Menu

Sesja 65/15/08/10

Sierpień 15, 2010 - Sesje 2009/10

SESJA ARCHIWALNA -> Przeczytaj Wstęp do Transgresji

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


P (imię uczestnika) – pytanie
O – odpowiedź

O: Witam.

P: (G) Cześć.

P: (A) Dobry wieczór.

P: (G) Jak dzisiejsze wprowadzenie? Bez zarzutu?

O: Neutralnie.

P: (G) Kolejna przerwa spowodowała jeszcze większe zneutralizowanie was? Waszych cech osobowościowych?

O: Potwierdzam.

P: (G) A powiedz, czy kiedy posiadacie cechy osobowościowe, to jest jakaś różnica w przekazywanej treści oprócz tego, że się bardziej „różnie” z wami rozmawia?

O: Lepsza jakość komunikacji wpływa na zwiększoną szansę zrozumienia. Koniec.

P: (G) A to nie jest tak, że powinniście pamiętać te rzeczy? Przecież ludzki mózg zapamiętuje dość efektywnie. To nie są przecież przerwy kilkuletnie.

O: Pamiętamy. Koniec.

P: (G) Więc skąd się bierze ta neutralizacja, skoro wszystko przecież zostaje w pamięci?

O: Nieużywane połączenia. Koniec.

P: (G) Rozumiem. Chciałem dziś z wami porozmawiać o kilku ciekawiących mnie sprawach związanych z hipotetycznym tworem, o którym kiedyś rozmawialiśmy, a mianowicie z tą wspólnotą różnych planet, czy jak to nazwałeś „imperium”, które rzekomo istnieje w naszym ramieniu galaktycznym. Dalej twierdzisz że coś takiego faktycznie istnieje? Jest jakaś taka grupa? Jakiś taki twór?

O: Potwierdzam.

P: (G) Chciałbym z Tobą porozmawiać o kilku aspektach, a zacząć od dylatacji czasowej. Bardzo mnie interesuje to zagadnienie, ze względu na to, że … załóżmy na chwilę prawdziwość tego założenia, że istnieje taka grupa. I chciałem z Tobą porozmawiać na temat tego, w jaki sposób sobie z dylatacją czasu radzą. Jeśli spojrzeć na to za pomocą wiedzy, którą posiadamy, może być zła, może być dobra, ale na razie to odstawmy na bok, to …

O: Błędne założenie. Koniec.

P: (G) Dylatacja czasu w naszym rozumieniu jest błędnym założeniem?

O: Nie, patrzenie z perspektywy waszej wiedzy. Koniec.

P: (G) No ale jednak dylatacja czasu jest mierzalnym zjawiskiem, są wzory na to, jest podział na dylatację kinetyczną, uzależnioną od prędkości, no i grawitacyjną. … Inaczej, spytam najpierw tak – czy potwierdzasz to, że w obrębie planet o różnej wielkości i różnej gęstości składowej materii przestrzeń jest zaginana w inny sposób i przez to czas jest postrzegany inaczej? Zakładając jeden punkt odniesienia, kiedy patrzymy na dwie różne planety, to faktycznie czas płynie inaczej na jednej i na drugiej?

O: Tak.

P: (G) No właśnie, więc omówmy taki przykładowy układ, który mi się w głowie pojawił i mnie zaciekawił. Załóżmy że mamy planetę Ziemię i na tej planecie jest sobie jakiś ktoś, załóżmy jakiś ktoś kto nią nadzoruje. I nagle musi się udać na odległą planetę, która znajduje się o wiele bliżej serca galaktyki, więc ta planeta będzie zbudowana z bardziej zagęszczonej materii, więc będzie inne pole grawitacyjne. No i poleci sobie na tą planetę, spędzi tam mając przy sobie zegarek z Ziemi dwa miesiące, po czym wróci na Ziemię, a na Ziemi minie ileś-dziesiąt, ileś-set lat. Czy takie zjawisko mogłoby wystąpić?

O: W bardzo dużej teorii. Koniec.

P: (G) W praktyce nie?

O: W praktyce też, ale to już bardziej skomplikowane. Koniec.

P: (G) Czyli używamy tego modelu, o którym rozmawialiśmy wcześniej i zakładamy że jest jakaś cywilizacja, która potrafi podróżować między planetami za pomocą naginania czasoprzestrzeni, to zakładamy że podróż ta odbywa się z zerową prędkością. No bo to jest po prostu „zgięcie kartki”, czyli w jednym ułamku sekundy jest się w innej części czasoprzestrzeni, więc podróż nie odbywa się za pomocą prędkości. Więc dylatacja czasowa związana z prędkością odpada, ok. Ale jest przecież dylatacja grawitacyjna i jak pogodzić, załóżmy tysiąc planet, gdzie na każdej czas płynie inaczej. Jak w takim systemie zbudować jakieś zależności handlowe…

O: Zauważ jak umiejscowiliśmy to, jak to nazwałeś, wspólnotę. Koniec.

