Menu

Sesja 69/13/02/11

Luty 13, 2011 - Sesje 2011

SESJA ARCHIWALNA -> Przeczytaj Wstęp do Transgresji

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


P (imię uczestnika) – pytanie
O – odpowiedź

O: Witam.

P: Dzień dobry. Bardzo wyraźni dzisiaj jesteście. Od czego by tu zacząć. Może zacznę od pytania związanego z samopoczuciem. Skąd się wzięło to że kiedy ostatnio mieliśmy takie złe nastroje to mieliśmy je zawsze w tym samym czasie. Zbieg okoliczności?

O: Nie ma zbiegów okoliczności. Koniec.

P: Dobra, zanim zacznę ten temat to jeszcze jedno pytanie – łącznik śpi czy jest świadomy?

O: Trochę jest. Koniec.

P: Dobra. No tak, w pewnym sensie nie ma zbiegów okoliczności ale z naszego punktu widzenia pewne wydarzenia są przypadkowe. Czy to był przypadek z naszej perspektywy?

O: Sam powinieneś odpowiedzieć jak to było z twojego punktu widzenia. Koniec.

P: A co możesz od siebie powiedzieć o tych naszych stanach? Jaką mogą mieć przyczynę, pomijając te które sami znamy i o których dobrze wiemy.

O: Przyczyny należy rozpatrywać w kategoriach pośrednich, bezpośrednich i absolutnych. Przyczyny bezpośrednie powinniście sami odkryć.

P: No tak, te są nam znane.

O: Pośrednie to wpływ zewnętrznych energii a absolutne, to coś co można nazwać karmą. Kolejny skok w waszym nazwijmy to „rozwoju”. Koniec.

P: No a…

O: Wszystko się zmienia. Okres działania zamienia się w okres niedziałania. Wszystko musi się ułożyć żeby znowu ruszyć. Koniec.

P: Odniosłeś to do naszej działalności? Wszystko musi się uporządkować żeby znowu ruszyć?

O: Odnośnie twojej drogi do urzeczywistnienia prawdziwej natury. Koniec.

P: Aha, w porządku. Poprzez karmę to nie chodzi ci o jakieś magiczne określenia, tylko używasz go w takim znaczeniu jak kiedyś sam go wyjaśniłeś, tak? Jako echo dokonanych czynów, innych wydarzeń? Echo decyzji.

O: Powiedzmy. Koniec.

P: Tak naprawdę pomiędzy przyczynami bezpośrednimi a absolutnymi…one wydają się być czymś oddalonym od siebie ale jednocześnie są bardzo blisko jak się na tym zastanowić. No bo z bezpośredniego punktu widzenia wykonujemy pewne czynności, które później skutkują adekwatnymi stanami – to też jest karma.

O: Też, tylko z punktu widzenia absolutnego patrzymy na więcej niż tylko jedną rzeczywistość i nieco większy strumień świadomości. Koniec.

P: Poprzez wpływy zewnętrzne rozumiesz to co zawsze, tak?

O: Wiem jesteśmy nudni. Koniec.

P: Nie nie, tylko jak ma być ciekawie to zadaję ciekawskie pytania. Rozumiem że ten „wpływ” ogranicza się do pewnej znanej nam już grupy?

O: Mniej więcej.

P: I celem takiego działania jest doprowadzenie do autodestrukcji?

O: Tak.

P: Tylko zagłębiając się w ten model to można się zastanawiać nad pewnym faktem. Gdyby ta grupa posiadała poziom intelektu, inteligencji o którym nam już wiele razy mówiłeś to powinna być świadoma że takie działania, że z takimi działaniami wiąże się ryzyko. Albo faktycznie doprowadzą nas do autodestrukcji albo staną się, tak jak zresztą dla mnie ostatnio, bardzo silnym katalizatorem i wywołają skutek bardzo pozytywny. Odwrotny wynik.

O: Te energie żyją we własnej rzeczywistości. Koniec.

