Menu

Sesja 80/24/04/12

Kwiecień 24, 2012 - Sesje 2012

SESJA ARCHIWALNA -> Przeczytaj Wstęp do Transgresji

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


(imię uczestnika) – pytanie
O – odpowiedź

G: No cześć. Coś Was dzisiaj kiepskawo słychać.

A: Nic na to nie poradzimy.

G: No nic. Jakoś będziemy musieli sobie dać radę. Tylko ciekawe czy uda nam się to później odzyskać na nagraniu.

Aneta: Może jednak udałoby się. Kiedyś w poprzednich sesjach, pamiętam, że czasami dawało radę coś zmienić. Poprawić mikrofon albo coś.

G: Nie. Tu chyba mikrofon jest do bani. Czekajcie. Dobrze. Na początek zanim zaczniemy główny temat, który chciałem poruszyć to jest prośba Wojtka żeby ponowić pytanie o komunikację, bo ostatnio stwierdziłeś, że komunikacja jest w porządku a wcześniej stwierdziłeś, że bariera językowa jest największą przeszkodą. Czy mógłbyś sprostować. Czy chodziło ci o interpretację przez innych?

A: Jest w porządku. W zasięgu możliwości, jakie posiadamy. Koniec.

G: Dobra. A czy nie ma ryzyka przy takim ciśnieniu i pogodzie, że Konrad zaśnie dzisiaj?

A: Już zasnął

G: No właśnie. Ja też prawie zasnąłem w trakcie wprowadzania. Dobra. Chciałem porozmawiać na taki temat, który ostatnio stwierdziliście, że będzie wymagał całej sesji czyli kwestia dobrowolnego dzielenia się produktem. Symbioza o której wspominaliśmy na poprzedniej sesji.

A: Przeczytaj transkrypt, co mówiliśmy.

G: Że na prywatną sesję, tak?

A: Tak.

G: A dlaczego? Dlaczego nie może to być upubliczniane?

A: Bo czytelnicy zrobią sobie krzywdę. Koniec.

G: Możesz powiedzieć dlaczego, czy wytłumaczyć to w taki sposób, żeby nie zrobili sobie krzywdy, wyjaśnić? Inaczej, czy możesz powiedzieć dlaczego mogą sobie zrobić krzywdę?

A: Zniszczyć sobie psychikę. Koniec.

G: Czekaj czekaj, czyli taki proces jest do tego stopnia ryzykowny, że można sobie zniszczyć psychikę?

A: Każda praca z umysłem jest ryzykowna. Jeśli jest robiona samemu, bez nadzoru. Koniec.

Aneta: Ale z tego wynika,że niektóre prace nad umysłem są bardziej ryzykowne niż inne. Rozumiem,że akurat ten temat jest mocno ryzykowny, tak?

A: Dla was nie. Ale wielu czytelników jest niestabilnych psychicznie i z pewnością zaczęliby próbować osiągać takie stany. Przypominam Grzegorzu po intensywnej [niewyraźne] też miałeś negatywne skutki uboczne. Koniec.

G: Możesz powiedzieć po intensywnym czym?.

A: Praktyce zazen.

G: No dobrze. To w takim razie czy mógłbyś chociaż… no moglibyśmy drugą część sesji poświęcić na to, żeby jednak zrobić w sposob niepublikowany ale czy mógłbyś w takim razie opisać teraz sam mechanizm bez tego jak go wywołać? Jak to może wyglądać i jakie mogą być różnice dla „konsumenta” między tym, czy weźmie sobie sam a tym, czy ja mu oddam?

A: Zacząłbym od utworzenia w umyśle osoby nazwijmy to fetysza czy generalnie…

G: Ale czekaj czekaj bo ty teraz zaczynasz opowiadzać jak to robić a mieliśmy tego nie publikować. To już nie wiem…

A: W teorii.

G: Ok. Dobra. No to mów.