P: (G) Jak umiejscowiliście … Umiejscowiliście w ramieniu Oriona, tak?

O: Mniej więcej. Koniec.

P: (G) Czy chcesz powiedzieć, że ta wspólnota działa, tudzież egzystuje w obrębie tak zwanej ekosfery, czyli w oddaleniu od centrum galaktyki o mniej więcej jakiś wspólny promień, czyli że planety są złożone mniej więcej z podobnej materii?

O: Różnice nie są zbyt duże – na tyle aby móc administrować. Koniec.

P: (G) Aha. A czy w takim hipotetycznym tworze…

O: Poza tym podróż tak głęboko w stronę jądra byłaby bardzo uciążliwa i mogłaby się zakończyć porażką. Przy takich różnicach grawitacyjnych tunele podprzestrzenne są niestabilne. Koniec.

P: (G) Czyli tak naprawdę taki twór może egzystować tylko w określonej strefie dysku galaktycznego, tak? W mniej więcej podobnym promieniu od centrum?

O: Niekoniecznie. Koniec.

P: (G) Rozwiń to „niekoniecznie”.

O: Kwestia pojmowania i odczuwania takich zagadnień jak czas. Koniec.

P: (G) No to rozumiem, ale niemniej jednak są pewne siły, że się tak wyrażę oddziaływania, nie wiem jak to ująć, które tak czy siak będą wywierać wpływ na dane istoty, obojętnie jak one postrzegają czas. Dobra, zadam inne pytanie. Czy życie w galaktyce rozwija się tylko w tak zwanej ekosferze, czy są na przykład gatunki które żyją o wiele bliżej jądra, które tam wyewoluowały?

O: Jest taka możliwość. Koniec.

P: (G) A czy ten hipotetyczny twór, ta hipotetyczna wspólnota, mogłaby nawiązywać kontakt z takimi gatunkami? Starać się tam podróżować, eksploatować takie tereny?

O: Jest taka możliwość. Koniec.

P: (G) Ok. A jak w takiej wspólnocie wprowadzić pomiar czasowy? Przyjmuje się jakąś uniwersalną wartość, na przykład tak jak z Konradem kiedyś rozmawialiśmy o przyjęciu kalendarza na zasadzie jednostek astronomicznych?

O: Jest to jedno z możliwych rozwiązań. Koniec.

P: (G) W tym tworze o którym ty mówiłeś jak to wygląda?

O: Uniwersalne datowanie związane skomplikowanymi obliczeniami korelacji najważniejszych systemów. Koniec.

P: (G) Dobra.

O: Wybacz, zbyt skomplikowane wzory.

P: (G) Rozumiem. Dobra. Mam jeszcze jedno pytanie. Czy większość planet, które są w tej hipotetycznej wspólnocie, znajduje się w przedziale dysku galaktycznego, w którym życie bazuje na wodzie i węglu? Czy różnie?

O: Głównie tak.

P: (G) I większość tych planet ma atmosferę tlenową, gdzie do oddychania wykorzystywany jest tlen?

O: W zasięgu światów przynależnych do wspólnoty – tak.

P: (G) Znajdują się tam światy, na których oddychanie odbywa się za pomocą innych gazów, gdzie krew używa innych pierwiastków?

O: Wygląda to następująco: Jeżeli istoty, których organizmy są zbudowane z związków chemicznych na bazie węgla i posługującym się oddychaniem tlenowym zapoczątkowały wspólnotę, to logicznym jest że taka cywilizacja będzie szukała do zasiedlania i współprzynależności innych systemów, które spełniają ich warunki do przeżycia. Inne warunkowo systemy niesprzyjające życiu takich istot są włączane tylko jeżeli spełniają inne atrakcyjne warunki, na przykład unikalne zasoby. Koniec.

P: (G) A w sytuacji gdy znajduje się taka cywilizacja bazująca na innych pierwiastkach, taka która posiada na tyle zaawansowany stopień rozwoju, że załóżmy potrafi podróżować w podprzestrzeni i jest świadoma istnienia takiej wspólnoty ale ta wspólnota nie widzi atrakcyjności w tej cywilizacji, to co się wtedy dzieje? Żyją sobie koło siebie? Tamci są takimi outsiderami? Czy dochodzi do konfliktu? Jak to wygląda?

O: Ocena zagrożenia. Koniec.

P: (G) No załóżmy że są niegroźni. Nie są groźni bo mają jedną planetkę, fruwają sobie tu i tam, a znajdują się akurat w środku takiej wspólnoty, patrząc terytorialnie.

O: Umiejętność lotów międzygwiezdnych stanowi potencjalne zagrożenie dla, jak to nazywasz, wspólnoty. Zazwyczaj takie systemy są obserwowane i badane. Umiejętność lotów międzygwiezdnych jest bardzo unikalna w tym rejonie galaktyki poza wspólnotą. Koniec.

