Menu

Sesja 64/30/06/10

Czerwiec 30, 2010 - Sesje 2009/10

Bardzo ciekawa sesja, której głównym zagadnieniem jest kwestia świadomości. Jej mechaniki, tego jak biologicznie mogła ewoluować i jak możemy rozważać jej istnienie na płaszczyźnie innej niż biologiczna.

SESJA ARCHIWALNA -> Przeczytaj Wstęp do Transgresji

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


P – pytanie
O – odpowiedź

O: Witamy.

P: No cześć. Jak tam sprawność sprzętu po długiej przerwie?

O: Niezrozumiałe pytanie.

P: Poprzez „sprzęt” miałem na myśli mózg Konrada.

O: Przejdźmy do pytań.

P: Co taki niecierpliwy?

O: Odzwyczailiśmy się od waszego poczucia humoru. Koniec.

P: A jak brak dłuższego kontaktu z nami wpływa na was?

O: Zanikanie połączeń neuronowych. Koniec.

P: A czy te połączenia odpowiadają za waszą szczątkową osobowość?

O: Tak.

P: Czyli im dłużej nie będziemy z wami rozmawiać, tym staniecie się bardziej… informacyjni? Bez żadnej nakładki osobowości?

O: Tak.

P: Dobra. Pewnie wiesz, o czym ostatnio rozmawialiśmy w sprawie naszych sesji i powiedz, czy powinniśmy zachować jakieś środki ostrożności, wchodząc znów w tematy bardziej przygodowe?

O: Jak uważacie.

P: Pytam, bo sam kiedyś poleciłeś wykonywać pewną wizualizację.

O: A wy tego nie robicie. Koniec.

P: No, to fakt. A czy dalej uważasz, że jest jakieś zagrożenie, które wymagałoby… albo inaczej, przed którym dobrze byłoby tę wizualizację wykorzystywać?

O: Nie stosuje się jej „przed czymś”.

P: Według tego, co tłumaczyłeś, stosuje się ją jako ochronę przez akceptację.

O: Ale nie przed czymś. Raczej działanie wspomagające. Koniec.

P: Wspomagające co? Nasz system obronny, nasze dążenia do czegoś, naszą zdolność akceptacji, przez którą jesteśmy chronieni?

O: Ostatnie. Koniec.

P: A czy takie dłuższe przerwy wpływają – w ogólnym rozrachunku – na kontakt pozytywnie, czy negatywnie?

O: Nie da się jednoznacznie sprecyzować. Koniec.

P: Może bardziej konkretnie: taki odświeżony, wypoczęty umysł lepiej będzie się nadawał do następnych połączeń?

O: Pod jakim względem?

P: Kiedyś powiedziałeś, żeby sesje robić rzadziej.

O: Tak.

P: Miało to taki cel, aby umysł odpoczął.

O: Tak.

P: A czy zbyt długie przerwy będą miały negatywny skutek?

O: Jak teraz, problemy z porozumiewaniem. Koniec.

P: Między tobą a Konradem?

O: Między nami, a zewnętrznym światem. Koniec.

P: A ma to związek z tym, że świadomość Konrada nie jest uśpiona i ciało nie wie, czyje polecenia wykonywać, twoje czy jego?

O: Nie.

[Mówi jakby z trudem, często zatrzymując się i jakby szukając słów.]

P: Domyślam się w takim razie, że bardziej chodzi o artykułowanie wypowiedzi?

O: Duży problem z doborem słownictwa. Koniec.

P: No to przejdę może do pytań, chyba że chcesz jakiś trening? Może taka luźna rozmowa?

O: Pytaj.

P: No to jak wiesz, chcieliśmy wrócić do pytań przygodowych, które sprawiały kiedyś dużą frajdę. W kwestii „pracy nad sobą” to raczej powiedziałeś wszystko, co można, nie da się w kółko obracać jednego obrazka i patrzeć na niego z każdej strony, trzeba się za to zabrać samemu, a my natomiast chcieliśmy wrócić do zabawy. Jako pierwsze może z takich pytań to chciałem dowiedzieć się, czy coś przez ten okres…

O: Oba tematy powinny być łączone w zdrowych proporcjach. Koniec.

P: W porządku, bez przeginania ani w tą, ani w tą. Czy podczas tej dłuższej przerwy działo się w naszym życiu coś, czego nie jesteśmy świadomi? Ktoś nas odwiedzał, ktoś próbował coś namieszać?

O: Nieistotne.

P: W ten sposób to się nie pobawimy… Tak to możesz odpowiadać na każde takie pytanie.

O: Nie działo się nic nadzwyczajnego. Koniec.

P: A jak zacznę teraz wypytywać cię o tę pierwszą, według naszego rozumienia czasu, rasę w Drodze Mlecznej, to powiesz, że to nieistotne, czy będziemy mogli o tym porozmawiać?

