Menu

Sesja 73/16/08/11

Sierpień 16, 2011 - Sesje 2011

SESJA ARCHIWALNA -> Przeczytaj Wstęp do Transgresji

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


(imię uczestnika) – pytanie
O – odpowiedź

O: Witam

G: Dzień dobry.

A: Dzień dobry.

G: Kto czyta pytania? Aneta czytasz?

A: No nie, tym razem jednak poprzysłuchuję się. Po tak długiej przerwie jestem strasznie skostniała.

G: No dobra, to ja po prostu będę czytał pytania które przed sesją omówiliśmy. Pierwsze dotyczy rzekomego obiektu, który został sfotografowany w trakcie późniejszych misji Apollo. Według różnych podejrzeń krążących w internecie jest on statkiem pochodzenia pozaziemskiego. Czy jest to naprawdę statek, czy nie?

O: [niewyraźnie]

G: Możesz powtórzyć jeszcze raz?

O: Poimpaktowe obsunięcie ziemi. Koniec.

G: Obsunięcie ziemi odsłoniło ten obiekt czy nie jest to żaden obiekt a jedynie złudzenie?

O: Złudzenie.

G: Te linie które się tam pojawiają, na tym rzekomym obiekcie, są to jakieś pęknięcia czy coś takiego?

O: To jest wklęsłe. Koniec.

G: Nie wypukłe. Rozumiem. Czy jakieś sztuczne satelity, które obserwują księżyc, jego ciemną stronę, dostrzegają tam jakąś aktywność?

O: Czasem. Koniec.

G: Kiedyś wspominałeś że po ciemnej stronie są jakieś bazy…

O: Są. Koniec.

G: I są widoczne gołym okiem? Jakbym się tamtędy przeszedł piechotą?

O: Jeśli miałbyś szczęście. Koniec.

G: Szczęście w takim sensie że akurat miałbym trafić w to miejsce, tak?

O: I być bardzo spostrzegawczym. Pod powierzchnią się znajdują. Koniec.

G: A te urządzenia obserwujące ciemną stronę księżyca, jak my to mówimy – satelity – one należą do NASA czy do kogoś innego?

O: Rząd planetarny prowadzi własne badania kosmiczne, niezależne od NASA. Koniec.

G: „Rząd planetarny”? Czyli rozumiem że istnieje już coś takiego jak rząd planetarny na Ziemi?

O: Tak.

G: Od jakiego czasu?

O: Długiego. Koniec.

G: A głowy które rządzą jakimiś dużymi, potężnymi państwami wiedzą o tym? Głowy państw?

O: Niektórych. Koniec.

G: Korzystają oni z ogólnodostępnych kosmodromów czy mają swoje, jakieś
poukrywane obiekty?

O: Własne.

G: A czy korzystają z takiej technologii transportu w przestrzeń kosmiczną z jakiej korzysta np. NASA czy być może z innej? Pytam bo trochę ciężko…

O: Innej.

G: No właśnie. Ciężko byłoby ukryć jakiś…

O: Wiele obiektów latających, niezidentyfikowanych to nie kosmici. Koniec.

G: Dobra. A w takim razie z jakich napędów oni korzystają? Czy wynaleziono już, czy korzystają z napędów które oficjalnie nie istnieją?

O: Tak. Koniec.

G: I jak działa, tak mniej więcej ten napęd? Na czym bazuje? Wiadomo że nie
będziesz tłumaczył dokładnie, tak piąte przez dziesiąte.

O: Na tym samym co imperialne. Koniec.

G: Bąbel grawitacyjny?

O: Mówimy o transporcie planetarnym, nie gwiezdnym. Bąble są do między gwiezdnego. Koniec.

G: Aha. A planetarny? Jakaś anty-grawitacja?

O: Magnetyzm i anty-grawitacja przez to. Koniec.

G: Rozumiem że ta technologia została „pożyczona” przez rząd planetarny, tak? Czy została wynaleziona przez ludzi?

O: Spadek po Rosswell itp. Koniec.

