi się zmienić. Najpierw zaszła zmiana chemiczna. Potem nastąpiło pożywienie. Odwrotna kolejność. Koniec.

A: Dobrze. Kolejne pytanie dotyczące pożywiania się. Co się dzieje po zażyciu leków psychotropowych lub uspokajających? Czy zażycie takich leków powoduje w jakiś sposób zmianę jakości pożywienia dla zielonych? Czy stajemy się nie atrakcyjni, czy wręcz przeciwnie czy też leki tłumią emocje a zieloni nadal się mogą żywić? Koniec pytania.

O: Przed użyciem przeczytaj treść ulotki. Koniec.

G: Myślę, że po pierwsze odpowiedź jest logiczna na to pytanie i do wywnioskowania sama przez się a po drugie odpowiedź na takie pytanie jest niebezpieczna więc lepiej nie udzielać jej. Tak mi się wydaje.

A: Samo życie jest niebezpieczne Grześku. Jedziemy dalej. Czy zieloni prowadzą eksperymenty nad wytworzeniem sztucznego pożywienia tak jak ludzie pracują nad klonowanym mięsem? Koniec pytania.

O: Mówiliśmy już o farmach. Koniec.

G: Ale farmach jako ekologicznych uprawach. Wydaje mi się, że tutaj chodziło o syntetyczny produkt, niezwiązany z wytwarzaniem przez organizm biologiczny.

A: Tak. Jest nawet podany link do artykułu, który czytałam w innych okolicznościach, prawdopodobnie też na innej stronie o mięsie a właściwie o tkance mięsnej hodowanej sztucznie. To znaczy tkanka mięsna sobie rośnie na jakiejś pożywce no i jest totalnie sztuczna, klonowana. Po prostu tylko wzrasta. Podejrzewam, że o tego typu eksperymenty chodziło.

O: Jest to nieodłączne od życia fizycznego. Jedyne to sztuczne hodowle, o których wspominaliśmy. Koniec.

A: Ja tu nie mam dalszych pytań. Teraz przeglądam. Dobrze. Ja w tej chwili widzę, że w tematyce pytań nie ma już więcej dotyczących zielonych.

G: To ja zadam pytanie związane z nimi, może trochę z tematem, może nie. Kiedyś wspomniałeś o pewnej cywilizacji, która została przez zielonych zabrana na inną planetę. Czy ta cywilizacja nadal na tej hodowli funkcjonuje? W naszym pojęciu; wsiadam w jakiś tam statek, lecę sobie i oni tam siedzą w tym samym czasie. Żyją sobie.

O: Fizyka trójwymiarowego świata utrudnia w takich odległościach określenie „ten sam czas”.

G: Rozumiem.

O: Ale – są sobie. Koniec.

G: A czy, powiedzmy, że przenosimy się na tamten świat, oglądamy go sobie. Czy jest to cywilizacja, żyjąca swobodnie tak jak my? Świadoma istnienia zielonych jawnie, czy też nieświadoma tak jak my? Jak wygląda poziom ich zaawansowania?

O: Nieświadoma.

G: Cywilizacyjnie na jakim stoją poziomie?

O: Inna kultura, inna ścieżka rozwoju. Trudno określić.

G: Dobrze. To może skorzystajmy z takich uniwersalnych wytycznych. Czy są w stanie podróżować między planetami?

O: Nie.

G: A czy są bliscy osiągnięcia tego, czy raczej nie?

O: Nie.

G: Ok. Dobra. Są zdolni komunikować się tak jak my za pomocą telefonu? Posiadają zdolność jakiejś komunikacji na odległość w szybkim czasie? Mniej więcej staram się sobie ustalić poziom w wyobraźni.

O: Nie. Jest ich niezbyt dużo. Koniec.

G: Tak wolno się rozmnażali od tamtych czasów? W sumie to nie tak dawno temu…

O: Kontrolowana hodowla. Koniec.

G: Twierdzą że skąd pochodzą? Że tamta planeta jest ich domem?

O: Tak. Koniec.

G: Tyle w tej kwestii.