O: Jeśli chcesz. Koniec.

P: Kiedyś stwierdziłeś, że była pewna rasa, która zaczęła rozsiewać życie, gdyż stwierdzili, że są sami. Czy oni byli faktycznie pierwszą rasą w tej galaktyce i nie było poza nimi nic żywego?

O: Inteligentną.

P: Czyli można powiedzieć, że wyewoluowali jako pierwsi, tak?

O: Tak.

P: Stwierdziłeś też, że zaczęli później rozsiewać życie za pomocą komet, życie na własne podobieństwo. A czy oni powstali, ich ewolucja była całkowicie samoczynna i naturalna? Bez jakiejkolwiek ingerencji?

O: Tak i nie. Koniec.

[Słychać problem w przelaniu informacji na słowa.]

P: Dlaczego nie?

O: Dlaczego oni powstali w ujęciu relatywistycznym – wzajemne oddziaływanie Wszechświata nadające wartość swego samoistnienia. Koniec.

P: Czyli według ludzkich standardów po prostu wyewoluowali.

O: Obniżasz ludzkie standardy.

P: W takim razie nie zrozumiałem wypowiedzi. Ewolucja – dzięki odpowiednim warunkom i składnikom na danej planecie, przez eony wytworzyło się tam życie.

O: Mniej więcej.

P: Jakaś inna inteligentna rasa wsadziła tam swój paluszek?

O: Tak i nie. Wszystko się kręci, a przeszłość zamienia się z przyszłością. Powinno ci wystarczyć, że wyewoluowali. Koniec.

P: Ale temat jest ciekawy, o zamieniających się przyszłości i przeszłości. Moglibyśmy o nim porozmawiać?

O: Jeśli sobie życzysz.

P: Czyli z jednej strony, patrząc z naszego punktu widzenia, można powiedzieć, że istoty te wyewoluowały według określonego schematu, ale patrząc na to z tej perspektywy, o której powiedziałeś, czyli czegoś, co zjada swój własny ogon, to w tej ewolucji było jakieś inteligentne zamierzenie? Dobrze sobie to układam w głowie? Niekoniecznie jakiejś rasy, chodzących organizmów. Mogłoby to być zamierzenie czegoś, czego nie jesteśmy nawet w stanie zrozumieć.

O: Nie można mówić o inteligentnym zamierzeniu Wszechświata, aczkolwiek sieć powiązań jest tak gigantycznie skomplikowana, że może to wyglądać w ten sposób, jednak takie nie jest. Nie dziel, bo nie ma żadnego inteligentnego planu, ale nie ma planu w ogóle. Koniec.

P: Tak naprawdę chodzi w tym o to, że Wszechświat tworzy to, co go potem buduje? Tak jak ja bym tworzył małe elementy, które jednocześnie są moimi składowymi. W takim kontekście można zrozumieć brak czasu. Jest to ciężkie, powoduje errory w głowie, ale można to trochę złapać.

O: Myślę, że jeszcze ci daleko do tego. Koniec.

P: Nie wątpię! A czy ewolucja tej rasy przypominała to, co my zakładamy jako schemat ewolucji naszej rasy? Pokrycie planety mikroelementami, pierwsze związki, mikroorganizmy i potem już cały łańcuch?

O: W dużym uproszczeniu, zresztą to na waszej planecie było podobnie. Kometa z bardziej zaawansowanymi cząstkami tylko to przyspieszyła. Koniec.

P: A pomijając kometę, to czy sam schemat ewolucji organizmów, u początków Ziemi, jest dobrze opisany w książce „Samolubny gen”?

O: Opis jest mocno uproszczony, ale prawidłowy. Koniec. Zamierzenie, sam sens, idea jest prawidłowa, natomiast opis głęboko uproszczony. Koniec.

P: A czy we Wszechświecie istnieje taka zależność, że każdy obiekt dąży do maksymalnej stabilizacji? Wszystko chce się stać jak najbardziej „twarde”, stabilne?

O: Wszystko dąży do spokoju. Koniec.

P: Czyli można powiedzieć, że fala wywołana przez Wielki Wybuch dąży do tego, aby się powoli wyciszyć?

O: Tak.

P: Dobrze. No i mamy taką rasę, wyewoluowali sobie. Byli do nas jakoś podobni wyglądem?

O: Byli humanoidami, ale zdecydowanie wśród was by się nie ukryli. Koniec.

P: A mógłbyś podać przykład? Z ciekawości, aby podać zakres możliwości.

O: Co konkretnie?

P: Skóra, twarz, włosy, oczy. [chwila ciszy] Choć to trochę głupie. Przecież tu można sobie wymyślić, co się chce, wszystko zależy od warunków na planecie. Cofam pytanie, gdyż jest bezsensowne.

