Menu

Sesja 79/03/04/12

Kwiecień 3, 2012 - Sesje 2012

SESJA ARCHIWALNA -> Przeczytaj Wstęp do Transgresji

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


(imię uczestnika) – pytanie
O – odpowiedź

Po piętnastu minutach wspólnej medytacji…

G: No jestem. Dobra.

O: I jak?

G: Jestem ogólnie dzisiaj śpiący, więc mi się chciało trochę spać, ale pod koniec było już dobrze.

A: Przyjemnie. Dobrze. W takim razie myślę, że chyba jedziemy dalej, prawda?

O: Aneta, a ty?

A: Ja? No ja się w tej chwili czuję znacznie lepiej, niż przed medytacją. Nawet się zaczęłam uśmiechać, co jest no… dość niezwykłe, przyznam.

G: Ja się również bardzo odświeżyłem. Pomimo, że dalej chętnie bym poszedł spać, to jestem jakoś umysłowo świeższy.

O: To działamy.

G: Działamy. Dobra. Czy najpierw poruszamy sprawy z forum, czy pracę, którą przygotowała Aneta? Może troszkę pytań z tego i z tego?

O: To nie my decydujemy.

G: Anetę pytałem.

A: Myślę, że zaczniemy od forum rzeczywiście, bo wydaje mi się, że to jest lepszy pomysł po prostu na tę chwilę.

G: Czemu tak myślisz? Czym to jest spowodowane?

A: Nie myślę, tylko tak czuję.

G: Dobra. Ogólnie to tak – ja jeszcze nie przewertowałem wszystkich kartek. Jest ich dużo, więc to i tak nie musi być na dzisiaj wszystko, ale…

O: Grzegorzu.

G: No?

O: Robisz się mniej dynamiczny, niż my. Koniec.

G: No ja specjalnie nie chcę mówić za szybko ani za szybko działać. Nie da się być mniej dynamicznym, niż wy.

A: Chciałam powiedzieć, że wyzwanie podjęte, ale myślę, że może lepiej kontynuujmy.

G: Ja się nie odzywam, ale to nie znaczy, że nic nie robię. Po prostu patrzę na pytania z forum.

A: Ja też.

G: Dobrze. Aneta, słuchaj, zacznij może od strony czwartej. Zerknij tak mniej więcej, a ja opowiem,
żeby inni wiedzieli mniej więcej, o co chodzi. Ogólnie są trzy znaczniki w tej pracy, którą zrobiłaś:
znacznik „OK”, czyli że to pytanie jest już zadane, znacznik „prywatne”, czyli że to jest coś, czego nie będziemy publikować, i jeszcze jest znacznik „do wyjaśnienia”. To jest coś, na co uważam, że padła odpowiedź, tylko może albo jej nie zrozumiałaś, albo nie znalazłaś.

A: Możliwe.

O: Uwierzcie. Już wszystkie odpowiedzi padły.

G: Aczkolwiek sam ostatnio stwierdziłeś, że w zależności od tego, jak dane pytanie zostało zadane, to taka jest odpowiedź i może teraz byśmy coś „odzyskali”… Odpowiedź na wszystkie możliwe pytania padła już wiele razy.

A: Tak, ale to na razie jest wciąż wysoki poziom abstrakcji. Domyślam się, że chodzi o odpowiedź, iż w prawdziwej naturze zawarte jest wszystko – a zatem i wszystkie odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania.

G: Poza tym ostatnio stwierdziłeś, że wiele tematów pozostawiliśmy niedokończonych.

O: My bawimy się dobrze. Koniec.

A: W jaki sposób Asystent, który nie posiada emocji ani uczuć, może się dobrze bawić?

O: Ale ktoś tu posiada. Koniec.

A: Ja również bawię się dobrze.

G: Asystencie, czy tylko człowiek postrzega czas w liniowy sposób? Czy również inne stworzenia na Ziemi, np. zwierzęta, również postrzegają czas liniowo?

O: Tak. Koniec.

G: A czy liniowość postrzegania czasu wiąże się z tym, że mamy zdolność do wyobrażenia i zapisywania wspomnień? Myślę że to na pewno, bo zwierzęta też, natomiast czy one odczuwają to mniej od nas, bo bardziej żyją tym, co się dzieje w danej chwili, nie sięgają do wspomnień bez potrzeby?