P: (G) Taka hipotetyczna wspólnota, imperium, twór społeczny…czy oni się na przykład dzielą technologią? Jeśli jakaś cywilizacja jest atrakcyjna, może im coś ofiarować, to czy dochodzi do jakiejś wymiany? Oni na przykład mogą wymienić się technologią która umożliwia załóżmy podróżowanie między planetami? Czy raczej jest to dość despotyczne – biorą co chcą i nie dają nic w zamian?

O: Logiczna ocena potencjalnych korzyści i strat w handlu bądź w starciu. Koniec.

P: (G) No dobra. Teraz mam jeszcze jedną sprawę. Mianowicie kwestia administrowania tak gigantycznym tworem. Z naszych ziemskich doświadczeń wiadomo że administracja dużym obszarem terenu jest ciężka, a co dopiero administrowanie załóżmy jakąś tam połacią kosmosu. W jaki sposób taka hipotetyczna wspólnota sobie radzi z administrowaniem i jakim obszarem? Ile systemów? W setkach, tysiącach, dziesiątkach tysięcy liczona jest ta liczba?

O: Administrowanie polega na wyznaczeniu czegoś w rodzaju namiestników bądź rad namiestniczych odpowiadających na danej planecie za realizację celów wspólnoty. W przypadku, gdy cele nie są realizowane, kwestia jest badana i decyduje się o ewentualnej interwencji. Koniec.

P: (G) A jaka jest w przybliżeniu liczba systemów takiego tworu? Chodzi o rząd wielkości, nie o wielkość.

O: Już dzieliliśmy się tą informacją, zajrzyj do archiwów. Koniec.

P: (G) O, no to już sam zaczynam zapominać. No dobra… Aneta, twój głos.

[problemy techniczne]

P: (G) Dobra, jest ok. No to twój głos, bo ja na razie zadałem pytania które chciałem zadać, które mnie interesowały w tej kwestii.

O: Wiemy dlaczego je zadajesz dlatego będziemy na tyle uprzejmi że coś ci podpowiemy, jeśli sobie życzysz.

P: (G) No to słucham, proszę o dyskretną podpowiedź.

O: Cywilizacje które nie zamieszkują stałych światów, tylko podróżują przez całą galaktykę, od głębszych systemów do rubieży. Koniec.

[fragment niepublikowany]

P: (G) No w porządku, Aneta, no to …

P: (A) Mi się po prostu skojarzyło, być może to jest zabawne skojarzenie, ale mi się te podróżujące cywilizacje skojarzyły z tym słynnym motywem Nibiru, który jest uprzejmy powracać zwłaszcza ostatnio na różnych, mniej lub bardziej szarlatanerskich forach.

P: (G) Szarlatanerskich …

[śmiech]

P: (A) No, mniej lub bardziej poważnych szczerze mówiąc, lub też niepoważnych, to zależy jak do tego podchodzą.

P: (G) Dobra, masz jakieś pytania?

O: Czy mówisz o tych od teleskopów? Koniec.

P: (G) Ale humor ma dalej cięty.

[śmiech]

P: (A) Również, ostatnio trochę w różnych miejscach się tego popojawiało i trochę tego aż za dużo.

P: (G) Też ostatnio o tym czytałem na jakimś tam … a to Ty mi pokazałaś.

P: (A) Tak.

O: A wy?

P: (G) Co? Co my?

O: Kiedy kupicie własny teleskop?

P: (G) No wiesz co, nie wiesz o tym Asystencie? Przecież my już mamy ukryty sprzęt, czeka sobie, na szafie tu stoi.

P: (A) Kto ma ten ma. Ja kupię jak wygram szóstkę w totka.

P: (G) Ale nie musisz Aneta, my już mamy tajną broń.

P: (A) No ale może za mała jest, ja lubię gabaryt.

P: (G) Nie, jest dobra, duża, tylko nie ma jej jak za bardzo używać na razie.

P: (A) A to w porządku.

P: (G) Konrad namówił mnie żeby ta broń została. Kiedyś to będzie nasz znak towarowy. [śmiech] Dobra, masz jakieś pytania Aneta?

P: (A) Na razie nie, może później jak czasu starczy.

O: Podobno oni mają taki nieziemski, ze stanów.

P: (G) No to mój wymięka.

[śmiech]

O: Wyleciał z latającej miski.

P: (A) Latające miski to ja umiem robić.

P: (G) Z czego? Co to za latająca miska?

P: (A) No opozycja do latającego talerza jak sądzę.

O: Ta ze zdjęć.

[w wypowiedzi Asystenta słychać coś podobnego do śmiechu]

P: (G) A czemu słyszę przebijający się śmiech?

P: (A) To nie ja.

P: (G) Nie, u Asystenta słyszę jakiś przebijający się śmiech. Czyżby łącznik nie wytrzymywał?

[cisza]

P: (G) Teraz się przygotowują, wiesz, powaga znowu…

O: Musicie go usypiać.