A: Czy generalnie zaszczepić ideę tego zielonego lub odkryć go w sobie. Można to zrobić poprzez wiele różnych technik programowania systemu wierzeń. My skorzystalibyśmy z wprowadzenia w głęboki trans i rzeźbienia podczas tego transu. Zaprogramować następnie całą sekwencję, podczas której dana osoba powraca do tego stanu kiedy pragnie tego i wyzwala odpowiednie emocje. Koniec.

G: Co miałeś na myśli mówiąc „odnaleźć tego zielonego w sobie”?

A: Mieliśmy na myśli rozpoznanie stanów działalności zielonego, powstałych w umyśle i odnalezienie ścieżki prowadzącej. Swoją drogą idea anioła stróża stąd się wzięła. Koniec.

G: Mówisz, że idea anioła stróża stąd się wzięła. Czyli anioł stróż to jest ten, który „podgryza”?

A: W symbiozie.

G: Acha.

Aneta: No właśnie. Skoro mowa o symbiozie. Symbioza zakłada zyski dla obu stron. Zielony, wiadomo, ma pokarm. A na czym polega zysk dawcy, czyli nas?

G: No logiczne. Pozbywasz się czegoś, co dla ciebie jest, w twoim systemie wartości, trutką.

Aneta: No dobrze ale ja się mogę pozbyć bez symbiozy, prawda? Tzn. w sposób losowy; wywrzeszczę się, tłuknę poduszką o ścianę w sposób losowy i nie muszę od razu wchodzić w symbiozę, prawda?

A: Utniesz rękę, która cię karmi, czy będziesz o nią dbała?

Aneta: Analogię rozumiem, ale nie widzę zastosowania w tym przypadku.

G: Jaka może być w takim razie ochrona z ich strony, bo rozumiem, że do tego ta analogia dążyła?
Trafne pomysły, fajne idee, wzmożona intuicja?

A: Mówimy o istotach, które z waszej perspektywy mogą być uznanwane, poprzez swoje zdolności, za boskie i wy pytacie się jakie mogą być korzyści… Koniec.

G: Boskie, ale z innej perspektywy nie mogą sobie poradzić z pewnymi rzeczami. Więc nie są tak do końca… nie wiem jak to nazwać. No nie mogą ingerować bezpośrednio w stan rzeczywisty, fizyczny. Mogą to robić bardzo subtelnie poprzez oddziaływanie na otoczenie, na innych ludzi.
Dobra. Umówmy się, są to faktycznie nieocenione korzyści jak się nad tym głębiej zastanowić.
No dobrze a teraz wróćmy do idei samej symbiozy. Po co im to? Przecież mogą wziąźć sami.

A: A dlaczego przestaliście polować w lasach tylko zaczęliście uprawiać pola i hodować trzodę. Ekonomia.

G: Dobrze, to w takim razie prosiłbym cię, żebyś mi wyjaśnił jaką trudność… acha rozumiem że w takim stanie teraz bronimy się, tak? I oni muszą poświęcić jakiś wydatek energetyczny, aby zdobyć ten produkt, którego pożądają, tak?

Aneta: Grześku, ty już skończyłeś?

G: Tak, tak.

Aneta: Acha,ok. Bo tak trochę urwane to było.

G: A no to przepraszam jak tak to zabrzmiało. Nie, po prostu chciałem się dowiedzieć ile muszą poświęcić, aby zdobyć ten pokarm od kogoś, kto się nie chce nim dzielić czyli od takiego przeciętnego Kowalskiego. Co muszą robić, czy to jest wtedy bardzo kosztowne energetycznie że im zależy na takiej symbiozie.

A: Polowanie. Przyrównalibyśmy to do waszego polowania. Koniec.

G: Dobrze. Ja wiem, że ciężko użyć naszych stwierdzeń. Staram się to zrozumieć bo wiesz, w polowaniu ofiara ucieka a my nie jesteśmy świadomi wogóle drapieżnika. Na tej płaszceźnie nie jesteśmy świadomi. Czy to znaczy, że jakaś część naszego umysłu na innej płaszczyźnie jest doskonale tego świadoma i się broni, ucieka, nie wiem jak to nazwać, stawia opór?