O: Problem z tym pytaniem polegałby na tym, że oni ciągle ewoluowali, jak wy, a wygląd się zmieniał. W końcowym etapie przed wymarciem byli wysocy na trzy metry, chudzi, nieowłosieni, podłużne twarze, przypominające modliszki. Duże oczy, niemal jak szarych z filmów science-fiction. Dwie pary ramion. Koniec.

P: Jakie ewolucyjne założenie może być w dwóch parach ramion? Nie potrafię sobie wyobrazić sensownego założenia dwóch par ramion u humanoidów [to było bardziej głośne myślenie, niż sensowne pytanie]. Czy oni pochodzili od czegoś, co my moglibyśmy nazwać insektami, owadami? My pochodzimy od naczelnych, a oni mogli od takich owadów?

O: Na ich planecie trudno porównywać rodziny zwierząt z waszymi, ale wyobraź sobie połączenie owada i ssaka. Koniec.

P: A dlaczego gatunek wymarł? Takie jest przeznaczenie każdego gatunku?

O: Nie ma przeznaczenia.

P: No ale wszystko, co powstało, kiedyś się rozsypie. Tylko to, co nie powstało, będzie trwać.

O: Filozofujesz.

P: [śmiech] No dobrze. Dlaczego wyginęli? Sami się do tego przyczynili? Jakaś katastrofa? Ciężko sobie wyobrazić, że coś tak zaawansowanego, cywilizacja mogąca kolonizować planety po prostu wyginęła.

O: Ewolucja też popełnia błędy. Koniec.

P: Przy czym widzisz, może popełnić błąd w danym środowisku, ale na taką skalę? Tak zaawansowana istota, która potrafi skonstruować mikroorganizmy, których ewolucja będzie przebiegać wedle przybliżonych schematów…

O: To też może być błąd ewolucji.

P: Organizmy, czy ich powstanie?

O: Umiejętność.

P: Tworzenia życia?

O: Na przykład.

P: Ciężko rozpatrywać to w kontekście błędu. Czy cokolwiek jest błędem?

O: Relatywnie może być. W tym przypadku rozpatrujemy w odniesieniu do ich przetrwania. Koniec.

P: Aha. No to idąc dalej tym tokiem myślenia, czy błędem tym mogło być faktycznie stworzenie życia, które później ich przyszpiliło?

O: Zniszczyły ich na przykład modyfikacje genetyczne i różne kataklizmy. To było bardzo rozległe imperium, nie ma jednoznacznej przyczyny. Trwało to wiele lat, degeneracja genetyczna plus globalne czy nawet galaktyczne incydenty, jak wybuchy supernowej. Koniec.

P: A czy dożyli czasów, w których któreś z ich zasianych dzieci już dojrzały?

O: Co przez to rozumiesz?

P: Czy nawiązali kontakt z jakąś inteligentną cywilizacją, którą sami stworzyli?

O: Tylko z takimi, które wyhodowali w warunkach laboratoryjnych.

P: A ta technika, o której wspominałeś, te komety. Dość interesujące – strzelali kawałkami kamieni na oślep?!

O: Coś w tym stylu.

P: Jaki był w tym subiektywny cel, skoro później nawet nie sprawdzali wyników? Liczyli, że zobaczą efekty, robili to bezinteresownie, czy może czuli instynktowną potrzebę rozsiewania swoich genów?

O: Instynktowna potrzeba powielania. Koniec. To zaczęło się w schyłkowej fazie ich egzystencji. Koniec.

P: Chcieli się zabezpieczyć?

O: Coś pozostawić. Koniec.

P: Podróżowali poza tę galaktykę, czy to wykracza poza możliwości?

O: Jest możliwe. Oni też to robili. Koniec.

P: Udało im się zasiać swoje geny poza galaktyką?

O: Tak. Koniec.

P: W tym temacie to wszystko.

O: Oczywiście część z nich przeżyła.

P: Do dzisiejszych „czasów”?

O: Poza czasem.

P: Osiągnęli taki wgląd, że wyszli poza czas?

O: I ograniczenie przestrzenne.

P: To, co nazwałeś oświeconymi?

O: Tak.

P: Kiedy ja umieram, to również wychodzę poza czas i przestrzeń.

O: Tu chodzi o egzystencję w tym stanie. Kiedy ty umierasz, wszystko zostaje wlane do jednego stawu. Koniec.

P: A oni pozbywając się ciała nie wlali się do stawu?

O: Tak.

P: Ciekawe. Jest jakaś zależność między częstą medytacją, a zwiększoną częstotliwością występowania deja vu? Jest jakaś zależność, czy ciężko to określić, zbiegi okoliczności?

O: Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć.

P: Wracając do pewnego tematu. Kiedyś rozmawialiśmy z Konradem o ludziach oświeconych. Konrad doszedł do pewnych konkluzji. Czy oświecenie następuje, kiedy przekroczy się pewien krytyczny punkt, po którym ten stan już pozostaje, czy być może jest to tylko stan chwilowy? Czy oświeconym się jest tylko chwilami?