G: A ty czasem nie mówiłeś że Rosswell to był balon meterologiczny?

O: Tak.

G: To czemu mówisz że spadek po Rosswell?

O: Przenośnia.

G: Czy ten rząd planetarny kumpluje się z Międzyplanetarnym National Geografic, które nas ogląda? [z kosmitami]

O: Nazwijmy to „pertraktacje biznesowe”. Koniec.

G: Wiesz co, ale w tym modelu który przedstawiłeś to ludzie nie mają za wiele argumentów do jakichś negocjacji. Czym oni mogą pertraktować?

O: Załóżmy że odkryłeś nowa wyspę i mieszkają tam prymitywni tubylcy i nie chcesz ich unicestwiać ale wykorzystać do brudnej pracy. Wolisz to zrobić siłą, wykorzystując do tego niepotrzebne zasoby, czy wolisz żeby sami ci się oddali we władanie? Koniec.

A: Jeszcze dodatkowe pytanie: czy rząd planetarny ma jakąś siedzibę na Ziemi?

O: Nie jedną. Koniec.

A: Pewnie nie możesz podać przykładowych lokalizacji?

G: Wątpię żeby oni mieli coś na wzór Kapitolu…

A: Raczej miałam inne pomysły natury sci-fi.

O: Północna Norwegia.

A: Czy to może mieć coś wspólnego z hipotezami pustego wnętrza Ziemi?

O: Nie.

A: Czy rząd planetarny posiada w chwili obecnej środki pozwalające na to by zapobiec wybuchowi kaldery Yellowstone?

O: Rząd nie. Ich kontrahenci tak. Koniec.

G: Ale kontrahenci ziemscy czy kontrahenci z National Geografic?

O: Ci nie ziemscy. Koniec.

G: Trafili nieziemskich kontrahentów [żart]. Coś jeszcze w tym temacie chcesz poruszyć?

A: W tym temacie może nie. Po prostu zaciekawiła mnie kwestia Yellowstone i możliwość zapobieżenia wybuchowi.

G: No trzaskaj temat bo to [niewyraźnie] jest poruszane.

A: Wiem że było no ale już prawdopodobnie wiemy wszystko co możemy, ponieważ nie poznamy przecież nazwisk i danych handlowych naszych pozaziemskich kontrahentów, prawda?

G: Pewnie byś numer konta chciała od razu?

A: Oczywiście.

G: Międzyplanetarny Karnet wakacyjny.

A: Również. Po prostu lubię tę Ziemię.

O: Na nagrywanych sesjach nie.

A: Rozumiem. Dziękuję.

[fragment niepublikowany]

G: Strasznie mnie zaciekawiło czy ktoś z ekipy National Geografic zainteresował się kiedyś tym co robimy? Tym co o nich opowiadamy?A może ciężko im się dopchać takich pojedynczych osób i takich przypadków?

O: Wasza strona była omawiana. Wynikało to z zainteresowania i wzmożonej aktywności zielonych. Koniec.

G: Czyli ciekawiło ich co robią tamci… Coś zostało ustalone czy po prostu zostało to przekazane do „archiwum X” i nic się z tym nie dzieje?

O: Jest wiele podobnych projektów a kadra za mała żeby badać je wszystkie. Koniec.

G: A to też ciekawe.

A: To dla nas dobrze czy źle?

O: Neutralnie. Nie powinniście się przejmować takimi bzdurami. Jesteście tu do ważniejszych zadań. Koniec.

G: Dobrze. Czy orgon rzeczywiście posiada właściwości, które są mu przypisywane?

O: Mityczna, nieistotna bzdura. Koniec.

G: Czy dzięki budowaniu chembusterów można faktycznie osłabić efekt chemitrails?

O: Zdecydowanie bardziej prawdopodobnie jest działanie reptilianbusterów.

[śmiech]

G: Jak mogłeś zdradzić tajemnicę handlową?!

A: No i szlag trafił taki dobry pomysł!