O: Zależy od istoty. Nie da się generalizować. Inaczej postrzega to szympans czy delfin, a inaczej krowa. Koniec.

G: A czy szympansy albo delfiny korzystają z wyobraźni dla rozrywki? Albo inaczej. Czy siedząc na drzewie potrafi sobie taki szympans snuć marzenia?

O: Tak. Koniec.

G: Rozumiem, że krowa raczej nie. Krowa po prostu wykonuje procesy.

O: Tak, ale to bardzo skomplikowany temat. Koniec.

G: Ja teraz już nie będę porzucał tematu, jak takie będą padały odpowiedzi, tylko będę dalej ciągnął.
Skomplikowany na takiej zasadzie, że musielibyśmy mu poświęcić dużo czasu, czy byłyby kłopoty z komunikacją?

O: I wiele lat badań. Koniec.

G: No rozumiem. Aczkolwiek odpowiedzi wyciągać od ciebie możemy, jako ciekawostki. Rozumiem, że ciężko jest wytłumaczyć, o czym może marzyć szympans albo w jaki sposób. Czy jest to choć odrobinę podobne do naszego funkcjonowania?

O: Jak trzylatek. Koniec.

G: W sumie to niesamowite, jak się nad tym zastanowić… Aneta, a ty coś w tym temacie?

A: Na ten temat nie.

G: Na forum padło takie pytanie od użytkownika Gina do sesji 77. Kilka osób zwróciło uwagę na ten fragment: „Możesz nawet przenieść górę, ale jeśli znajdziesz się w stanie, w którym mógłbyś to zrobić, to nie będziesz chciał”. Ja odpowiedź rozumiem, ale wolałbym, żebyś ty jeszcze raz przełożył to na bardziej czytelny język. Żebyś wytłumaczył to zdanie może w bardziej rozwinięty sposób.

O: Żyjąc w świecie takim, jak go postrzegacie – liniowym – z czasem, gdzie w każdej sekundzie wszystko się zmienia, nic nie jest trwałe – i ten stan też nie jest trwały [w którym można przenieść górę]. Jednak ten stan, kiedy się wydarzy, chociaż na chwilę pokazuje ci, czy pozwala ci wejść w świat, w którym wszystkie zasady wzajemnego uwarunkowania są rozpoznane. Kiedy coś, co jest zmienne, coś, czemu nie jesteś w stanie nadać prawidłowego imienia, jak możesz nazwać coś, co jest zmienne, jak możesz zobaczyć coś, co jest zmienne? Kiedy wydarza się ten stan, a nie wydarza się permamentnie, ale kiedy się już wydarza, wszystko jest tym, czym jest. I dlatego nie ma potrzeby niczego zmieniać. Niestety mógłbym mówić godzinę, pięć godzin, prościej, trudniej, bardziej intelektualnie lub mniej, ale nie zrozumie tego nikt, kto tego nie doświadczył. Przykro mi. Koniec.

G: Oj tak. Próbowałem napisać coś kiedyś po powrocie od Konrada. Jechałem busem i coś mi się wydarzyło wtedy w trakcie tej jazdy. Efektem tego był artykuł „Drzewo”. I rzeczywiście, co nie było dla mnie zaskoczeniem, zostało przyjęte jako wywód o niczym. Dzisiaj podobny przykład.

A: Pamiętam, ale to dość dawno było.

G: Ten artykuł? Nie tak znowu strasznie dawno.

A: Parę miesięcy.

G: Kilka miesięcy no… przydarzyło mi się pewne wydarzenie jadąc autobusem i właśnie stan, w którym można przenosić góry ale się tego nie robi… Wtedy kompletnie nie czułem potrzeby, żeby o tym pisać. Potem, kiedy poczułem się normalnie, czyli, powiedzmy, tak jak teraz, przyszła mi ochota, żeby to spisać, ale wtedy wychodzi miszmasz zazwyczaj.

A: Ciężko jest przełożyć coś, co się czuje, na słowa.

G: Dobrze. Idźmy dalej, a nie rozczulajmy się. Użytkownik Wojtek zadał na forum pytanie w związku z wypowiedzią Asystenta (sesja 78): „Największym problemem pozostaje bariera językowa”. Mam w związku z tym pytanie do Asystenta, jakie widzi możliwości ze swojej strony, żeby temu zaradzić. Czy jest coś, co pomogłoby się nam lepiej komunikować?