A: Ja na dzisiaj więcej pytań dotyczących zielonych nie mam, natomiast chciałabym skorzystać z okazji i dokończyć w ogóle pytania na forum tak, żeby mieć już czystą kartę. W związku z tym przechodzę do pytania. Otóż w jednej sesji – osoba zadająca pytanie nie pamięta w której – zostało coś wspomniane na temat opuszczenia układu słonecznego przez człowieka. Dokładny cytat: I jeszcze jedno: człowiek, ziemianin, już wyleciał poza wasz układ słoneczny.
Pytanie: Czy można byłoby rozwinąć ten temat? To była tylko krótka odpowiedź, a nigdzie później nie natknęłam się już na tę wzmiankę. Bardzo mnie to interesuje. Myślę, że takie rozwinięcie mogłoby wspominać o tym kiedy ten człowiek opuścił Ziemię, czy był to tylko jeden człowiek czy ich było więcej i czy można w jakiś przybliżony sposób wskazać co ten człowiek teraz robi, czy w ogóle jeszcze żyje? Czy da się coś takiego w ogóle określić? Dziękuję.

O: Pomijając cywilizację, o której mówił Grzegorz agencja kosmiczna prawdziwego rządu Ziemi posiada technologię obcą, umożliwiającą podróż poza granice układu słonecznego. Ziemia jest niewydolna technologicznie pod względem energetycznym aby zasilić to urządzenie w sposób stały aczkolwiek kilka prób udanych miało miejsce. Dwie wyprawy powróciły. Pięć nie. Koniec.

G: A czy dwie próby uruchomienia tego urządzenia tudzież zasilenia go energią miały jakieś odbicie na gospodarce energetycznej Ziemi? Wywołało to jakieś problemy energetyczne na planecie?

O: Nie.

G: Skoro to wymaga tak wielkiego nakładu energetycznego no to rozumiem, że zostało to urządzenie uruchomione w jakiś sposób, ale jak te załogi wróciły? Skąd wzięły energię do powrotu? Zostało to jakoś zmagazynowane?

O: Stąd problem. Brak technologicznego źródła zasilania w małej formie. Koniec.

G: Więc jak wrócili?

O: Zapytaj się jak się przenieśli.

G: Dobrze. To jak się przenieśli w takim razie? Jak doszło do zasilenia tego urządzenia?

A: A może by tak się z nimi skontaktować i zapytać ich samych?

G: Do tego przejdziemy później…

O: Oglądałeś „Gwiezdne Wrota”?

G: Tak jest.

O: Coś na podobieństwo, ale nie ma wrót. Koniec.

G: Czyli rozumiem, że to nie była tak naprawdę podróż za pomocą statku w przestrzeni międzyplanetarnej tylko to się odbyło gdzieś z Ziemi, tak? To było przeniesienie się bezpośrednio z planety?

O: Tak.

G: No dobrze. To skąd wiedzieli gdzie wylądują?

O: Przy dwóch podróżach wiedzieli bo podróżowali pod opieką obcej cywilizacji. Pozostałe pięć to nieudane próby. Koniec.

G: Nawiązałeś do „Gwiezdnych Wrót” a tam teoria była taka, że musiało też być urządzenie po drugiej stronie żeby nawiązać jakieś połączenie. Czy tutaj też coś podobnego występuje? Czy musi być coś z drugiej strony?

O: Jeśli jest to dobrze. Koniec.

G: A jeśli nie ma to ktoś sobie gdzieś po prostu wyfrunie, Tak?

O: Coś w tym rodzaju.

G: To po co w ogóle idea statków kosmicznych skoro się można przenosić „na piechotę”?

O: Statki kosmiczne podobnie się przenoszą. Koniec.

G: I to zostało zasilone energią elektryczną? Bo skoro podróżowali pod opieką obcej cywilizacji i technologię dostali pewnie też od nich to czemu nie dostali źródła zasilania? Albo nie zostało ono wypożyczone na jedno uruchomienie czy użyte pod nadzorem obcej cywilizacji?

O: Na te dwa było.

O: Aha. A czy zostało im zabronione robienie tego samemu czy nie, że próbowali kolejne pięć?

O: Ludzie chcą być cwani. Koniec.

G: Każdy chce być cwany. Ponieśli jakieś konsekwencje za to czy nie? Czy wystarczającą konsekwencją była nieudana zabawa?

O: Naukowcy Imperium – obserwatorzy mieli ubaw. Koniec.