G: Teraz wszyscy będą wiedzieli o co nam chodziło od początku. O boże ale się uśmiałem.

A: To może chociaż numery w totka?

O: Na nienagrywanej sesji podam wam instruktaż jak przygotować takie urządzenie. Koniec.

G: Mówisz poważnie?

O: Tak.

G: I co to urządzenie będzie robiło?

O: Zmieniało wibrację energetyczną żywego obiektu. Koniec.

G: Najgorsze jest to że nie mamy jak sprawdzić czy Konrad robi sobie jaja czy ty to mówisz poważnie.

A: A czy to ma znaczenie?

G: No nie ma tylko że możemy to zbudować. Pobawimy się w majsterkowiczów. Tylko trzeba to zapamiętać żeby pomysł nie umknął.

A: Ale zanim się takiego reptiliana zbusteruje to trzeba mu zrobić zdjęcia przed i po.

G: Nie bo to pewnie będzie działało tak że się będziesz ukrywać, albo nie będziesz atrakcyjna dla niego.

O: Nie będziesz smaczna. Koniec.

G: O właśnie. To miałem na myśli, będziesz teraz zamiast dobrym pomidorem to zgniłym pomidorem.

A: Ja szczerze mówiąc od dawna pracuje żeby być z tego punktu widzenia zgniłym pomidorem.

O: Nie udaje ci się. Zły kierunek.

A: Dlaczego mi się nie udaje?

O: Pomieszanie w twoim umyśle. Koniec.

A: No ale teraz już się ani nie wściekam ani nie denerwuję. Przynajmniej tak mi się wydaje.

G: Mam pytanie w tej materii. Chce coś sprawdzić. Mogę?

A: Tak.

G: Lepiej być człowiekiem nerwowym, który szybko się wzburza i równie szybko uspokaja, czy człowiekiem który stara się być nie nerwowym?

O: Najlepiej być człowiekiem nie nerwowym, ale z tych dwóch opcji ta pierwsza. Nie możesz tłumić emocji.

A: Czyli to oznacza, że mi się nie udaje?

O: Niestety. Koniec.

A: Trudno. Trzeba będzie zmienić ścieżkę.

G: Próbowałaś być neutralna? Tak z założenia?

A: Znaczy nie. Próbuję ćwiczyć w sobie nie przejmowanie się jakimiś wiadomościami typu negatywnego czy jakimiś zjawiskami postrzeganymi jako negatywne. Znaczy nie wiem jak to…

O: Emocja to ułamek sekundy. Im szybciej ją wypuścisz, a to jest naturalne u waszego gatunku, tym szybciej stanie się historią. Jeśli będziesz się przytrzymywać stanie się nawykiem. Koniec.

A: Niektóre obrazy, że tak powiem same się trzymają i nie chcą odejść.

O: Bo implodujesz je zamiast pozwolić im eksplodować. Koniec.

A: Może dlatego że ich nie akceptuję.

G: Może przez to staranie się właśnie.

A: No staram się je przepuścić i jak gdyby rozpuścić ale mi nie wychodzi czasami.

G: Dobra. Jeśli nie macie nic więcej to zadam następne pytanie. Czy przy formułowaniu odpowiedzi na pytania asystent jest skazany tylko i wyłącznie na etykiety zawarte w umyśle łącznika czy może mógłby skorzystać z innych etykiet do których prawdopodobnie ma dostęp, a które pomogły by nam lepiej zrozumieć jego odpowiedzi?

O: Nie mam dostępu do innych etykiet. Kiedy przemawiam będąc tutaj w swojej naturalnej formie nie posługuję się językiem werbalnym, a informacja którą się posługuję ma dużo bardziej subtelną formę. Koniec.

A: Mnie zaciekawiło sformułowanie o twojej naturalnej formie. Zaciekawiło ponieważ jest pewne pytanie z którego ostatecznie mieliśmy zrezygnować ale… Grześku zdaje się że jednak postanowiliśmy je zadać, prawda?

G: Chodzi o tą egzystencję?

A: Tak.