P: Nie zrozumiałem powiązania tej odpowiedzi z pytaniem. W innej niż nasza, tak?

O: Bardzo życzeniowej. Koniec.

P: Czyli oni by chcieli żeby coś się stało ale nie zawsze się tak dzieje?

O: To znaczy że ich wpływ na waszą rzeczywistość jest bardzo subtelny i wasze postrzeganie tych samych sytuacji może być różne. Koniec.

P: No i ta odpowiedź jest już konkretna. Teraz mam inne pytanie dotyczące pozytywnego skutku o którym wspomniałem. Poprzez te stany, które mnie dręczyły, zastosowałem pewną technikę która doprowadziła mnie do czego dziwnego o czym wspomniałem Konradowi. Czym jest takie przeżycie?

O: Używaliśmy wcześniej określenia satori. Koniec.

P: Tylko te wcześniejsze przebłyski były…teraz miałem wrażenie że umarłem.

O: To było trochę dłuższe. Koniec.

P: A czy kiedy rozmawialiśmy…

O: Po co do tego wracasz, do wspomnień tego uczucia myślami? Rozmową? Jeśli chcesz go jeszcze raz doświadczyć – rozmawiając o tym nie uda Ci się.

P: Nie o to chodzi. Po prostu zwykła rozmowa, tak jak zawsze rozmawiamy. Takie doświadczenie było bardzo przydatne choćby w walce z lękiem, który jak sam kiedyś nas przestrzegałeś jest sporą przeszkodą w szukaniu urzeczywistnienia. Wspomnienie takiego stanu, „miejsca”, całkowicie usuwa lęki. Teraz nawiążmy do czegoś starego. Kiedyś rozmawialiśmy o medytowaniu własnej śmierci, można to znaleźć w starych sesjach, i tam był pewien moment w którym opowiadałeś o pewnych wrażeniach podczas umierania, pod koniec, kiedy ego rozpada się i doświadcza się tego co w nadświadomości. Czy z naszego punktu widzenia można powiedzieć że przypomina to takie właśnie satori?

O: Nie. Możesz żyć w takim stanie i nie być oświeconym. Koniec.

P: Ale jest to przecież to co nazywasz prawdziwą naturą. Kiedy przeżywamy satori w życiu codziennym to odczuwamy cząstki tego, elementy. Dobrze myślę? Zależy jak rozpatrywać słowo oświecenie – w zakresie lokalnym, globalnym.

O: Prawdziwa natura jest absolutna. Koniec.

P: No to w takim razie wracam do zapisanych pytań. Powiedziałeś kiedyś, dawno temu, że jaszczurki pragną fizyczności. Dlaczego? Jest to związane z tym czym się odżywiają?

O: Bardzo wiele powodów. W skrócie fizyczność umożliwia pełną gamę doznań związanych z aktywnością ego. Koniec.

P: A przebywanie w tej ich rzeczywistości jest…tam bodźce są stłumione? Może to złe określenie, bardziej rozproszone, delikatniejsze, subtelniejsze?

O: Mniej więcej. Koniec.

P: Ale przecież „cofnięcie” się do fizyczności nakłada masę ograniczeń w tym modelu o którym rozmawiamy.

O: Jak widać na poziomie niektórych przedstawicieli imperium te ograniczenia można przełamać. Poza tym stan w którym znajdują się zieloni teraz nie jest zbyt korzystny dla rozwoju. Koniec.

P: A dlaczego?

O: Żyjesz we własnej rzeczywistości niczym bóg. Bardzo, bardzo długo. Koniec.

P: Czyli niejako oni nie doświadczają niezależnych zdarzeń na które mogą mieć wpływ tylko wszystko tworzą, nawet swoje otoczenie?

O: I tak tego nie zrozumiesz. Koniec.

P: Ale możesz to przybliżyć to metaforami, zwłaszcza że będzie to dla mnie przydatne.