[śmiech]

P: (G) A co, za bardzo szarżuje? Co się dzieje tak poważnie? Przeszkadza ci?

O: Tak.

P: (G) No to pięknie. Od następnego razu wprowadzamy hipnozę znowu. Dobra …

P: (A) To co, mogę z tym pytaniem jechać?

P: (G) Tak, tak.

P: (A) Bo zasadniczo ja już mówiłam wcześniej, że zazwyczaj zbieram mniej lub bardziej głupie pytania na które Asystent może nawet nie chcieć odpowiedzieć, natomiast jedna sprawa mnie dręczy od dobrych parędziesięciu lat, mianowicie tak zwany eksperyment filadelfijski. Różne rzeczy na ten temat się czytało.

O: Już o tym mówiliśmy.

P: (A) Aha, no to nie doczytałam.

O: Przypomnij Grzegorzu.

P: (G) Możecie powtórzyć?

O: Przypomnij co mówiliśmy o eksperymencie filadelfijskim. Koniec.

P: (G) Przyznaję się bez bicia że mam słabą pamięć do tego typu tematów.

P: (A) No a ja przyznam się bez bicia że starałam się szukać po kluczu „eksperyment filadelfijski” i nie znalazłam w zapisie sesji, więc spróbuję jeszcze raz.

P: (G) Bardziej eksperyment Filadelfia jeśli już coś. Ja takich rzeczy po prostu nie bardzo pamiętam, nie zapadają mi w pamięć tego typu zagadnienia. Ale nic się nie stanie jeśli powtórzysz, może coś nowego wyjdzie.

O: Nieudana próba wytworzenia kamuflażu doskonałego. Koniec.

P: (G) A nieudana dlatego że im statek wyparował do innego wymiaru, czy nieudana bo się po prostu nie udało?

O: Do innej fazy. Koniec.

P: (G) No to nie gadaj, bo czegoś takiego to nie pamiętam z sesji.

P: (A) No właśnie.

P: (G) Może coś tam jakieś wspomnienie było, ale … to ciekawy temat! Taka odpowiedź już gdzieś padła ale nie w naszym projekcie. W innym.

P: (A) Ale to by oznaczało w takim razie, że możliwe jest, powiedzmy podejmowanie prób które w jakimś sensie pozwalają na przeniesienie powiedzmy trójwymiarowego człowieka do innej fazy.

P: (G) Ale zauważ że tutaj to był raczej efekt uboczny z tego co oni mówią.

P: (A) Całkiem możliwe, niemniej jednak wiele efektów ubocznych, gdyby tak podrążyć , mogłoby stać się głównym nurtem doświadczeń.

P: (G) Ale czekaj, istotne jest jeszcze jedno pytanie. Co się stało z załogą, o ile była, po przeniesieniu się do innej fazy? Ześwirowali?

O: Wielonarządowe uszkodzenia wewnętrzne, w większości przypadków śmierć. Nadmienić można iż ich nieobecność trwała mniej niż sekundę. Koniec.

P: (A) No to już mniej przyjemna informacja, rzeczywiście. Ale rodzi to inne pytanie – mianowicie, czy możliwe jest takie przygotowanie, czy też ochronienie człowieka w jego ludzkim ciele, żeby tego typu przeniesienie w inną fazę było dla niego nieszkodliwe?

P: (G) A ja mam znowuż zaraz jeszcze inne pytanie, no ale dobra…

O: W teorii jest. Inne prawa fizyki.

P: (A) Aha, czyli wymagałoby to czegoś w rodzaju, metaforycznie, klatki Faradaya, która w jakiś sposób odgranicza ciało człowieka od działania tych innych praw fizyki, ale równocześnie pozwala temu ciału operować w granicach tych zmienionych praw fizyki. Dobrze kombinuję?

O: Jedna z możliwości. Koniec.

P: (A) To moje ostatnie pytanie na razie, już cię Grześku dopuszczam. Czy istnieją lub mogą istnieć jakieś wymierne korzyści badawcze dla człowieka, żeby eksplorował tamten wymiar? Poznawcze możliwości, czegoś nowego by się dowiedział, istotnego dla szeroko pojętego rozwoju czy technologii, możliwe do zastosowania już w normalnym trójwymiarowym świecie. Czy to byłoby użyteczne?

O: Wasz świat nie jest trójwymiarowy.

P: (A) To było przybliżenie.

O: Bardzo niecelne. Koszty takich badań przewyższają ewentualne korzyści na waszym etapie. Koniec.

P: (G) Ja mam takie pytanie, bo mówiłeś o przeniesieniu do innej fazy. Ja zawsze myślałem, przynajmniej tak to sobie układałem, kiedy mówiłeś do nas o fazach, że my i tak cały czas jesteśmy w innej fazie, tylko że nasze zmysły są nastawione akurat na taki przedział, że widzimy to czujemy to i słyszymy to. Czy dobrze to rozumuję? Czy nie do końca? Zawsze myślałem że i tak jesteśmy rozciągnięci na pełen zakres, jakby to można powiedzieć, a że widzimy akurat ten wycinek.