A: Nawet nie musi być. Przecież nie robicie dokładnie tego, co oni chcą. Koniec.

Aneta: A jak wygląda wzorcowy produkt, że tak powiem. Dokładnie to, czego oni by chcieli?

A: Wzorcowy… Wolimy nie odpowiadać. Koniec.

Aneta: W takim razie z drugiej strony, bez poruszania kwestii wzorcowego produktu. Co się dzieje w takim razie z tymi, którzy są doskonale pozbawieni generowania tego wzorcowego produktu?
Powiedzmy istnieje sobie taki Kowalski, albo może dla odmiany Nowak, który nie generuje nawet
umownego grama produktu, potrzebnego przez zielonych. Czy to oznacza, że on jest jakoś, nie wiem, usunięty z hodowli jako niepotrzebny czy zostawiony w spokoju czy coś jeszcze?

A: Przy wzorcowym produkcie to nie ty musisz produkować. Raczej jesteś żniwiarzem. Koniec.

[fragment niepublikowany]

Aneta: A jeśli ktoś ani nie generuje tego typu emocji ani nie wchłania w siebie tego typu emocji. Powiedzmy, jest takim odpowiednikiem świętego to co się wtedy dzieje?

A: Święci generują wiele takich emocji i produktów.

Aneta: Dlatego właśnie użyłam pojęcia „odpowiednik świętego”, taka istota, która właśnie nie generuje. Czy taka istota jest wogóle możliwa w naszym fizycznym świecie? Taki człowiek.

A: Jest.

G: To stwórzmy jakiegoś potencjalego oświeconego mistrza zen, który po prostu sobie siedzi cały dzień i nic nie robi.

Aneta: No właśnie. I co wtedy z nim się dzieje? Jaka jest jego interakcja z zielonymi? Czy jest wogóle jakakolwiek, czy zieloni chcą się go pozbyć jako bezużytecznego, jako chwast powiedzmy, czy coś jeszcze?

A: W gospodarce zrównoważonej wszystko można wykorzystać. Na przykład można taką istotę zlikwidować i uczynić z niej męczennika przez co miliony innych będą produkowali odpowiedni produkt. Koniec.

Aneta: No nieźle sobie to skubaniutcy wykoncypowali…

G: Ale zawsze może być przykład jakiegoś staruszka, który poszedł drogą zen i sobie poszedł w taki zakamarek świata gdzie nikt kompletnie o nim nie wie. Nikomu nie przeszkadza, do nikogo nie gada, ma w dupie wszystkich, jest sobie sam dla siebie w takim stanie jakim jest. Czy taka osoba jest po prostu pomijana i tyle? Nikt nawet nie wie, że on istnieje.

A: Nie da się tego generalizować. Każdy przypadek taki jest indywidualny.

G: Dobrze. To zmienię pytanie. Czy są jednostki, które są po prostu ignorowane?

A: Są.

G: No i tyle. Dobra.

Aneta: A dlaczego są ignorowane?

G: Ty masz w dupie dzikiego pomidora, który sobie gdzieś tam rośnie.

A: Są nie widoczne dla nich. Koniec.

Aneta: Jak można stać się niewidocznym dla nich?

G: Wywnioskuj z tego, co powiedzieliśmy… Po prostu nie generują produktu.

Aneta: Albo generują zgniły produkt, niesmaczny.

G: Czyli oni nie zwracają uwagi, czyli go nie widzą, bo skorą są wyczuleni na jakiś tam inny, no to..

Aneta: Tak tak, tylko że jaki to byłby produkt, którym nie warto się zajmować, który można sobie zignorować?

A: Albo można nie chcieć, żeby być widocznym przez nich. Koniec.

G: A jak to zastosować?

A: Zlokalizować problem, uświadomić sobie go i powiedzieć nie! Koniec.

G: Coś się stało, że tak ciężko oddychasz?

A: Nie.