O: Relacje ich doświadczeń względem zewnętrznych czynników nie są przez nich tak samo odbierane jak przez Ciebie, który to możesz zaobserwować dużo łatwiej niż oni, jako coś absolutnego i wychwycić określone relacje między tym co ty odbierasz a co jest niezależnym zjawiskiem. Koniec.

[bardzo ciekawa teoria i spojrzenie na doświadczanie]

O: Koniec.

P: Tak tak słyszałem, tylko sobie o tej odpowiedzi myślałem. Może bardzo to uproszczę ale oni by pragnęli uczucia większego oddziaływania absolutu? Chcieli by znaleźć się we wszechświecie gdzie zjawiska po prostu się dzieją…

O: Ich świadome dążenia są bardziej prozaiczne. Koniec.

P: Aha, czyli przedstawiłeś to bardziej ideologicznie ale oni świadomie chcą czegoś innego, prostszego…

O: Powiedziałem ci dlaczego to niekorzystne dla ich rozwoju. Koniec.

P: No tak. A świadome? A już było.

O: Już je przedstawiłem.

P: No tak. A jak się ma w tym wszystkim…

O: Może musimy Ci coś wyjaśnić bo chyba nie do końca to rozumiesz.

P: Chyba zrozumiałem…

O: Coś innego.

P: Aha, no słucham.

O: To że jesteś teraz w jakimś konkretnym ciele fizycznym, jako człowiek, nie oznacza to że jesteś ograniczony przez konwencję fizyczności. Równie dobrze możesz się teleportować, przechodzić przez budynki, tworzyć materię, zamieniać góry w rzeki i tak dalej. Wszystko jest kwestią stanu umysłu. Koniec.

P: Wiem co wy chcecie przekazać ale nie dam rady tego skomentować. Są pewne zagadnienia przy których słowa są bezużyteczne. Zrozumiałem co chcecie mi przekazać ale nie da się odpowiedzieć słowami. A powiedziałeś że jest taka grupka zielonych, która chce pokazać że nie ma sensu dążenie do fizyczności tylko trzeba się pogodzić ze stanem który jest.

O: Z tamtego poziomu też możesz osiągnąć oświecenie. Koniec.

P: A jak się ma do tego to coś co oni czczą? Ta oświecona istota. Jak się ma to ich pragnienie do tego ich „bóstwa”?

O: Nie można tego określać mianem korzyści lub niekorzyści, dla istoty oświeconej. Koniec.

P: No tak ale w jakiś sposób sam stwierdziłeś że ona czegoś chce względem ich, więc jakieś tam pragnienia czy potrzeby ma. Chyba że chodzi o to żeby wywołać jakieś inne odciski, jakąś karmę w tym wielowymiarowym wszechświecie, jakieś nieskończone splątanie, nowe warunki.

O: Stawiasz przed nami trudne zadania. Wytłumaczyć motywy istoty oświeconej, która ogarnia rzeczywistość dużo lepiej niż my. Koniec.

P: No to zostawmy to na razie.

O: Jesteśmy tylko kronikarzami. Koniec. Bardzo skromnymi, koniec.

P: No to jeszcze zostając chwilkę w tym temacie zadam jeszcze jedno ciężkie pytanie. Kiedyś mówiłeś o cytuję „Próbie przeprogramowania świadomości łącznika naruszającej zasady fair play, w czego konsekwencji zaingerowały byty, które przeniosły jego świadomość do innej rzeczywistości, gdzie będzie mógł odeprzeć atak.” Wtedy nie rozwinęliśmy tej odpowiedzi. Co to były za byty? Wtedy powiedziałeś że istoty o takim pierwowzorze świadomości jak nasz.