O: Tak i nie. Koniec.

P: (G) Dlaczego tak, a dlaczego nie.

O: Fazy są na siebie nałożone, egzystując w jednej, w teorii egzystujesz we wszystkich. W zależności od … brakuje etykiet, nazwijmy to, gęstości fazy. Twoja obudowa jest w stanie zawierać interakcje w danym zakresie, dla danych wielkości fizycznych. Wybacz, bardzo trudno nam o tym mówić w sposób rzetelny, jeśli nie istnieją słowa które pozwalają nam na opisanie tematu. Koniec.

P: (G) Ale to dlatego między innymi kiedyś mówiłeś o tym, że zielonym taką trudność sprawiało ukazywanie się w naszej fazie i że jest to bardzo ciężkie?

O: Tak.

P: (G) A czy przypomina to trochę nakładające się na siebie folie z różnymi obrazkami, albo warstwy w programie graficznym? Szukam analogii.

O: Nie.

P: (G) Czyli złe myślenie. No dobra. Jak kiedyś znajdziesz jakąś analogię sensowną, jak się powiększy zasób słów czy … nie wiem, mechanizmów logicznych, to powiedz. Mam teraz pytanie trochę z innej beczki. W jaki sposób mogę wykorzystać energię produkowaną w moim organizmie, którą zazwyczaj mogę wykorzystać na przykład do wysiłku fizycznego, do rozmyślań, do czegoś innego? Jak mogę wykorzystać tą energię w trakcie medytacji? Na co mogę przekierować? Na uważność? Ostatnio myślałem o znalezieniu sposobu, który pozwalałby wykorzystywać energię przemiany materii w dziedzinie medytacji. Można by na przykład świadomie blokować pewne obszary, załóżmy na przykład obszar seksualny, który ma bardzo duży potencjał energii w ciele…specjalnie blokować ten obszar żeby wywoływać napięcie i przekierowywać go w odpowiednią stronę. Na co można przekierować w trakcie medytowania taką energię?

O: Dlaczego przekierować? W trakcie medytacji zapotrzebowanie energetyczne jest dużo niższe niż w stanie aktywności.

P: (G) No właśnie i dlatego stąd wzięło się moje pytanie. Zauważyłem że w trakcie medytacji organizm zaprzestaje właściwie całkowicie używać energii oprócz podstawowych czynności jak krążenie, podtrzymanie życia itd. Stąd padło moje pytanie, czy można stworzyć jakiś rodzaj medytacji, który będzie wykorzystywał energię? Wykorzystywał ją z pożytkiem.

O: Zacznijmy od tego abyś przeczytał artykuły mówiące czym jest medytacja na stronie thelinked.pl.

P: (A) Najlepiej te własnego autorstwa…

P: (G) Ale medytacja może ewoluować, można ją ubierać w różne ubrania. Chociaż w sumie mówiąc to co przed chwilą powiedziałem, to sobie odpowiedziałem na pytanie. Myślę że można to pozostawić bez komentarza.

P: (A) Wcale niekoniecznie. Myślę że wiele dziewcząt byłoby nam wdzięcznych za informację jak można dodatkową energię powstałą z nadmiaru jedzonka przekierować, aby się wypaliła i nie szła w tłuszczyk.

P: (G) Ale to są chyba …

P: (A) To był żarcik, spokojnie. [śmiech]

O: A próbowaliście soku z cytryny?

P: (G) Mówisz do osób chcących zrzucić tłuszczyk? [śmiech]

O: Żart.

P: (G) No, wiem. Ale z tym tłuszczykiem Aneta, żart ale pożyteczny, bo pokazał jak niewspółmierne jest zużycie energii, spytałem o coś, co jest zupełnie w innej skali, nie w tej lidze. Nie spalę tłuszczu myśląc.

O: Spalisz.

P: (G) Ale bardzo mało na przykład w stosunku do biegania, albo do wysiłku fizycznego.

O: Wizualizując wysiłek fizyczny.

P: (G) Ale wizualizacja musiałaby być bardzo…bodźcodajna, bardzo rzeczywista.

O: Podczas takiej wizualizacji twoje mięśnie pracują. Koniec.

P: (G) No ale w jakiś chyba bardzo…

O: Zdziwiłbyś się. Koniec.

P: (G) No nie, no nie jest to dziwne bo wiem że nieraz budzę się po jakimś śnie gdzie biegałem i nogi mnie bolą, mam zakwasy. Faktycznie musi się to dziać, tylko że we śnie jest to łatwiej osiągnąć, bo sny są tak rzeczywiste, że świadomość w nie wierzy. Natomiast ciężko uwierzyć w wizualizację.

P: (A) A gdyby tak zacząć śnić świadomie co noc?

P: (G) Najpierw się tego trzeba nauczyć.

P: (A) Ja chętnie.