G: W takim razie co się stało z tymi, którym się nie udało, że się tak wyrażę? Wylądowali gdzieś w próżni czy po drodze się zepsuli czy jak to wyglądało?

O: Po prostu nie żyją. Koniec.

G: Ja się domyślam. Chodzi mi o to czy to nastąpiło w trakcie wejścia w jakieś tam połączenie czy po prostu wylądowali w złym miejscu?

A: I zostali na przykład zeżarci przez ośmiometrowe pająki…

G: Tak. Czy w ogóle gdzieś dotarli w ten sposób bo przecież może nigdzie nie dotarli tylko się rozczłonkowali w trakcie.

O: Cztery drużyny w próżnię. Jedna na planetę, gdzie niegdyś istniała rozwinięta cywilizacja. Obecnie nie ma już tam atmosfery. Koniec.

G: Ale czy przez jakiś czas tam żyli?

O: Musieli popełnić samobójstwo. Koniec.

G: Domyślam się. A oni mieli jakąś technologię, za pomocą której wydawało im się, że będą mogli wrócić?

O: Mieli.

G: I co zawiniło? Brak energii, tak?

O: Brama miała blokadę. Koniec.

G: Czyli rozumiem, że na tej planecie było też jakieś urządzenie, czy nie?

O: Nie. Brama od imperium miała blokadę. Koniec.

G: No dobrze. A czy w tych pięciu przypadkach kiedy ludzie zrobili to samodzielnie to urządzenie zostało zasilone energią elektryczną, tudzież jakąś pochodną?

O: Można tak powiedzieć. Koniec.

G: No to tyle. Ciekawy temat.

A: Mnie jeszcze dodatkowo ciekawi gdzie są ci, którzy powrócili? Czy można się z nimi w jakikolwiek sposób skontaktować, czy są starannie chronieni, ukrywani lub też sami się ukrywają?

G: Na pewno bloga prowadzą.

O: Możesz spróbować. Koniec.

A: Po co próbować jeśli się nie ma możliwości uzyskania sukcesu.

G: A ja mam takie pytanie. Czy ta prawdziwa agencja kosmiczna, o której wspomniałeś… rząd wielkości..Jak dużo ludzi tam pracuje, jak duży jest personel?

O: Personel na poziomie do dwóch tysięcy. Koniec.

A: Ja mam pytanie jak można się dostać do tego prawdziwego rządu albo ewentualnie jak można się z nimi skontaktować w sensie jakie trzeba mieć cechy fizyczne i psychiczne oraz jakie kwalifikacje?

G: I, mi się wydaje, że jaką zasobność portfela?

A: O to bym się nie zakładała. Bo kasa może nie mieć znaczenia przy takiej technologii.

O: Ma znaczenie. Ale geny też mają znaczenie. Koniec.

G: Wiesz Aneta, z czegoś musisz zbudować choćby biura dla tego personelu tudzież laboratoria.

O: Podziemne.

G: No no, ale z czegoś trzeba je zbudować. Kupić beton tudzież inne materiały

A: Jak masz dostęp do takiej technologii skapujesz i patentujesz prawda? I wyciągasz kasę z patentów.

G: Ale myślisz, że taka technologia jest patentowana i udostępniana publicznie?

A: Jeżeli założymy, że wierzymy w to, co tutaj jest poruszane prawdopodobnie niektóre patenty to są jakieś wycieki prawda?

G: No, być może.

O: Oni wybierają kto ma być bogaty. Gospodarka, polityka kręci się wokół ich decyzji.

G: Oczywiście mówimy o tym najwyższym poziomie. No bo to, czy ja sobie zarobię ileś tam milionów złotych to wiadomo, że od czego innego.

O: Tak.

A: Natomiast wciąż mnie interesują te cechy fizyczne i psychiczne oraz kwalifikacje osób, które się z takim rządem kontaktują albo się do niego dostają.

G: Wiesz co, patrząc na ilość czyli tych około dwóch tysięcy to domyślam się, że być może jest to związane po prostu z jakimiś koneksjami „rodzinnymi”

A: Geny tak ale jakieś parametry też muszą być, prawda?

G: No pewnie, że jakaś pula rodzinna – zbiór, z którego się wybiera jeszcze bardziej wybitne jednostki.

A: O hodowli była już mowa w którejś z poprzednich sesji. Tzw. rody szlachetne.