O: To był też łącznik w innej rzeczywistości. Spróbujemy ci to wytłumaczyć prosto. Gdy przed rozpoczęciem egzystencji te karteczki zostają rzucone do twojej koperty, ktoś te karteczki układa. Można to dopisać do doświadczeń o jakich wcześniej mówiłeś, po śmierci, na poziomie nadświadomości. W niektórych filozofiach mówi się o swego rodzaju pomocnikach, których mają ludzie w sensie duchowym. Oczywiście my nic tu o duchowości nie mówimy. Te istoty to wasza emanacja na poziomie bliższym absolutu niż teraz się znajdujecie. Koniec.

P: Czyli obrona samego siebie?

O: Można to tak nazwać.

P: Później wspomniałeś że „Zieloni byli wtedy wspierani przez wielowymiarową istotę, którą w waszym rozumieniu można określić jako pochodzącą z Oriona, a której cześć oddają zieloni.” Czyli byli wspierani przez to co czczą?

O: Tak.

P: [śmiech] No a jak to wygląda? Zbiera się ekipa zielonych na wypad i proszą silniejszego kolegę o pomoc? Nie chcę być ironiczny tylko ciekawi mnie jak to można zrozumieć.

O: Z twojego punktu widzenia kompletnie nie można a wsparcie jest nieświadome. Koniec.

P: Możesz powtórzyć końcówkę?

O: A wsparcie jest nieświadome.

P: Aha. Myślałem że oni jakoś wiedzą że on im pomaga.

O: Są tego świadomi jako koncepcji.

P: Czyli tak jak krzyżowcom wydawało się że im bóg pomaga na krucjacie?

O: Bardziej świadomi.

P: A takie pytanie: kiedy taka krucjata wyruszała na wojnę to, pomijając większość która chciała po prostu zarobić, kiedy tacy religijni fanatycy wierzyli że walczą dla chwały boga, tworzyli jakąś formę myślową dla której walczyli?

O: Oczywiście że tak.

P: Teraz takie pytanie mam może w temat może nie. Zapisałem sobie coś takiego: czy pewne wspomnienia lub wcielenia uznajemy za „przeszłe” tylko dlatego że pamiętamy kiedy…że czasem mamy przebłysk danego wcielenia bo przypominamy sobie miejsce w którym wiemy wszystko o naszych wszystkich życiach, ale pamiętamy to miejsce jako przed naszymi narodzinami dlatego uznajemy te wcielenia za poprzednie?

O: Twoje pytanie jest niejasne. Z punktu twojego widzenia to było kiedyś. Koniec.

P: Dlatego że odczuwam czas.

O: Tak.

P: Ale czasem są chwile w których człowiek traci poczucie liniowości czasu i wtedy czuje się że to wszystko jest teraz.

O: I do czego zmierzasz?

P: Do tego że te „poprzednie wcielenia”, to kiedyś to wspomnienia okresu sprzed narodzin? I w naszym mózgu układają się jako wcześniejsze?

O: Wszystkie karteczki były wcześniej w innych kopertach. Koniec.

P: Wcześniej też jako przenośnia bo nie ma wcześniej?

O: Z twojego punktu widzenia wcześniej.

P: Mówiłeś kiedyś że ludzie jakoś ewoluują, że zmienia się punkt widzenia i tak dalej. A skąd ludzie mają wiedzieć że za ileś tam X lat, kiedy w ludzkich mózgach faktycznie coś zacznie się zmieniać, skąd będą wiedzieć że to zmiana ewolucyjna a nie jakaś na przykład choroba? Kiedy jakiś czas temu miałem zaburzone poczucie liniowości czasowej stwierdziłeś że to brak równowagi w pracy mózgu. A jak za 2000 lat jakiś człowiek zacznie odczuwać coś takiego permanentnie to skąd będzie wiadomo że to nie żadna choroba?

O: Czy choroba nie może czynić zmian ewolucyjnych?

P: No może. Tak zresztą często bywało.

O: Twoje pytanie jest za mało precyzyjne i trochę pozbawione sensu. Przemyśl to. Koniec.