P: (G) Jest to nawet ciekawe zagadnienie. Mógłbyś Asystencie nam na przyszłych sesjach pomóc w takim zagadnieniu?

O: Jeśli chcesz. Wracając do wizualizacji to tą formę stosują ludzie zawodowo uprawiający sport. Koniec.

P: (G) W ramach treningu, tak?

O: Tak. Jest to powszechnie znane w waszej psychologii sportu. Koniec.

P: (A) To by się zgadzało, bo nawet czytałam ostatnio książkę bodajże autora Słoweńskiego, który jest byłym trenerem sportowym i rzeczywiście wprowadził różne takie techniki, przynajmniej tak pisze, do trenowanych przez siebie drużyn.

P: (G) Ok, ja dziś nie mam więcej pytań.

P: (A) Ja jeszcze swoje przejrzę i ewentualnie zostawię na następną sesję, gdyż widzę tutaj datę, te pytania zapisałam 19. maja, jak niektóre z tych pytań przejrzałam to wydały mi się nadzwyczaj durne, więc przejrzę je jeszcze raz, zastanowię się czy one w ogóle mają sens, czy ja w ogóle chcę iść w tym kierunku.

O: Próbuj teraz póki możesz.

P: (A) A dlaczego następnym razem miałabym nie móc?

O: Niewiadomo kiedy Ci dwaj łaskawcy …

P: (G) [śmiech] Oj bez takich proszę…

O: … zdecydują się na telefon do nas. Koniec.

P: (A) No więc tak, pytanie może takie najbardziej związane z tym co w tej chwili robię. Częściowo odpowiedź już mam i kiedyś częściowo już o to spytałam. Otóż jest bardzo popularny system, powiedzmy Rosjanina Vadima Zelanda, który jest określany mianem transurfing’u. W dużym skrócie ten system zakłada że świat jest miejscem, w którym istnieje wszystko, w sensie wszystko jest, natomiast droga każdego człowieka przez ten świat polega tylko na wyborze czegoś spośród dostępnych dla człowieka wariantów. No i oczywiście polega to na tym, że czasami niektóre warianty…warianty są wszystkie, tylko niektóre są powiedzmy położone w zasięgu ręki dla danego człowieka, inne są w odległości metaforycznych kilku kilometrów czy nawet roku świetlnego. I ciekawa jestem po prostu czy ten system jest zbliżony do, znowu metaforycznej, rzeczywistości. Czy rzeczywiście jest tak, że wszystko jest a my tak naprawdę tylko wybieramy, przeciskamy się niejako przez różne opcje i sobie je wybieramy w zależności od tego co tam sobie pomyślimy czy uznamy?

O: To, że wszystko jest, jest chyba oczywiste. A kwestia wyboru – pamiętasz co mówiliśmy o jedności?

P: (A) Dużo bardzo tego było i nie jestem pewna o którym elemencie w tej chwili jest mowa.

O: O całej konstrukcji wszechrzeczy z perspektywy jedności.

P: (A) Sądzę, że bardziej to czuję niż pamiętam. Czy mam opisać jak to czuję?

O: Jedność wybiera. Jedność jest też człowiekiem ale jest też jego komórkami, narządami, genami, jego otoczeniem. Koniec.

P: (A) Pamiętam sesję w której było ćwiczenie, aby stać się tym co robimy, stać się tą filiżanką herbaty, stać się tą klamką którą chwytamy i wtedy rzeczywiście czuje się coś niesamowitego.

O: Czy to pytanie?

P: (A) Nie, przepraszam.

O: Proszę.

P: (A) Kolejne pytanie to jest takie z gatunku sensacyjnych. Otóż wokół rzekomego pierwszego lotu Jurija Gagarina narosło sporo kontrowersji. Ciekawa jestem czy rzeczywiście ten lot miał miejsce? Mówię konkretnie o dacie 12 kwietnia 1961 roku. Czy też raczej jakieś loty kosmiczne były wykonywane wcześniej? Czy jakaś katastrofa nastąpiła?

O: A żeby to jedna. Koniec.

P: (A) Konkretnie mam na myśli katastrofę pojazdu kosmicznego wypuszczanego przez Rosjan, w tym zakresie dat, powiedzmy kilka, kilkanaście dni wcześniej przed tym 12 kwietnia.

O: I wcześniej. Nie patyczkowali się. Koniec.

P: (A) To jest akurat ponura ale powszechna wiedza na ten temat. Natomiast ciekawa jestem czy rzeczywiście Gagarin obleciał kulę ziemską wtedy, ponieważ jego relacja jest niespójna. Czy może była to po prostu ściema propagandowa? Tak brzmi pytanie – obleciał, czy nie?

O: Tak. Koniec.

P: (A) Kolejne pytanie z serii sensacyjnych, które może wydawać się nadzwyczaj idiotyczne no ale skoro jechać to puszczając się poręczy.

P: (G) Musisz, bo nie wiadomo kiedy łaskawcy się zlitują.