O: Tu jest też organizacja na podobieństwo Imperium. Z radą osób, które wybiera swojego namiestnika, który wybiera osoby do rady do najściślejszego kierownika. Ten kierownik trwa. A po śmierci kierownictwo znów wybiera namiestnika. W taki sposób funkcjonuje najwyższy organ. Koniec.

G: Dobrze. A powiedz mi, czy korzenie tego rządu wiążą się tylko i wyłącznie z ideą kilku osób czyli z założeniem ludzi, czy od samego swojego początku ten rząd miał poparcie obcej cywilizacji, która, że się tak wyrażę, kontrolowała Ziemię?

O: Od samego początku.

G: Czyli Oni coś takiego stworzyli, tak?

O: Wybrali ludzi. Koniec.

G: A dlaczego nie planowali od samego początku upublicznić swojej obecności i stworzyć w otwarty sposób jakieś tam swoje laboratorium? Chociaż wiem! To jest eksperyment „ekologiczny”. Wycofuję to głupie pytanie.

A: Rozumiem, że ci „Oni” obracają się wyłącznie we własnym kółku i nie zakładają możliwości przyjęcia jakiegoś, powiedzmy, genialnego outsidera, który by im się wydawał przydatny dla odświeżenia, nie wiem, puli genowej czy czegoś w tym rodzaju?

O: Cały czas zapraszają. Koniec.

G: Chodzi o ludzi z wybitnymi osiągnięciami naukowymi czy odpowiednimi również genami?

O: Jedno i drugie nierozdzielnie. Koniec.

G: A czy ten rząd ściśle współpracuje z obcą cywilizacją czy mimo wszystko stara się coś kręcić po swojemu?

O: Jest świadomy szans i jest świadomy zagrożeń. I świadomy tego iż w danym momencie Imperium nie dysponuje siłami w tym rejonie odpowiednimi do tego, by się ujawnić. Koniec.

G: Ale czekaj czekaj. Czy posiadając taką technologię, jaką posiada Imperium, przerzucić odpowiednie siły to jest moment?

A: I czy w ogóle takie siły są niezbędne przy takiej technologii?

O: Żeby zniszczyć planetę – nie. Żeby ją okupować – tak. Koniec.

G: Powiedzmy, że w tym momencie komuś w tym rządzie wpada do głowy że chce mieć totalną niepodległość i w ładny sposób wyprasza Imperium stąd. Imperium dysponuje dość małymi środkami. Czy rząd dysponuje na tyle zaawansowaną technologią, że mógłby tymczasowo wyprzeć jakieś tam przedstawicielstwo Imperium z Ziemi?

O: I z labolatorium na księżycu – jest taka szansa. Przynajmniej walka byłaby wyrównana. Koniec.

G: Ciekawie. No dobrze. To skoro już mówimy o czymś takim… Ok. Są świadomi tego, że Imperium nie ma wystarczającej siły żeby się ujawnić. A czy są świadomi tego że, powiedzmy, Imperium planuje się ujawnić? Bo z tego co nam kiedyś opowiadałeś..

O: Są.

G: Aha, bo z tego co nam kiedyś opowiadałeś to takie ujawnienie nie miałoby raczej na celu okupacji tylko bardziej przywitanie, jacy to jesteśmy wspaniali i przyłączcie się do nas…

O: Czyli okupacji.

G: No okupacja. Ale raczej mająca na celu uzyskanie poparcia od tubylców.

A: Taka przyjazna okupacja.

G: Czy temu ziemskiemu rządowi to może być nie na rękę?

O: Tu jest jeszcze druga kwestia. Nie zapominajmy o zielonych. Oni stanowią realną siłę. Koniec.

G: To w takim razie jakie jest stanowisko rządu w stosunku do zielonych? Czy nawiązują jakieś kontakty, takie komunikacyjne ze sobą?

O: Nie. W takiej bezpośredniej formie nie. Zieloni żyją we własnym świecie, gdzie uważają Ziemię za własność. Koniec.

G: No to mamy problem. Dwóch lokatorów, którzy chcą tego samego mieszkania.

A: No nie do końca. Bo jeden z tych lokatorów żyje w troszeczkę innych wymiarach.

G: Wiem wiem. W takim razie jak rząd ziemski postrzega problem zielonych. Postrzega ich jako problem czy jako jakąś szansę, czy jako kolejnego gracza, z którym można coś ugrać?