O: Uważamy, że nasza komunikacja przebiega sprawnie. Koniec.

G: Ja nie komentuję ani pytania ani odpowiedzi.

O: Na pewno sprawniej, niż gdybyśmy przemawiali poprzez kolegę, zadającego to pytanie na forum. Koniec.

G: Dobrze.

A: Ja nic nie mówię, bo nie mam nic do dodania.

G: Ja chciałbym, chociaż mógłbym na to sam odpowiedzieć, bo rozumiem to, żebyś odpowiedział na pytanie, a właściwie zarzut, jaki padł na stronie. Właściwie nie zarzut, ale takie stwierdzenie, z którym się często spotykam, jak rozmawiam po prostu z ludźmi tak twarzą w twarz. Wiele osób twierdzi, że buddyzm tudzież podejście „tu i teraz”, nieprzywiązywanie się do emocji i różnych tego typu rzeczy, bardzo upośledza życie, ponieważ likwiduje emocje, likwiduje te barwne zdarzenia, które człowieka czynią człowiekiem, a nie robotem. Masa osób dalej ma problem, żeby zakumać o co chodzi z „tu i teraz”. Mógłbyś znów coś na ten temat powiedzieć w taki bardzo przystępny sposób? Ja mógłbym to podsumować dwoma zdaniami, ale może jak ty powiesz, będzie inaczej odebrane.

A: Ja też mogłabym spróbować coś dodać, ale… zaczekam.

O: Nie żyjesz „tu i teraz”. Żyjesz w swoim umyśle. W przeszłości i przyszłości. Idziesz w tym stanie do ogrodu. Zerkasz na niezwykle urodziwą różę. Podchodzisz do niej. Przez ułamek sekundy czujesz zachwyt, ogromny przypływ pozytywnych emocji, ale nie trwa to nawet ułamek sekundy. Twoja świadomość nawet tego nie zauważyła. Twój umysł mechanicznie jak robot przyrównał tę różę do katalogu wszystkich róż, jakie widziałeś w życiu. Zaczął ją oceniać. Zaczął komentować. Jak robot, jak terminator. Cała magia znika. Jesteś natomiast w tym samym ogrodzie nastawiony na totalne „tu i teraz”. Masz tę samą różę. Jesteś tylko ty i ona. Nie ma katalogu z różami, nie ma zbędnych komentarzy. Nie ma porównań, ocen. Jest róża. Są jej barwy, których mogłeś nie dostrzegać wcześniej. Jej zapach, którego wcześniej mogłeś nie poczuć. Są też emocje. „Tu i teraz” nie zabija emocji. On je uwalnia, ale w pozytywnym sensie. Emocje tobą nie rządzą. Emocje po prostu są, bo są w twojej ludzkiej naturze, a ty jesteś świadkiem róży; jej barw, kolorów, dotyku, emocji, jakie wywołuje w tobie. I z każdą różą, z każdym kwiatem, z każdą czynnością, nawet najmniejszą, jest tak samo. „Tu i teraz” nie czyni z ciebie robota – przeciwnie, robi z robota, którym jesteś, przez swoje uwarunkowania, przez swoje codzienne schematy, przyzwyczajenia, które sprawiły, że stałeś się robotem, „tu i teraz” uwalnia cię z tego i czyni cię po prostu człowiekiem. Koniec.

G: Ja bym od siebie dodał jedną rzecz. Kiedyś zadałem ci pytanie, czy zwierzęta nie odczuwają emocji. Powiedziałeś: „A jaka jest reakcja psa, jak mu się nadepnie na ogon”. Myślę, że to jest fajne też (w odniesieniu) do człowieka, bo niech każdy sobie przypomni, jak się zachowuje, gdy ktoś nagle zada mu ból. Też emocjonalnie, a wtedy człowiek zaczyna być na prawdę „tu i teraz” w takich chwilach.

O: My tu robimy nastrój, a ty mówisz o torturowaniu zwierząt.

G: Oj tam oj tam. A po co psu ogon?!

[śmiech]

A: Mam też jedną rzecz do dodania. Mam wrażenie, że w takim stanie, który jest opisywany jako „tu i teraz”, emocje oczywiście istnieją, ale człowiek nie jest przez te emocje kontrolowany. Po prostu je odczuwa i one są, ale nie mają nad nim władzy.