P: Ale ja mam coraz większy problem z takimi pytaniami. Mam coraz większy problem z konkretyzowaniem wypowiedzi bo wchodzimy na takie grunty gdzie człowiek coś czuje, doskonale wiem o co chodzi ale nie umie tego wyrazić słowami. Dopiero po tych kilku latach jak sobie tak rozmawiamy to zaczynam czuć to o czym kiedyś tam mówiłeś. Doświadczam tego na własnej skórze ale nie umiem tego opisać sensownymi zdaniami.

O: A jak ci od tych lat powtarzam żebyś medytował a ty się lenisz. Koniec.

P: A co ona da w tym kontekście? Będę umiał o tym mówić?!

O: Doświadczać i zachować ten stan na stałe. Koniec. Tu nie chodzi o słowa. My też nie jesteśmy wam potrzebni.

P: Ale się przydajecie.

O: Ale nie musi nas tu być. Więcej praktyki. Łącznik wreszcie się przełamał, teraz kolej na Ciebie. Koniec.

P: To się tak kumuluje i kumuluje… Po samym Konradzie wiesz jaki to jest wewnętrzny opór aby zacząć.

O: Dlatego musiało go spotkać to co wiemy. Oczywiście sama rozmowa z nami jest niezwykle budująca dla doświadczenia i rozwoju nawet wtedy kiedy nie zdajesz sobie z tego sprawy. Ale należy to utrwalić. Koniec. Poprzez samodzielną praktykę. Koniec.

P: Wiem o czym mówicie ale… jest taki moment kiedy ta koncepcja wewnątrz człowieka jest na granicy przełamania i wystarczyłoby zacząć praktykować. Wcześniej czy później to pewnie nastąpi, tak czy siak. Ten koncept jest już na tyle świadomy że ciężko go ubrać w sensowne wypowiedzi. Bardzo ciężko o tym mówić.

O: To że zamknęliście projekt na krótko przed wydarzeniami związanymi z łącznikiem to też nie był przypadek. Koniec.

P: Jak wszystko. Rzeczy które mnie męczą też wydają się z normalnej perspektywy okrutne ale dają w efekcie końcowym pozytywny wynik.

O: To nie jest tak że robisz to tylko dla siebie. Prędzej czy później zaczniesz to przekazywać innym i pomagać innym ludziom. Koniec.

P: No sympatycznie się teraz czuję. Mam jeszcze takie pytanie dotyczące pewnego uczucia a potem przejdziemy do tematu innego. Czy normalnym jest fakt że wraz z większą praktyką zmienia się perspektywa czasowa, przeszłość i przyszłość tracą znaczenie.

O: Możliwe.

P: Na ostatniej sesji nie zdążyłem zapytać o pewną planetę bo musieliśmy kończyć. Powiedziałeś aby zabawić się historią ludzkości no to się zabawmy. Kiedyś też rozmawialiśmy o zniszczonej planecie znajdującej się między Marsem a Jowiszem…

O: A co powiedzieliśmy wtedy?

P: O tej planecie?

O: Tak.

P: Że stamtąd przywędrował gatunek ludzki na Ziemię, że się wyniszczyli sami i było kilka stwierdzeń w stylu „zbyt duża różnica poziomów świadomości” które nie do końca były dla mnie zrozumiałe. Wtedy akurat zapytałem czy był taki okres w którym gatunek tamten oraz ten na Ziemi żyły równolegle. Chciałbym sobie to ułożyć chronologicznie i wsadzić to również w nasz model o którym rozmawiamy. Powiedziałeś kiedyś że ktoś zaprojektował gatunek ludzki. A czy ten pierwszy projekt znajdował się właśnie na tamtej planecie?

O: Tak.

P: Czyli na początku to tamta planeta była taką kolonią jak Ziemia?

O: To Mars wypchnięty ze starej orbity. Koniec.

P: Mars jest kawałkiem tamtej planety, tak?

O: Większym. Koniec.

P: A reszta to pas asteroid?

O: Z tym pasem to trochę przesada. Koniec.