O: Jako swoje zabezpieczenie w pewnym sensie. Dzięki temu rząd i rodziny są bezpieczne. Są potrzebni jako gracz, jako wsparcie pomiędzy Imperium i zielonymi w tym konflikcie. Jako wsparcie dla Imperium. W chwili ujawnienia musi to być dobrze przygotowane. Opowiadaliśmy już o tym planie. Koniec.

G: Ale nie opowiadałeś tak bardzo szczegółowo. To było tak… mniej więcej, bo w momencie ujawnienia się jakiegoś tam Imperium, obcej cywilizacji właśnie pozostaje problem zielonych; co się z nimi stanie.

O: Dojdzie do wojny, którą będziecie widzieć gołym okiem. Koniec.

G: Ale do wojny pomiędzy zielonymi a Imperium?

O: Tak.

G: A nie dałoby się problemu pogodzić? Aha rozumiem, że Imperium decydując się na ujawnienie, wybiera tak jakby kolejną ścieżkę dla planety, kolejną drogę, w której zieloni nie są już tak bardzo potrzebni?

O: Dokładnie. Przyłączenie do Imperium. Koniec.

A: Czyli zieloni są w pewnym sensie potencjalnymi sojusznikami ludzi przeciwko Imperium. I na odwrót.

O: W 2120 – 2140 pomiędzy nimi najprawdopodobniej dojdzie do wojny. Koniec.

G: Wspominałeś, że okres ujawnienia się obcych cywilizacji bliższy. Że przy zdrowym żywieniu udałoby się dożyć. Więc skąd taki rozstrzał pomiędzy ujawnieniem się a wojną?

A: To nie musi być rozstrzał. Możesz żyć sto kilkadziesiąt lat.

G: Niemniej jednak jeśli dojdzie do ujawnienia w jakimś tam – nie pamiętam który to był rok -to przez te pięćdziesiąt czy ileś tam lat, które miną do tej wojny, na Ziemi będzie się mogło dużo zmienić. Choćby w mentalności ludzi.

O: I zmieni.

G: No właśnie. Chyba że to ta zmiana w mentalności ludzi doprowadzi do wojny.

O: To bardzo skomplikowane co się tutaj będzie działo. Pojawienie się, negocjacje, przedstawienie się światu. Osobne zmiany, przygotowujące do wejścia do Imperium. Ludzkość będzie oporna. Trzeba będzie wywołać wroga. Koniec.

G: Stara metoda. Obecna wszędzie i zawsze działa.

A: Tak. Ja mam pytanie. Będzie srodze patetyczne. Otóż kiedyś zostało użyte sformułowanie o nas „Rewolucjoniści świadomości”. Na czy ma polegać ta nasza rola rewolucjonistów świadomości?

O: Jak będziecie do tego podchodzić tak, jak w ostatnim czasie to żadna rola nie będzie. Koniec.

A: No cóż…

G: Dobrze. Ja mam jeszcze pytanie, takie czysto logiczne czepianie się. Przecież w Imperium są mądre głowy i zdają sobie sprawę, że skoro ma tu jakieś zwierzątko, które się żywi nami i postanowi sobie zrobić z nas swoich dobrych kolegów no to zwierzątko będzie złe. No to skoro to jest tak potężne imperium to ściągną tu sobie taką masę sprzętu, ludzi i wszystkiego, że zieloni nie będą mogli nawet podskoczyć w takiej wojnie. Skoro oni dysponują technologią, która jest w stanie zielonych totalnie kontrolować.

O: I tak będzie.

G: Więc oni są z góry skazani na porażkę.

O: Zieloni tak.

A: To ja mam pytanie uściślające…

O: Ale też wszystko może się zdarzyć. Koniec.

A: Dobrze, to ja mam pytanie uściślające. Cytuję: „Jak będziecie do tego tak podchodzić to żadna rola” Czy…

O: Oprócz zielonych mamy jeszcze jednego gracza.

G: Szaraczków? O nich chodzi?

O: Nie do końca.

G: Powiedz, bo się robi ciekawie jak w takim brazylijskim serialu…

A: Kto?

O: Ci nad zielonymi i nad Imperium. Koniec.

G: Czyli mówisz o istotach takich w ogóle gdzieś się pałętających w innych wymiarach, tak?