G: Mógłbyś mniej enigmatycznie odpowiadać?

A: Nie. Chyba, że zaczniesz bardziej szczegółowo pytać. Koniec.

Aneta: Ok. No to przykład. Chcę być mniej widoczna, może nie porywajmy się z motyką na słońce. Chcę być mniej widoczna z dążeniem do tego, żeby być niewidoczna. Co mam zrobić?

A: Chcenie, żeby być mniej widocznym sprawia, że jesteś bardziej pociągająca. Koniec.

Aneta: To raczej… ubożyzna naszego języka. To było raczej wyrażenie nie że chcę, w sensie pożądam tego tylko, że takie jest moje życzenie. Jak to osiągnąć. Zakładamy, że neutralnie dążę do celu, żeby być niewidoczna.

A: Po pierwsze musisz być w pełni świadoma, w stu procentach, tak samo jak to, że kiedy chodzisz po ziemi, nie zapadniesz się w dół i nie przelecisz na drugą stronę globu. Musisz być tak samo silnie świadoma tego, że oni istnieją, że realnie wpływają na twoje życie. I dopiero wtedy można zacząć rozmowę. Koniec.

Aneta: Rozumiem. No z tym jest trudno ponieważ jest to bardzo sensacyjny temat.

G: A ja zauważyłem, że wiele takich treści poruszamy, które w jakiś sposób mogą nas nakłaniać do wytworzenia takiej idei. Nie wiem, czy mnie rozumiecie. Na przykład tego typu stwierdzenia co poprzednio, to co było ostatnio, mogą nakłaniać do tego, żeby sobie takie rzeczy wyobrażać. Sama idea tego co przedstawiłeś czyli chęci tej symbiozy zakłada stworzenie czegoś, w co ja uwierzę.
Równie dobrze mógłbym uwierzyć, że będę coś oddawał wymyślonemu koniowi na wrotkach.

[Grzegorz miał na myśli to że jakakolwiek, nawet czysto hipotetyczna, interakcja z takimi bytami, wymagałaby w pierwszej kolejności uświadomienia sobie ich istnienia poprzez wyobrażenie sobie ich i uwierzenie że są prawdziwi. To znów jest o tyle niebezpieczne że tak naprawdę wyobrazić możemy sobie dokładnie wszystko.]

Aneta: Doskonałe.

G: No, bo tak po prostu czysto, racjonalnie rozumuję.

Aneta: Tak. Ja się z tobą zgadzam.

G: Zobaczymy jaki będze komentarz.

A: No bo tak jest.

G: Więc idąc tym tokiem rozumowania. Absolutnie wymazując to z systemu wierzeń, likwiduję zagrożenie? Likwiduję zielonych, reptilian, jaszczurki?

A: Trudno wymazać coś z systemu wierzeń jeśli raz tam zagościło.

G: Aczkolwiek idąc proponowaną drogą, jeśli chodzi o interakcję z nimi, stworzę tak silne idee, zaszczepię w sobie tak mocne wierzenia i zbuduję tak duży system różnych interakcji i siatek połączeń, że jeszcze bardziej to utwierdzę. Zacznie to kierować moim życiem. Będę podejmował decyzje związane tak naprawdę z nieweryfikowalnymi informacjami, z wyobrażeniami.

Aneta: Zaczekaj zaczekaj. Jest jeszcze repti-buster! Ujrzysz – to uwierzysz. To znaczy nie wiem, czy jest. Ma być.

G: No dokładnie.

A: Czy nie pogubiliście dwóch aspektów, „ukrywania się” i „symbiozy”?

Aneta: Nie. Raczej przemieszaliśmy, bo to są dwa aspekty tej samej sprawy. Niektórzy chcą żyć w symbiozie a inni na przykład nie.

G: Nie, to nie chodzi o ukrywanie się i bycie w symbiozie, przynajmniej z mojego punku widzenia. To są jakieś dwa oddzielne tematy.

Aneta: Chodzi o świadomy wybór, przynajmniej z twojego punku widzenia.