P: Słowo pas to przesada, tak?

O: Ich łączna masa jest bardzo niewielka. Koniec.

P: A w czasach kiedy tam rozkwitała cywilizacja to Ziemia była pierwotną planetą pozbawioną cywilizacji?

O: Mniej więcej. Koniec.

P: A oni podróżowali w przestrzeni kosmicznej czy nie?

O: Tak. Koniec.

P: A zieloni też wtedy z nimi byli?

O: Tak. Koniec.

P: A oni byli ich świadomi na tamtej planecie?

O: Niektórzy byli.

P: Przypominali naszą cywilizację czy to co nazywałeś atlantydzką?

O: Atlantydę. Koniec.

P: I co się tam tak dokładnie stało że to wszystko poszło do piachu?

O: Wejście zewnętrznej planety w układ słoneczny. Koniec.

P: Wenus.

O: Tak.

P: Jakoś się zderzyły?

O: Nie zderzyły się ale bliski przelot zmienił orbitę. Koniec.

P: I to doprowadziło do kataklizmu?

O: Też.

P: Też? To co jeszcze?

O: Wywołane działaniami mieszkańców.

P: Gdzieś o czymś takim czytałem. Co oni takiego robili?

O: Używali technologii dużo bardziej zaawansowanej niż Atlantydzi, którzy zresztą są ich potomkami. Koniec.

P: I to ta technologia doprowadziła do jakiegoś kataklizmu?

O: Zaburzeń pod przestrzennych, które doprowadziły do incydentu kosmicznego z Wenus. Koniec.

P: Czyli tego przejścia.

O: Tak.

P: A kiedyś powiedziałeś że to wybuch supernowej spowodował wyrzucenie Wenus z jej macierzystego układu.

O: Tak.

P: Więc jaka była ich rola w tym wszystkim? Przyciągnęli dryfującą planetę?

O: Bardzo wszystko próbujesz spłaszczyć.

P: Chcę tylko zrozumieć.

O: To zdecydowanie wykracza poza liniową logikę, tak samo jak uderzanie skrzydeł motyla wywołuje huragan na drugim końcu świata, rozumiesz analogię?

P: Tak, rozumiem.

O: Po prostu niektóre rzeczy muszą się stać.

P: Ok.

O: A wszechświat posiada nieograniczone możliwości oddziaływania zjawisk na siebie i ich odbioru przez prawdziwą naturę. Koniec.

P: Ale z naszego punktu widzenia uderzenie skrzydeł motyla może mieć wpływ na pojawienie się huraganu ale efekt motyla dotyczy zjawisk w relacji bardzo ale to bardzo pośredniej. No ale dobra, zostawmy to.

O: Zabawa w manipulowanie czasem za pomocą ich technologii była bardzo ryzykowna. Koniec.

P: A to prawda że starali się zamienić Jowisza w drugie Słońce?

O: Prowadzono badania. Koniec.

P: I w momencie tego kataklizmu część z nich została przeniesiona na Ziemię czy wyginęli wszyscy i zostali odtworzeni?

O: Część z nich uciekła ale i tak zostali później odtworzeni sztucznie. Koniec.

P: Zostali odtworzeni na Ziemi poprzez modyfikację tutejszego gatunku naczelnych?

O: Mniej więcej.

P: I to byli ci ówcześni ludzi o ciemnej skórze? Bo badając różne mitologie można dojść do wniosku że człowiek o jasnej cerze pojawił się później.

O: Jasna i ciemna skóra związana jest też z gatunkiem z którego stworzono człowieka a właściwie przyśpieszono jego rozwój. Koniec.

P: A początkowo istniały obok siebie?

O: To znaczy?

P: No kiedy byli implementowani to te dwa gatunki istniały obok siebie?

O: Jakie gatunki?

P: No te jasne i ciemne.

O: Nie. Koniec.

P: Aha. Pierwotny był ten ciemny?