O: Tak.

A: A co oni z tego będą mieli?

G: Myślę, że to już są takie motywy, że żadna ziemska logika nie jest w stanie tego pojąć.

A: Ty! Asystent bis!?

G: Nie, no tak mi się wydaje ale dobra…

O: Od zabawy po swoje poczucie porządku. Jest ich wielu i mają różne motywacje. Koniec.

G: A Imperium jest świadome istnienia takich bytów?

O: Imperium jako jego cesarz tak. Jest.

G: Tylko on i jacyś tam wybrani koło niego?

O: Bardziej świadomi są świadomi.

A: Ej, to ja w końcu zadam to pytanie! „Jak będziecie do tego tak podchodzić to żadna rola”
To znaczy jak podchodzić? W sensie częstotliwości naszych wspaniałych sesji, czy w sensie ćwiczenia świadomości „tu i teraz”, czy w sensie jeszcze jakimś innym?

O: Wszystkiego naraz. I w sensie edukacyjnym i w innym. Koniec.

G: To może teraz trochę z prywatnych pytań, jeśli można. Jak możemy się na tym skupiać jeśli w życiu codziennym zbiegi okoliczności czy inne zdarzenia zmuszają do wykonywania w pierwszej kolejności czynności, które ci pozwalają przeżyć. Ja wiem, że to nie trwa cały czas ale jakoś tam czasu brakuje…

O: Jesteśmy pewni, że dalibyście radę.

A: Aha, czyli żeby nam się chciało chcieć. To masz na myśli?

O: I nie bać się zaryzykować. Koniec.

G: Nie bać się zaryzykować? Ale czym ryzykujemy? Przyjemne sesje, rozmawiamy w przyjemny sposób…

O: Nie o tym mówię. Nie bać się dostrzegać możliwości, które są stwarzane i korzystać z nich. Koniec.

G: Rozumiem.

O: Wątpimy. Ale zrozumiesz. Koniec.

G: Nie, no rozumiem ideę. Nie mówię, że rozumiem te okoliczności, które mi się trafiają tylko rozumiem o którą chodzi.

A: Ja mam inne pytanie. Otóż to, co jest przedstawiane w trakcie sesji jest na tyle abstrakcyjne i na tyle w pewnym sensie nierzeczywiste, że… powiem otwarcie. Dla mnie jest to miła rozrywka ale równocześnie pogoń za mrzonkami ponieważ nigdy dotąd nie widziałam niczego, co by mnie przekonało, iż nie są to mrzonki. Dlatego trudno się zmotywować do pracy nad czymś co wydaje się mrzonkami, prawda?

O: To nie pracuj. My nie będziemy cię przekonywać. Koniec.

G: Ale praca nad sobą to nie jest mrzonka. Bo to nie chodzi o zielonych tylko..

A: Nie, pracę nad sobą to ja cały czas przeprowadzam. Bardziej niż.. no nieważne.

G: Można przyjąć bezpieczną drogę czyli pracować nad sobą zakładając, że da to efekt w tej abstrakcyjnej sferze. Bo da. Nie musisz w to wierzyć ale efekt jakiś tam będzie. Dobrze, to ja mam teraz takie stricte prywatne pytanie, bardzo abstrakcyjne. Kto jest prowodyrem tych sytuacji, o których stwierdziłeś, że ja to powinienem to wiedzieć najlepiej kiedy rozmawialiśmy o różnych stanach. Kto jest bezpośrednim prowodyrem takich stanów?

O: Twój osobisty zielony. Koniec.

G: Aha, czyli mój osobisty zielony znalazł dobry sposób, żeby się żywić, tak?

O: Tak.

G: A jest sposób, żeby osobistego zielonego nakłonić do trochę innego sposobu żywienia? Takiej symbiozy gdzie oboje się będą dobrze czuli?

O: Jest.

G: A czy taki zielony potrafi zrozumieć że mnie przeszkadza dany sposób i oferuję mu inny, który będzie, powiedzmy, równie wydajny?

O: Jeśli będzie bardzo wydajny to będzie ok. Ale zmieni ci to kompletnie cały styl życia.