G: Tak, aczkolwiek i przy jednym i przy drugim zagadnieniu i nie tylko, bo jeszcze przy innym zagadnieniu, pojawia się motyw…

A: Idee rezonują na całą planetę. Ta idea jest na tyle silnie ugruntowana w świadomości globalnej od tysięcy lat iż jeśli chcesz uwolnić się od niej najpierw musisz ją sobie uświadomić bardzo głęboko, bo kiedy rozpoznasz jej naturę, wtedy będziesz mógł powiedzieć „nie”. I tak jest ze wszystkim.

Aneta: Czyli tak naprawdę poczuć to.

G: Nie no z tym stwierdzeniem się zgodzę, tylko że jest jeszcze jedna kwestia. Wchodząc tak silnie w ten system wierzeń można się łatwo zgubić. Można zacząć ładować się jeszcze mocniej w to, co się wierzy.

A: I dlatego nie jest to temat, a przynajmniej sposób w jaki to można zrobić nie jest tematem na publikowanie.

G: Rozumiem.

A: Co innego być świadomym i wykorzystać to jako narzędzie – a praca z systemem wierzeń jest bardzo przydatnym narzędziem a co innego wpaść w pułapkę. A system wierzeń stawia ich ogromną ilość, co widać na waszym świecie. Koniec.

Aneta: Wnoszę stąd, że system wierzeń może być bardzo pożytecznym narzędziem dla istoty świadomej, tak?

A: System wierzeń określa to kim jesteś, co odczuwasz, co widzisz, co się wydarza. Zauważ to, że wszystko wydarza się nie dlatego, że się wydarza, tylko dlatego, że ty wierzysz, że się wydarza. Koniec.

Aneta: To implikuje kolejne stwierdzenie, mianowicie że nie ma czegoś takiego jak to samo wydarzanie się dla dwóch różnych ludzi. Bo każdy z nich będzie postrzegał wydarzanie się zarówno ze swojego punktu czaso-przestrzeni jak i punktu widzenia wewnątrz swojego systemu wierzeń i doświadczeń.

A: Weź dwoje ludzi. Posadź ich przy tym samym oknie i zapytaj się co widzą. Dostaniesz dwie różne odpowiedzi. Koniec.

Aneta: To jest moment, w którym przypomniała mi się dawno zapomniana przypowieść o dwóch kobietach, które szły przez park londyński. Jedna z nich zachwycała się pięknem drzew, pięknem obłoków płynących po niebie, atmosferą tego miejsca a druga cały czas marudziła; a tutaj brudno, a tu ten śmietnik przewrócony, a tam ławeczka połamana… Tyle na temat tej przypowieści i tyle na temat postrzegania prawie tego samego przez dwie różne osoby. A ty Grześku?… Uciekł na chwilę a ja niestety nie mam nic ciekawego pod ręką…

G: Jestem już, przepraszam. No dobrze, a jak tych dwóch ludzi postawimy przy oknie, za którym będzie tylko i wyłącznie biała ściana a na środku tej ściany będzie narysowane czarne koło. Zobaczą dokładnie to samo. Jest to bardzo banalny widok.

Aneta: No nie. Jeden z nich może zobaczyć gołą babę, jak w starym dowcipie.

G: Nie no ale wiesz. Stawiamy dwoje zdrowych, młodych ludzi przed gigantyczną białą ścianą, na której jest tylko czarne kółko. Czy idea koła jest na tyle banalna, że ja, malując je na ścianie już to zaszczepiłem w tych dwóch ludziach.. nie wiem jak to sformułować…

A: To prosty eksperyment. Wykonaj go.

G: No dobrze. Ok. To się pobawię. No a jak mi dwoje ludzi odpowie to samo to co wtedy?

A: Weź kilkoro ludzi.

G: No dobrze. A teraz takie pytanie. Gdyby wszyscy na Ziemi nagle, w mgnieniu oka, za pomocą jakiegoś magicznego przyrządu przestali myśleć o zielonych i w ich podświadomości również zostałoby to usunięte to zniknęliby? Nie. Stop. Zrozumiałem głupotę tego pytania. Po prostu nigdy by ich nie było.