G: To następne pytanie miało być właśnie.

A: Tak.

G: To było pytanie zadane z jednej strony…

O: Jestem sześciowymiarową reprezentacją łącznika i kilku tysięcy innych istot
na waszej planecie w chwili, w której słyszycie tę odpowiedź. Koniec.

G: Wiesz ze brzmi to „strasznie”? Teraz będzie jeszcze bardziej sensacyjnie niż było.

O: Na kilku sesjach wstecz powiedzieliśmy że wkraczamy w nowy etap i nie ukrywamy informacji bo już jesteście gotowi na ich przyjęcie. Koniec.

G: Aneta coś w tym temacie?

A: Tak. Ja się zastanawiam dlaczego akurat kilku tysięcy? Dlaczego nie kilkunastu tysięcy albo dlaczego nie np. kilkunastu osób? Ale to tak pobocznie. Czy jest, że tak powiem, jakaś gradacja asystentów, jakaś hierarchia?

G: A może „tysięcy” to było jakieś symboliczne określenie, czy może chodziło o jakiś rząd tysięcy?

A: No właśnie.

O: Trzy [trochę nie wyraźnie, na upartego mogło to być sześć, choć stawiam na trzy słuchając nagrania] tysiące siedemdziesiąt trzy. Koniec.

G: A dlaczego tyle? Z czym to jest związane?

O: Fraktal świadomości. Odnóża fraktalu z mojej sześciowymiarowej perspektywy w danym punkcie czasoprzestrzeni, obejmujące waszą planetę w chwili słuchania odpowiedzi z waszej perspektywy czasu liniowego w waszym trójwymiarowym świecie dają taką liczbę.

G: Rozumiem że…

O: Co nie zmienia faktu że łącznik to ja i rozmawiacie z jego podświadomością. Koniec.

G: Lekkie sprostowanie na koniec. Czy to znaczy że wiedza którą czerpiesz, dotycząca spraw o które my pytamy, to tak na prawdę zlepek tych trzech tysięcy w zaokrągleniu, czy tam sześciu bo miałem wtedy jakąś przerwę w dźwięku.

A: Trzech.

O: Sześciu.

G: Sześciu? Czyli to jest tak jakby zlepek, to tak jakby wszystko jest wrzucane do jednego gara z tych sześciu tysięcy osób.

O: I miliardów istnień. Innych. Mówimy tylko o tu i teraz i w przypadku ziemi.

G: Czy w tych sześciu tysiącach znajduje się np. ja i Aneta?

O: Nie.

G: Już myślałem że rozmawiasz sam ze sobą.

A: Może pora Grzegorzu odkryć naszych własnych asystentów. To mogłaby być ciekawa dyskusja „Między Nami Asystentami”.

G: Gdzieś tam są. No to następne pytanie się zawarło tak jakby w tym
co mówiliśmy, czyli: Skąd asystent czerpie wiedzę i czy istnieje jakaś prawda
absolutna/punkt wyjścia który mógłby, komuś kto chce zacząć „poszukiwania” pomóc?

O: Istnieje jedna prawda: nic nie istnieje samo z siebie. Koniec.

G: Ja to się chyba podłącze pod następne, które chciałem zadać.

A: Domyślam się że… No pytaj, pytaj.

G: Co chciałaś powiedzieć?

A: Chciałam powiedzieć że tamto stwierdzenie jest bardziej nośne niż się wydaje. Tamto że „nic nie istnieje samo z siebie”.

G: Pustka.

A: Mhm…

G: Czy jeżeli jedność „potrzebuje” doświadczać a sposób w jaki to robi, to jest kreacja nieświadomych bytów jak nasze ego, umysł, dlaczego jedność je tworzy zamiast doświadczać wszystkiego bez jakichkolwiek „narzędzi”?

O: Doświadczanie wymaga czasu, a czas z punktu absolutnego nie istnieje. Używanie określeń „doświadczanie jedności” to duży skrót myślowy wynikający z konieczności waszego uczenia się, które jest rozłożone w czasie, który jest iluzją liniową w waszej perspektywie. W rzeczywistości wszystko po prostu się wydarza. Koniec.