G: Czyli można stwierdzić, że po tym, jak się wydarzą, po prostu odchodzą, a nie podejmujemy np. jakiegoś ciągu decyzji na ich podstawie.

A: Nie do końca o to mi chodziło. Po prostu raczej chodziło mi o to, że nie mają nad człowiekiem kontroli, nie wiszą nad nim. Chodzi mi o to, że człowiek nie rozpamiętuje tych emocji bez przerwy. Z tymi decyzjami to pewnie rozmaicie bywa ale…

G: Ja to traktuję jako ciąg, no nie wiem, przykre doświadczenie ze swoim facetem czy kobietą i wiesz, następne dwa miesiące będę klął albo zastanawiał się, albo kombinował…

A: Wiesz, skoro zacząłeś, że tak powiem, temat bólu, to zwróć uwagę na to, że jeżeli dotkniesz czegoś bardzo gorącego, to w wyniku tego doświadczenia, tego „tu i teraza” podejmujesz decyzję, żeby nie pchać palca w ogień albo na tę gorącą rzecz. Tak więc podejmujesz decyzję, tylko po prostu nad nią nie wisisz przez następne pięć dni.

G: Dobra. Jeśli chodzi o forum to tyle. Bo tak to nie widziałem tam nic ciekawszego. No to teraz może spróbujmy kartkę od Anety. Wyszukaliśmy pewne rzeczy. Pierwszy fragment to sesja numer 7, gdzie Asystent mówi: „Teraz też sobie wymyśliliście swoje życie…” Odpowiedź: „No tak, ale wymyśliliśmy je w konkretnym celu, żeby czegoś doświadczać”. I odpowiedź jest: „Tak ”.
Pytanie Anety: Czy „wymyśliliśmy” to znaczy: każdy pojedynczy człowiek wymyślił sobie zakres tych doświadczeń, jakie będziemy mieć w trakcie życia? Czy może w każdej chwili życia podejmujemy decyzję czego chcemy doświadczać? Nie da się uciec od rozumowania kategoriami czasu liniowego. W końcu wychodzimy do pracy rano, wracamy wieczorem itd itd.

A: Mhm.

G: Czy odpowiadając, że „teraz też sobie wymyśliliście swoje życie” miałeś na myśli jakieś ogólne założenie – to oczywiście wiąże się z liniowym czasem, czy też poprzez stwierdzenie „teraz też sobie wymyśliliście” bardziej pasowałoby „teraz też sobie wymyślacie”?

A: Ja tylko powiem, że częściowo, bardzo częściowa odpowiedź na to pytanie była w niektórych sesjach, poświęconych wątkom sensacyjnym, dotyczących „zielonych” przyjaciół. Odnośnie właśnie kolejności wcielania się między innymi istoty łącznika itd.

G: Tzn ja tu troszeczkę jakbym kumał odpowiedź na to, ale… chcę posłuchać, co oni powiedzą.

A: Ja też troszeczkę jakby czuję, ale też właśnie chciałabym poznać odpowiedź.

O: Wszystko, co wydarzy się, już się wydarzyło. Wszystko, co się wydarzyło, wydarzy się. Bo wszystko wydarza się. Koniec.

G: Czy pomylę się jeśli stwierdzę, że… ja wiem, że to już było setki razy, kwestia przeszłości i przyszłości to tylko sposób katalogowania naszego mózgu, tak? Tak naprawdę eee… wszystko jest „w kupie”?

O: A wy czujecie tylko jej fetor. Koniec.

G: Aneta, to było twoje pytanie.

A: No ładne, kurde, perspektywy!

G: Twoje pytanie Aneta. Chcesz coś tam dodać, ująć ?

A: Tak. To znaczy nie. Zadałam sobie pytanie w myśli i natychmiast na nie odpowiedziałam. Mianowicie zadałam sobie pytanie: „W takim razie skoro wszystko wydarza się teraz, to dlaczego nie możemy my, jako jednostki, posiadające ego, poznać naszej przyszłości tak od razu. Ujrzeć jej po prostu tak samo, jak przeszłości, którą znamy już”. No i sama sobie odpowiedziałam: bo wtedy nie byłoby zabawy.

G: Ale nie ma przeszłości.

A: No pewnie że jej nie ma, ale ja przeszłość pamiętam. W takim razie dlaczego nie mogę pamiętać przyszłości, skoro jej tak samo nie ma, albo ona jest tak samo jak przeszłość.