A: Gdyby wszyscy na Ziemi przestali myśleć, zapomnieliby o tobie, zniknąłbyś?

G: Nie, bo ja sam musiałbym przestać o tym myśleć i zapomnieć sam o sobie.

A: Koniec.

G: Dlatego mówię, że zrozumiałem głupotę tego pytania. Dobrze, to w takim razie powiedz mi jeszcze jedną rzecz. Powiedzmy, że wykonuję taką procedurę, wyuczyłem ją w sobie. Ten produkt musi jakoś powstać. Jaki będzie mechanizm działania tej symbiozy? Czy będzie to polegało na tym, że ja w sytuacjach, kiedy będzie gromadzony, będę go jakoś zamykał, przetrzymywał tak, aby w odpowiednim momencie się nim podzielić, czy będę go tworzył w trakcie tego procesu, transu, tej hipnozy? Jak to wygląda? Bo on jest tworzony podczas jakichś konkretnych procesów, zachodzących w mózgu. I teraz pytanie czy ja je wywołam w trakcie, czy będę sobie to gromadził, powiedzmy, przez dzień cały?

A: Gromadzenie, ewentualnie przekazywanie ad hoc. Koniec.

G: W jaki sposób będę nawiązywał kontakt? Czy poprzez to jak w sobie wytworzę taką procedurę czy po jakimś czasie nauczę tego, powiedzmy, zielonego żeby w trakcie jak zaczynam pojawił się przy mnie czy jak to ma wyglądać?

A: Bardzo prosto powiedziane, ale coś w tym stylu.

G: A czy mogłoby to działać na przykład w drugą stronę? Czy mógłbym być w jakiś sposób informowany o wyjątkowo ciężkiej sytuacji mojego symbiotycznego kolegi i potrzebie pożywienia się?

A: Możliwe.

G: A jak można generować ten produkt nie wpływając negatywnie na inne jednostki, poprzez wyobraźnię, wywoływanie u siebie odpowiednich stanów emocjonalnych?

A: Zawsze lub przez większość czasu będziesz generował taki produkt w mniejszych lub większych ilościach. Fizjologia człowieka. Koniec.

G: Dobrze.

A: Będąc oświeconym też będziesz. Koniec.

G: No oczywiście, bo przecież oświecenie nie trwa wiecznie.

Aneta: Jeśli dobrze rozumiem – tutaj odwołuję się do którejś z wcześniejszych sesji – produktem są emocje powszechnie postrzegane jako negatywne czyli złość, stres, zniechęcenie, agresja, tego typu emocje, tak?

A: Nie tylko.

Aneta: No właśnie. Jakie jeszcze?

A: Stan, w którym fanatycznie wierzysz.

Aneta: Zapewne strach również?

A: Strach oczywiście.

G: Chcę rozgraniczyć pewne rzeczy i byłbym wdzięczny gdybyś mi pomógł. Czy jest różnica między fanatyczną wiarą a taką szczerą …załóżmy przykładem jest wiara katolicka. Czy jest różnica pomiędzy fanatycznym katolicyzmem a katolicyzmem bardzo szczerym, takim totalnym zawierzeniu się Bogu, jak to niektórzy mówią? Czy to totalne zawierzenie Bogu, bez fanatyzmu, tylko takie totalne oddanie nie jest w pewien sposób bardzo bliskie postawie zen i nie różni się od fanatyzmu?

A: Różni się od fanatyzmu ale jest tu pułapka. Oni uwielbiają gdy oddaje się im cześć dlatego większość religii stworzyli oni. Wiele mistycznych zdarzeń jest ich udziałem. Z religią jest ta pułapka iż oddajesz się opiece bóstwa ze strachu. Koniec.