G: Muszę szybko zadać pytanie bo zapomnę. Powiedz mi czy to o czym nie dawno rozmawialiśmy, czyli oddziaływanie słońca będzie miało wpływ na postrzeganie np. czasu, czyli czy człowiek będzie potrafił mniej przywiązywać wagę do…

O: W długofalowej perspektywie. Koniec. [Grzegorz nie zdążył dokończyć pytania ale chodziło o to czy ludzie przestaną przywiązywać wagę do przeszłości a co za tym idzie zaczną inaczej postrzegać czas.]

G: Nasze postrzeganie liniowości jest intuicyjne. Po prostu tak działamy. Czyli za jakiś czas będziemy bardziej przywiązywać uwagę do chwili obecnej a mniej do przeszłości i przez to nie będzie takiego złudzenia że to jest liniowe?

O: Kilka takich doświadczeń przeżyłeś. Idziemy w tym kierunku. Koniec.

G: Tylko trochę jest ciężkawo czasami. Jedno takie luźne pytanie: Czy długość włosów ma jakiekolwiek znaczenie w kwestii ludzkiej osobowości? Stanu emocjonalnego?

A: Oczywiście chodzi o włosy na głowie.

G: Tak.

O: Zależy od otoczenia. Koniec.

G: Istnieje biologiczne uzasadnienie że długość włosów może wpływać na stan
emocjonalny?

O: Biologiczne nie. Psychologiczne tak, w zależności od otoczenia. Koniec.

G: W sesjach 4,5 wspomniałeś o lukach w schemacie ewolucji. Możesz uzupełnić te luki?

O: Mówiliśmy o tym. Ingerencja [na tym słowie się trochę „przyciął”] zewnętrzna na poziomie homo erectus. Koniec.

G: Modyfikacja kodu genetycznego?

O: Tak.

G: Dobrze. Mam już teraz w kwestii jakby… prywatnej, zadam kilka pytań. Poza nagraniem.

O: Może Aneta ma inne do nagrania.

G: A no przepraszam.

A: No ja mam tylko jedno: Czy na terytorium Szwajcarii istnieją lądowiska pojazdów eksperymentalnych lub ogólnie jakieś… nie wiem jak to nazwać… stanowiska rządu planetarnego?

O: Niewielkie. Koniec. To na prawdę nie istotne tematy a w kwestii Bałtyku może sami zorganizujecie ekspedycję. Co prawda nie znajdziecie statku obcych ale przeżyjecie przygodę życia.

A: Nie widzę przeciwwskazań.

G: Ja też.

A: A może do Peru, na Antarktydę. Czemu nie?

G: A co musimy przygotować na sesję, w której będziesz nam dyktował schemat urządzenia?

O: Chłonne umysły. Koniec.

G: Więc niech będzie!

A: A oprócz chłonnych umysłów coś ze sobą zabrać?

G: Gorzką czekoladę.

O: Znacie łącznika. Podpowiada co, ale chyba nie muszę mówić. Koniec.

[fragment niepublikowany]

G: Skąd ostatnio takie pogorszenie samopoczucia? Właściwie teraz to już trochę polepszenie ale wcześniej taki straszny dół.

O: A patrzyłeś w niebo za okno?

G: Czyli podejrzewasz pogodę jak niektórzy z nas?

O: Nie podejrzewam. Stwierdzam fakt. Koniec.

G: Możliwe jest dziedziczenie takich skłonności genetycznych, jeśli powiedzmy przykładowo jeden z moich rodziców jest emocjonalnie wrażliwy na pogodę?

O: Tak. Zwykle to jest genetyczne.

G: Masz coś Aneta?

A: No ja na dzisiaj nie mam bo wzięliście mnie z zaskoczenia ale może się na kolejną przygotuję tak znakomicie że po prostu…

G: Mówią że tak jest najlepiej.

Pomóż i udostępnij na Facebook!