G: Może dlatego, że tak ci działa mózgownica.

O: A którą przyszłość chcesz pamiętać?

A: Ja mniej więcej wiem, jaką chciałabym pamiętać.

O: I pamiętasz.

G: Lotto?

O: Przecież masz marzenia.

G: Jeśli się tak zastanowić to… weź sobie Aneta postaw w swojej głowie jakieś wspomnienie. A teraz postaw przy nim jakieś marzenie. Przecież wyglądają identycznie te dwie rzeczy w głowie. Nie różnią się niczym. Ja ostatnio na przykład tak sobie rozmyślałem nad moim znajomym, który już nie żyje, którego bardzo dawno temu znałem. Powiem ci, że w tym momencie w mojej głowie wyglądało to kompletnie jak jakaś rzecz, która nie miała miejsca, jak jakieś zwykłe marzenie, jakbym sobie to wymyślił.

A: Hmm…

O: Następne pytanie.

G: Następne pytanie jest z kategorii prywatnych.

[fragment niepublikowany]

G: A czy zadawanie się kogoś z naszą grupą i z tą całą „bandą” sprawia, że może stać się jeszcze smaczniejszy (jako pożywienie dla zielonych)?

O: No pewnie. Koniec.

G: A przez co? Poprzez wprowadzanie zamieszania? Bo nie wywołujemy jakichś zbytnio negatywnych emocji, niskich wibracji, czyli ulubionych pomidorów. Po sesjach raczej czujemy się dobrze.

O: Tak. To działa w obie strony. Koniec.

G: Wyjaśnij proszę.

O: Są też zieloni, którzy wam sprzyjają. Koniec.

G: Rozumiem. Będę teraz taki bardzo „techniczny”. Są zieloni, którzy nam sprzyjają, więc chcą, żeby się coś tam powiodło. Niemniej jednak są przystosowani do spożywania „niskich wibracji”, jakichś tam produktów naszych organizmów, które generujemy, kiedy aktywne są „niskie wibracje”, czyli emocje, jakie nazywamy „złymi”, negatywnymi. Tak samo jak ja nie zjem węgla brunatnego, tak oni nie zjedzą czegoś tam innego. Tak więc spożywają „produkty”, które my generujemy, produkując niskie wibracje. Więc jeśli to, co robimy…

O: Jest to sformuołowanie bardzo… naciągane. Ze zrozumiałych powodów niskie wibracje to po prostu pewien produkt wytwarzany przy pewnych procesach, zachodzących w waszym ciele, a szczególnie w mózgu, wpływające na inne sfery, których nie postrzegacie. Koniec.

G: No i przez to logicznym jest to, że jak ja bym sobie hodował drzewka, które produkują mi dany owoc tylko kiedy je pobudzam w odpowiedni sposób, to wiadomo, że bym to robił. Tylko teraz tak: jeśli jest jakaś grupa „zielonych” sprzyjająca takim przedsięwzięciom, jakie robimy, to efektem takich przedsięwzięć będzie to, że będziemy generować mniej tego produktu. A oni pomimo, że nas lubią czy wykorzystują dla jakichś swoich celów itd., to pozbawiają się produktu, surowca. Chyba że wiedzą, że jest na tyle reszty, że będą się żywić w „innych restauracjach”, a tutaj wyjdzie im na korzyść.

O: Przecież was też jedzą. Koniec.

G: No właśnie, ale jeśli osiągnęlibyśmy idealny cel, który chcemy osiągnąć za pomocą tego co robimy, naszego projektu…

O: To będziecie żyć w symbiozie. Koniec.

A: To ja mam pytanie dodatkowe. Jak się objawia powiedzmy fizycznie takie spożywanie człowieka? Czy człowiek się czuje, nie wiem, jakoś gorzej? Jakoś rozbity? Jak można rozpoznać objawy?

G: Przepraszam, że się wtrącę, ale tak na chłopski rozum to po takiej konsumpcji powinniśmy się czuć chyba lepiej. Tak na moje rozumowanie. Pozbawiani jesteśmy czegoś, co naszemu organizmowi kojarzy się negatywnie…

A: No właśnie.

O: Samej konsumpcji się nie czuje. Chyba, że sama oddasz. Koniec.

A: A w takim razie co się czuje?