P: (A) No właśnie, otóż…Kiedy przelatywałam sobie rozmaite teorie spiskowe, najbardziej ześwirowane najczęściej, postanowiłam uczepić się tej bardziej fantastycznej. Czy rzeczywiście jeden z członków grupy The Beatles, konkretnie Paul McCartney, zginął w wypadku w 1966 roku i został zastąpiony sobowtórem, czy też jest to straszliwa ściema?

P: (G) Skąd żeś to wytrzasnęła!? [śmiech]

P: (A) Jest taka teoria spiskowa, naprawdę.

O: Następne pytanie.

P: (A) Tak myślałam. [śmiech]

P: (G) Takie głupoty aż się wymyśla? Ja nie mogę…

P: (A) Wiesz co, podrzucę ci linka, będziesz się śmiał.

P: (G) Nawet nie chcę. [śmiech]

P: (A) Dlaczego? Już się śmiejesz. Ja się śmiałam naprawdę głośno. No dobrze, kolejne pytanie, które nawiązuje do jednej z poprzednich sesji. Otóż była sobie sesja podczas której wgrano świadomość jaszczura. W nawiązaniu, ciekawa jestem czy miałoby sens i czy byłaby możliwość żeby wgrać świadomość tak zwanego metaforycznie „Oriona”, z tej jak to mówiłeś Grześku, hipotetycznej wspólnoty.

P: (G) To chyba sama sobie będziesz wgrywać bo ja po tamtej sesji mam dość.

[śmiech]

P: (A) No tak, ty uczestniczyłeś, ja nie uczestniczyłam, tak więc…

P: (G) To nie była raczej przyjemna rozmowa.

O: Jest nagranie wideo.

P: (G) O właśnie, chcesz to możesz sobie zobaczyć.

P: (A) Nie widziałam, musiałabym zobaczyć rzeczywiście. Natomiast pierwsza część pytania brzmi – czy w ogóle miałoby to sens. Czy niosłoby to jakąś wartość poznawczą dla nas, dla Grześka i dla mnie?

P: (G) Zawsze niesie.

P: (A) No tak ale czy nie byłoby tak jak w przypadku tego przejścia do innej fazy, mianowicie czy nakład…

O: W porównaniu niebezpieczeństwa takiej sesji, a sesji w Krakowie, to ta w Krakowie była jak niewinne zabawy dzieci w piaskownicy. Koniec.

P: (G) No to powodzenia…

[śmiech]

P: (A) Ee, to ja mówię pas w takim razie i się wycofuję z pomysłu.

P: (G) A dlaczego tak mówisz? Mówię do Asystenta. Wiąże się to z tym że tamta pseudo-osobowość, ta symulacja, była pozytywnie nastawiona niejako do Konrada? O to chodzi?

O: Tak.

P: (G) Aha. No a moglibyśmy wybrać z tej grupy osobnika tolerancyjnego, które jest taki otwarty dla wszystkich.

O: Istnieje prawdopodobieństwo ingerencji. Koniec.

P: (G) Znaczy się oni nie są negatywnie nastawieni, oni po prostu kierują się chęcią zysku niejako tylko.

O: Mówię o tych wyżej. Koniec.

P: (G) „Mówisz o tych wyżej koniec”. Ale o kim wyżej? O jakimś Orionie wyżej? O to chodzi?

O: Tym poza materią. Koniec.

P: (G) O tym o którym rozmawialiśmy przy snach o dziecku?

O: Na przykład.

P: (G) Aaa. A wtedy jak robiliśmy tamtą sesję to nie było takiego zagrożenia?

O: Była przygotowana i zabezpieczona, zagrożenie było niższe. Nie byliście tam sami. Koniec.

P: (G) Wynająłem ochronę na to…

O: Nawet pokazywał palcem.

P: (G) Szkoda tylko że ja jej nie widziałem.

O: Koniec.

P: (G) Jeszcze jedno ciekawskie pytanie z mojej strony. Ten osobnik, który wtedy był pokazany palcem, jaki jest jego stosunek do nas? Stosunek emocjonalny. Pogarda? Neutralność? Politowanie?

O: Miałeś kiedyś gryzonia w klatce?

P: (G) Miałem, tylko że ja go nie trzymałem w klatce. Ale miałem, biegał sobie.

O: Coś w tym stylu.

P: (G) Aha, czyli ogólnie pozytywne! „Masz tu czekoladkę, tu cię pogłaszczę, tu sobie pobiegaj.”

P: (A) Ewentualnie – ojej, biedny pajączek wylazł na gorący asfalt, włożymy go pod liścia.

P: (G) Gdyby tak nagle mój brat stał się takim królikiem … o kurde, całkiem jak w „Kingsajzie”.

O: A chciałbyś ją zobaczyć?

P: (G) Nie wiem co odpowiedzieć bo się boję. [śmiech] Z czystej ciekawości zapytałem. Jeszcze będą mi się śniły teraz jakieś koszmary…

P: (A) A propos widzenia różnych rzeczy, to rzeczywiście kiedyś się bałam widzenia różnych rzeczy.