G: Zmieni to całkiem mój styl życia. W porządku, ale może to być… To inaczej. Chcę, żeby mój styl życia był zgodny z moimi założeniami. Nie chcę zmieniać siebie jako osoby totalnie. Bo wiesz, życie w niezgodzie z samym sobą jest trochę nieprzyjemne. Każdy ma jakieś założenia, każdy został jakoś wychowany..

O: Myślisz, że znasz już swoją prawdziwą wolę? Koniec.

G: A ten osobisty zielony, o którym powiedziałeś jest związany z „naszą sprawą”?

O: Nie.

G: Nie jest związany, tak?

O: Nie.

G: Działalność taka, którą chcemy prowadzić jest mu na rękę, czy nie?

O: Nie ma znaczenia.

G: Czyli moja praca nad sobą nie ma dla niego znaczenia?

O: Działalność PA nie ma dla niego znaczenia.

G: No dobrze. A jeśli zacznę nad sobą bardzo intensywnie pracować przez co przestanę generować produkt tymi metodami no to nie będzie to miało dla niego żadnego znaczenia?

O: Wtedy będzie miało to dla niego znaczenie.

G: A da się zmienić swojego osobistego zielonego? Na kogoś, komu taka działalność sprzyja albo kto stoi po stronie takiej działalności.

O: Jeśli jest potężniejszy. Koniec.

G: Czyli wygonię po prostu tamtego?

O: Coś w tym stylu.

G: A w jaki sposób poinformować takiego zielonego, że chciałbym nawiązać z nim współpracę, że dotychczasowy nie bardzo mi się podoba. Coś ci oferuję jak nawiążesz ze mną współpracę. Bo przy okazji, powiedzmy, robię taki projekt.

O: Złóż mu symboliczną ofiarę.

G: A jak się składa taką symboliczną ofiarę? Ciężko mi pojąć, wiesz, w jakich zagadnieniach mogę ją składać.

O: Musisz skonstruować wizualizację silną lub lepiej rytuał fizyczny, który swoją symboliką odniesie się do twojej podświadomości bardzo głęboko i wywoła odpowiednie reakcje.

G: W organizmie?

O: Zmieni nastawienie umysłu.

G: A skąd wiem, że trafi to w dobre miejsce?

O: Intencja jest istotna jeśli złożysz ofiarę. Poczytaj o wampiryzmie emocjonalnym i psychicznym. Koniec. Pod względem psychologicznym.

G: No dobrze. Ale ja nadal nie rozumiem co wampiryzm pozwala pozyskać ale jak mogę wycelować do odpowiedniej persony, odbiorcy, że to akurat on otrzyma a nie akurat ten, który przy mnie sobie siedzi? Jak mam to zaadresować? Nie znam imienia nie znam funkcji, nie wiem czegokolwiek, po czym mógłbym sprecyzować, że to do niego, że to do tego kogoś.

O: Zasada…

G: No dobrze. A pamiętasz, kiedyś opowiadałem o takim śnie że ktoś przyszedł, był zakapturzony. Przekazywał mi jakąś wiedzę i nagle ktoś się włamał przez tylne drzwi i przerwał spotkanie. Kim była ta zakapturzona postać? To się wiąże z tym o czym teraz rozmawiamy.

O: Zielony. Koniec.

G: Zielony związany ze sprawą, tak?

O: Tak.

G: Czy mógłbym w ten sposób zaadresować? Do postaci ze snu?

O: Mógłbyś.

G: Aha. Ok. Czyli już znam metodę. Tyle pytań na ten temat chyba, na razie, z mojej strony..
Chociaż nasuwa się jeszcze jedno. Tak naprawdę to, o czym teraz powiedziałeś że musiałbym wykonać mało różni się od wiary religijnej, gdzie ktoś składa ofiarę i zawierza się czemuś na co nie ma żadnego potwierdzenia.

O: Tak jest.

G: No właśnie. Więc gdzie tu mowa o symbiozie skoro twierdziłeś, że to Buddyzm jest religią symbiotyczną natomiast mechanizmy religii, bazujących na tej ofierze, nie są.

O: To nie do końca to samo. Tu świadomie oddajesz coś aby zyskać coś i nie jesteś ograniczony nakazami. Masz dać się tylko ponieść na fali emocji. Koniec.