G: Ale czekaj. „Chyba, że sama oddasz”… Jak mogę sam się zdecydować na oddanie?

A: No właśnie.

G: Chcę to zrobić celowo. Nazwijcie mnie wariatem. Załóżmy, że istnieją i chcę to zrobić celowo. Powiedzieć: „Chodźcie i weźcie to sobie”.

O: Naprawdę? To zapraszam na prywatną sesję. Koniec.

G: Ok. Ale najpierw mi wyjaśnij, jak to mogę robić tak na co dzień. Są symbiozy. W porządku. Mnie te produkty przeszkadzają, ale nie wyzbędę się ich, bo taka moja natura. Będę się wkurzał itd.
Oni ich potrzebują, no to słucham. Co zrobić?

O: Wprowadzić się w odpowiedni stan umysłu. Koniec.

G: A powiedz mi, czy moglibyśmy poświęcić przyszłą sesję temu, żeby opracować taki sposób?

O: To więcej niż jedna sesja. Koniec.

G: Dobrze. To może byśmy to zrobili, bo jest to ciekawe.

A: No powiem szczerze, że ja też chciałabym przestać być niezrównoważona emocjonalnie i chciałabym wreszcie zacząć być zrównoważona.

O: Zawsze będziesz. Koniec.

A: Niezrównoważona?

O: Tak. Koniec.

A: Dlaczego?

O: Kwestia chemii. Koniec.

A: Ale przecież chemię można zmienić, jeżeli się osiągnie prawdziwą naturę.

G: Bardziej zaakceptować.

O: Myślę, że słabo rozumiesz ten temat. Koniec.

A: Całkiem możliwe. Dlatego szukam odpowiedzi.

G: Zdaje mi się, że prawdziwa natura nic tu nie zmieni.

A: Poza tym co to znaczy „zawsze”?

G: Tak samo jak człowiek, który ma skłonność do wypłukiwania potasu zawsze będzie narażony na stany lękowe.

A: No wiesz… Ale w przypadku takiej głupiej alergii można mieć alergię, a później się jej pozbyć. Potem znowu dostać alergii. Potem znowu się jej pozbyć.

G: No i nie masz na to wpływu. Takie dostałaś ciało i już. Jak się ktoś urodził bez nogi, to nie naprawi tego, jak osiągnie prawdziwą naturę. Nie odrośnie mu ta noga. Po prostu to się stanie zwykłym stanem, po prostu, takim jak ma być.

A: No dobrze. Ale nie ma czegoś takiego, że ktoś ma zawsze alergię.

O: Różnica jest, kiedy coś sprawia cierpienie, a kiedy to samo nie sprawia cierpienia. Koniec.

G: Kwestia podejścia do danej rzeczy. Przechodzimy do kolejnego pytania. Aneta czy coś w tym temacie chcesz…

A: Na razie nie mam nic do dodania.

G: Dobra. Patrzę tu na pytania i nie wiem, czy jechać po kolei, czy raczej szukać tematu…

A: A to już jak wybierzesz. Ja się nad tymi pytaniami trochę nasiedziałam.

O: Zbliżamy się do końca.

G: No to może nie zadawajmy już na siłę kolejnych. Czy realnym jest nasze spotkanie za półtora tygodnia?

O: Czy to pytanie do nas?

G: Tak. Czy są jakieś okoliczności sprzyjające tudzież niesprzyjające, żeby się widzieć czy nie widzieć.

A: Dla przypomnienia. Jak się ostatnio umówiliśmy to wystąpiło pewne wydarzenie, które uniemożliwiło spotkanie, tak więc…

G: Teraz nie pamiętam.

O: Nie jesteśmy wróżbitami. Koniec. Poza tym to nie od nas zależy.

G: Zadam inaczej pytanie. Tak bardziej konkretnie. Powiedzmy, że się widzimy. Czy musimy coś przygotować z myślą o gadżecie, czy dopiero na tej sesji byś nam coś powiedział w sprawie tego gadżetu?

O: Wybaczcie.

G: Dobra. Koniec.

O: Po prostu łącznik się aktywował, gdy powiedzieliście „co przygotować”, i wiecie, czego on oczekuje. Koniec.

G: Będzie miał garnki, to będzie miał kolację. Dobra.

O: Kończymy. Dobranoc.

A: Dobranoc.

G: See You.

Pomóż i udostępnij na Facebook!