P: (G) Nie, tak powiedziałem sobie z czystej ciekawości na tamtą chwilę bo pokazywał palcem na puste powietrze, dlatego mówię że szkoda że wtedy nie widziałem. Chociaż jakbym zobaczył to raczej dziwnie mogłaby się ta sesja potoczyć. Z butów bym wyskoczył, czy coś takiego. Na tamtą chwilę może i lepiej że nie widziałem.

P: (A) W takim razie ja mam jeszcze myślę że ostatnie pytanie. Przyszło mi w tej chwili do głowy, w momencie w którym zaczęliście mówić o widzeniu czegoś, co było niewidoczne. Otóż ostatnio z kolei trochę zafrapował mnie temat opętań, zwłaszcza takiego tak zwanego jednego z najsłynniejszych opętań, później Grzesiek podam ci może linka do niego żebyś się wprowadził do tematu. Ja natomiast chciałam się dowiedzieć, bo naprawdę nie pamiętam tego z żadnej z poprzednich sesji, być może było, jeżeli było to uczciwie powiem że albo wyparłam albo zapomniałam. Natomiast chciałam zapytać czym mogą być takie najbardziej ewidentne opętania? Wiem że była mowa już na temat zjawisk typu telekineza, typu właśnie poltergeisty, natomiast opętania z sesji sobie nie przypominam, natomiast te rzeczy nierzadko bywają rzeczywiście bardzo ewidentne.

O: Brak równowagi chemicznej mózgu.

P: (A) I to rzeczywiście prowadzi do tak ewidentnych zjawisk jak mówienie dziwnymi językami, jak tak potworna siła, takie wykrzywienia twarzy niesamowite? To wszystko może nasz normalny wydajny mózg?

P: (G) Wiesz co Aneta, myślę że jakbyś nie miała jakichś blokad wbudowanych w ciele, to twoje mięśnie byłby na tyle silne że by ci kości połamały. Wydaje mi się że mamy taką możliwość tylko są pewne ograniczniki wbudowane.

O: Spójrz na relację ludzi którzy działali pod wpływem silnej adrenaliny w sytuacjach zagrożenia życia. Koniec.

P: (A) Wiem, można w tym momencie nie czuć bólu nawet po bardzo ewidentnych ranach, to akurat prawda. Ciekawi mnie natomiast jeszcze jedna sprawa, bo rzeczywiście nie wierzę w żadne mniej lub bardziej osobowe demony które opętują, natomiast ciekawi mnie dlaczego te rzekome demony reagują czasami, nie zawsze, ale czasami, na egzorcyzmy. To też tkwi w mózgu? Po prostu osoba, która rzekomo jest opętana wierzy że to na nią podziała? To w ten sposób działa?

O: Tak.

P: (A) To by sporo tłumaczyło, dziękuję.

O: Tym bardziej, że działają egzorcyzmy tych religii, które dominują w danym kręgu kulturowym osoby chorej. Poza tym często egzorcyzm to zdarzenie mocno ekstremalne dla całego ciała. Koniec.

P: (G) Takie elektrowstrząsy w szpitalu psychiatrycznym…

P: (A) To jeszcze tylko zapytam, czy jest możliwe jakieś wpływanie…jak to określić…wiadomo że wpływanie jest możliwe, bo chociażby mówiąc coś do kogoś wpływasz na niego, natomiast ciekawa jestem czy jest możliwe coś takiego jak wpływanie powiedzmy bytów niematerialnych, tych których nie można wyczuć czy nie można sobie uświadomić, na osobę taką jak Grzesiek czy ja. W sensie czy rzeczywiście można coś zrobić nieświadomie, czy podszeptem czy będąc skłonionym przez taki byt? Bez własnej świadomości?

O: Tak.

P: (A) A jak się przed tym najlepiej chronić oprócz ćwiczenia świadomości, uważności, medytacji?

O: Ćwicząc świadomość, uważność, medytację. Koniec.

P: (A) To dziękuję, ja w takim razie nie mam już więcej pytań, muszę przemyśleć to czego dowiedziałam się dzisiaj.

O: Ale nie strasz ludzi.

P: (G) [śmiech] Wiesz ilu teraz będzie się przejmowało po takiej sesji?

O: To możliwe ale mało prawdopodobne. Choć Zieloni stosują techniki podsycania emocji ale to tylko z przyczyn hodowlanych – jak dojenie krów. Koniec.

[fragment niepublikowany]

P: (G) A następna sesja nie będzie tak daleko, może łaskawcy zdecydują się na mniejsze przerwy.

[śmiech]

P: (A) Miejmy nadzieję, ja w każdym razie bardzo dziękuję.

O: Wszystko ma swoją cenę. Koniec.

[śmiech]

P: (G) Dobranoc.

P: (A) Dziękuję i dobranoc.

Pomóż i udostępnij na Facebook!