G: Dobrze, a wampiryzm emocjonalny i psychiczny – to o czym wspomniałeś – wiąże się w jakiś sposób z wykorzystywaniem innych ludzi w moim otoczeniu. A jeśli jest to niezgodne z moim kręgosłupem moralnym? Nigdy nie będzie to szczere, bo zawsze będę czuł dyskomfort w trakcie tego.

O: Generuj emocje wizualizując. Na poziomie głęboko mentalnym wykładanie energii. To skomplikowany proces. Możemy kiedyś zacząć pracować podczas hipnozy. Koniec.

G: No dobrze. Będę wizualizował ale jaka przykładowa wizualizacja coś takiego daje osiągnąć. Co muszę w tej wizualizacji zrobić?

O: Utożsamić się z bóstwem. Z czymś, co w twojej podświadomości jest reprezentantem pewnej formy wampiryzmu.

G: Czymś, co poluje, łowi, zdobywa, tak?

O: Tak.

O: Wydanie odpowiedniej osoby, którą mentalnie tworzysz, do której nie czujesz obojętnego nastawienia – czujesz pożądanie, czujesz nienawiść.

G: Czyli najlepiej jakiegoś wroga, tak?

O: Nie. Czujesz uczucie, które jest połączeniem miłości i nienawiści. Czy wiesz o czym mówimy?

G: Tak. Wiem. Tylko to zawsze zawęża się tylko do jednej osoby tak, że ta metoda jest trochę taka… Ten, kogo najbardziej kochasz jest zawsze przez ciebie najbardziej znienawidzonym. Im silniejsze uczucie, skrajne, tym silniej może wpłynąć w drugą stronę w jakimś stopniu.

O: Możesz skupić się na wrogu. Możesz skupić się na obiektach pożądania. Musisz przedostać się. Ważne abyś takiej wizualizacji całą ścieżkę zrobił. Cała ta droga miała jakieś silne znaczenie, aby to było mocno zaakcentowane dostanie się, wyobrażenie pozyskiwania siły życiowej od tej osoby to zależy od twoich uwarunkowań tego jak ty to sobie wyobrażasz.

G: Mhm. To musi być symbol. Rozumiem.

O: Ale musisz oczywiście to odczuć.

G: Tak tak, wiem. To musi być symbol, który wywoła odpowiednią reakcję. Tylko teraz pytanie. Wybieram osobę „X”. Robię to w wyobraźni. Czy nie ma to żadnego odbicia na takiej prawdziwej płaszczyźnie życiowej?

O: Ma.

G: No właśnie. Czyli mimo wszystko ta osoba jest w jakiś sposób pokrzywdzona.

O: Tak.

G: No właśnie. Jak to może być szczerze zrobione jeśli się będzie gryzło z kręgosłupem moralnym.

O: Więc wybierz drugą taktykę. Koniec.

G: Obrona lub walka. O to chodzi?

O: Tak

G: A tutaj jakieś skuteczne metody? Albo mam pomysł. Poświęćmy kolejną sesję na rozmowę o tym.

O: Dobrze, jesteśmy bardzo zmęczeniu już.

G: Właśnie. Ok.

A: I tak trwa bardzo długo.

G: No właśnie. Dlatego kończmy. Do następnego razu.

A: No dzięki. Do następnego, mam nadzieję szybkiego, razu.

O: Zapraszamy.

G: Regularnego.

O: Co kilka dni.

A: Bardzo chętnie.

G: No. Cześć.

O: Po prostu Grzegorz musi bardziej się usystematyzować.

G: Wiem, wiem.

A: A ja?

G: Ale nie tylko, bo ostatnio to Konrad też nie miał czasu. W jakimś tam stopniu.

A: A ja jak mogę się lepiej przygotować?

G: Przecież ty zawsze chcesz to o co ci chodzi?

A: Dobrze. To dzięki.

O: Jako anioł stróż łącznika musimy go wybronić przed takimi oskarżeniami z twojej strony Grzegorzu.

G: Słucham. Przyjmuję na klatę.

A: Hej, ja też chcę mieć swojego anioła stróża i obrońcę!

O: Łącznik był zbyt zajęty cieszeniem się i celebrowaniem darów, jakie otrzymuje od swojego symbiota. Koniec.

G: Rozumiem. No to..kończmy.

A: To kończmy. Wielkie dzięki.

O: Dobranoc.

G: Adios.

Pomóż i udostępnij na Facebook!