Aneta: Acha. Czyli czysto teoretycznie załóżmy, że jeżeli jakiś zielony zacznie się podszywać pod to bóstwo to w ten sposób taki wierzący, oddający się ze strachu zielonemu jest niejako podwójnym żywicielem, tak?

G: Przepraszam, że się wtrącę, ale moje pytanie jest bardzo podpięte pod twoje. Oni mogą tak naprawdę, idąc tym tokiem rozumowania, stworzyć – ja to sobie tak nazwę – kotwicę? Czyli tworzą wizerunek jakiejś postaci tudzież jakiejś osoby. Oni go zaszczpiają i podpinają się tak jakby pod zbiornik, który jest w tej formie myślowej. Tworzą wizerunek jakiegoś proroka, ludzie w niego wierzą, oddają mu cześć ale to, co idzie do proroka tak naprawdę jest przekazywane do autorów.

Aneta: No przynajmniej ja bym tak zrobiła.

A: I zauważcie, że mimo iż te religie głoszą miłość, jak między sobą toczą wojny.

G: A czy z poszczególnymi religiami są związane jakieś różne klany czy jest to tylko zabieg aby toczyły wojny?

A: Są związane różne. Koniec.

Aneta: To teraz ja mam pytanie ale z pewnych przyczyn chciałabym żeby nie było ono publikowane Otóż..

A: Buddyzm to forma symbiotycznej religii. Koniec.

G: A powiedz mi czy… Ok. Buddyzm to forma symbiotycznej religii czyli w takim razie, powiedzmy, jacyś opiekunowie tej religii po ich stronie, jakiś klan, który preferuje żywienie się na tej zasadzie albo był na tyle inteligentny że zamiast uganiać się za nami to postawił na taką formę. Natomiast, powiedzmy, mamy też jakąś inną religię „X”, która to religia bardzo krytykuje buddyzm. Czy ma to też jakieś podłoże w ich rzeczywistości?

A: W Buddyzmie zwróćcie uwagę na folklorystyczną wersję życia Gautamy i to, co się stało w tej mitycznej wersji po jego oświeceniu. Koniec.

G: Chodzi o węże nad jego postacią, które go chroniły?

A: Koniec.

G: A czy taki budda był .. nie wiem jak to ująć.. był świadomy istnienia kogoś takiego, kto może się opiekować człowiekiem w odpowiednim układzie? Tudzież czy był tego świadomy pośrednio jako jakieś demony, bogowie albo ktoś taki?

A: Nie musiał być. Ale był.

G: Widział, że to jakieś inne istoty czy postrzegał ich jako jakichś właśnie opiekunów, jakieś bóstwa czy coś takiego?

A: Był świadomy innych form egzystencji. Koniec.

G: Dobra. Mam jeszcze takie pytanie. Jak się ma do tego kwestia ich wymierania? Bo kiedyś stwierdziłeś, że wymierają. Czy taka symbioza w czymś pomoże, ulży? Czy to wymieranie to jest proces na tyle długotrwały, że dla nas to i tak nie ma żadnego znaczenia?

A: Nie ma znaczenia. Koniec.

G: Acha. No właśnie tak myślałem. Ale jednak kiedyś mieliśmy do czynienia z kimś tam, kto teoretycznie cierpiał, pamiętasz? Z jakimś zielonym, który się żywił bo umierał z głodu czy coś takiego..

A: Niektórzy są mniej poradni i niebezpieczni wtedy. Koniec.

G: Czyli rozumiem, że wtedy starają się to wytargać siłą? Tak to można nazwać?

A: W sposób desperacki. Koniec.

G: Ok. A czym to grozi żywicielowi i żywionemu?

Aneta: Oraz jak to się objawia?

G: To znaczy jak to się objawia to ja chyba pamiętam ale…

A: Musimy kończyć.

[Stwierdził to bardzo nagle, w środku zdania.]

G: Acha… no dobra.

Aneta: Dobrze.

G: Ok. No to w takim razie do następnego razu.

Aneta: I dziękujemy.

A: Dobranoc.

G: Narka.

Pomóż i udostępnij na Facebook!