O: Ten ciemniejszy – naturalnie ewoluował. Koniec.

P: Czyli to co można znaleźć na przykład w Mahabharacie, czyli wprowadzenie „jasnego” człowieka przez bogów – to ten człowiek był bliższy tym którzy te eksperymenty prowadzili? To była modyfikacja ich własnymi genami?

O: Też.

P: A czy jest aktualnie na Ziemi jakaś rasa najbliższa pierwowzorowi?

O: Do kogo?

P: Do tych co tworzyli gatunek ludzki.

O: Biali blondyni o błękitnych oczach.

P: Czyli głównie ludy północne?

O: Tak.

P: A czy podobieństwo wizualne odzwierciedla również ich mentalność?

O: Nie koniecznie. Przypominam że wpływ na wygląd ma też klimat ziemski. Koniec.

P: A chciałem jeszcze nawiązać do Mahabharaty – czy opis tamtej wojny ma coś wspólnego z naszymi rozmowami o Atlantydzie? To są inne czasy?

O: To są podobne czasy. To ma związek z tym. Koniec.

P: Czyli ówczesne Indie należały do Atlantydy?

O: Drugiej frakcji. Koniec.

P: Czyli ciemnoskórzy należeli do drugiej frakcji a Atlantydzi byli „jaśni”? Czy być może ten epos opisuje coś innego, walkę wewnętrzną?

O: Dwie frakcje.

P: Ci synowie bogów, Pandawowie, to są Atlatydzi? Tak to można rozumieć? Dlaczego tak pytam…

O: [wzdycha jakby nie mógł znaleźć odpowiedzi] Zbyt wiele zakłamań w mitologii i w channelingach, tam zwłaszcza. Często i my określaliśmy Atlantydę jako całość cywilizacji w tamtym okresie. Oliwkowa – to była w rzeczywistości rasa która zamieszkiwała mityczną Atlantydę i świat zachodu. Biała frakcja jest tą drugą, znaną z mitologii hinduskiej. Koniec.

P: Aryjską?

O: Tak.

P: I Aryjczycy najechali Atlantydę?

O: Można tak powiedzieć. Koniec.

P: Do tego zostali stworzeni? Do podboju Atlantydy i ukrócenia planów tych, którzy nią władali?

O: Tak.

P: A technologicznie jak dali radę przeciwstawić się tym z Atlantydy? „Rodzice” im pomogli?

O: Nie czytałeś o pojazdach latających? Koniec.

P: Właśnie jeszcze nie bo wiele ksiąg czeka jeszcze na przetłumaczenie.

O: Jak przeczytasz całość to pogadamy. Koniec.

P: Jeszcze pytanie o takie społeczeństwo które przypominało mrowisko, o którym kiedyś wspominałeś. W jakim okresie można to umiejscowić? Społeczeństwo nastawione na życie w kolektywie.

O: Już umiejscawialiśmy. Około 40 tys. lat temu plus/minus 20. Koniec.

P: Przed Atlantydą?

O: To była ta Atlantyda. Już o tym rozmawialiśmy.

P: Trochę inaczej to wtedy wyglądało.

O: Być może źle nas zrozumiałeś.

P: To było na samym początku naszych rozmów. Zapytaliśmy cię o cywilizację „sto”. Powiedziałeś że była taka cywilizacja gdzie wszystko opierało się na służeniu innym ale że nam by się nie spodobało bo to był ich świadomy wybór by żyć dla kolektywu. Natomiast o Atlantydzie wspominałeś że to nie był świadomy wybór tylko technologiczna manipulacja ludźmi aby byli robotnikami, mrówkami. Że nie mieli własnej woli. Stąd widać rozbieżności.

O: Jak widać asystenci też cię źle zrozumieli. A to oznacza że niedługo pora się budzić. Zrozumieliśmy że mówisz o Atlantydzie. [cały czas mruczy jakby się męczył].

P: No to kończymy.

Pomóż i udostępnij na Facebook!