O: Zależy, jak na to spojrzeć. Możesz być przez chwilę w sensie chwilowego zrozumienia pełnego, ale jest też punkt, po przekroczeniu którego stajesz się jak oni, ale ma to też związek z ewolucją. Koniec.

P: Z ewolucją ma związek stanie się jak oni? Czyli ewolucja w pewnym punkcie umożliwia wyjście poza czas i materię?

O: Tak.

P: A wracając do takiego naszego pojęcia oświecenia, wglądu, używanych wśród ludzi. Czy my tutaj też posiadamy pewną granicę, po przekroczeniu której nie da się wrócić do poprzedniego stanu, czy faktycznie są to tylko pewne przebłyski, satori?

O: Na ogół tak jest, jednak możliwe jest odejście. Właściwie to przyjście. Koniec.

P: Dobrze. Chciałbym zadać ci pytanie na ten temat. Właściwie przyjście, bo człowiek jest bliżej prawdy, w niej. Zależy też to od punktu widzenia – zadam pytanie, które umożliwi mi zrozumienie czegoś. Czy taki przykładowy Budda osiągnął taki poziom oświecenia, w którym przekroczył granicę?

O: Mówisz o tej konkretnej postaci?

P: Tak, tej, którą nazywamy Siddhartha Gautama.

O: Nie.

P: Dlaczego zapytałem o niego – ponieważ miał uczniów. Chciałbym się dowiedzieć, czy… ułożyć to sobie w głowie. Czy jeśli taka osoba osiągnęłaby taki poziom wglądu, który umożliwiłby jej „przyjście”, załóżmy byłaby to moja żona czy ojciec, to te osoby zniknęłyby z mojej rzeczywistości?

O: Nie, dlaczego?

P: No właśnie… dlaczego? Kiedyś rozmawialiśmy o ludziach osiągających wgląd czy oświecenie, w kontekście hologramów i posiadania przez każdego z osobna swojego iluzorycznego świata. Iluzorycznego i jednocześnie nieiluzorycznego. Tak się zastanawialiśmy, czy osoba osiągająca oświecenie w środowisku X, posiadająca swoich uczniów… dla nich dalej może być mistrzem, on ich uczy, mówi do nich i tak dalej, ale znowu z jego punktu widzenia ta rzeczywistość może już nie istnieć, może być czymś całkiem innym.

O: A pytanie?

P: Czy dobrze wtedy rozumowaliśmy?

O: W pewnym sensie ty także istniejesz, bo możesz mieć relacje z czymś innym. Są też dwie drogi: jedna – gdy poddajesz się Wszechświatowi, jesteś otwarty i akceptujesz jego niespodzianki, płyniesz na jego fali swobodnie; jest też druga, równie ciekawa droga – kiedy kreujesz swój Wszechświat, ty sterujesz falą. Koniec.

P: W głębi to chyba nie różnią się od siebie, jak się nad tym zastanowić.

O: W głębi nie, ale najpierw będziesz przechodził przez powierzchnię. Koniec.

P: No racja. Jakoś tak samoczynnie zeszliśmy na temat, o którym ostatnio rozmawialiśmy. Jest to temat, któremu chcieliśmy poświęcić sesję, ale nie mogliśmy się jakoś zebrać – książka „Samolubny gen”. Czy tam padło dobre wyjaśnienie samoświadomości? Szczerze powiem, że przypadła mi do gustu taka hipoteza, oczywiście patrząc z perspektywy naszej, ludzkiej. Mówi ona, że samoświadomość pojawia się, kiedy jakiś narząd, jakiś układ jest zdolny do stworzenia symulacji, w której umieszcza sam siebie. Czy można przyjąć takie założenie jako punkt wyjścia do dalszych rozważań?

O: Z punktu widzenia mechaniki życia jak najbardziej.

P: Właśnie, ładnie to określiłeś „z punktu widzenia mechaniki życia”. A czy to nie jest czasem tak, że są dwie równoległe i równie prawdziwe perspektywy, o czym również z Konradem długo dyskutowaliśmy? Czyli jedna to „mechanika życia”, czyli ewolucja, ustalone wzorce, świadomość tworzona przez mózg. Druga zaś, według której to świadomość była pierwsza i stworzyła bajeczkę o tym wszystkim dookoła, aby usprawiedliwić sobie własne istnienie. Czyli wszystko jest zmyślone.

O: Tylko możesz tu wpaść w błąd, że jest coś inteligentnego ponad wszystkim, a jest to nieprawda. Nic nie jest wymyślone. Ja bym powiedział tak: Czym jest komputer bez prądu? Koniec.

P: Martwym przedmiotem mogącym służyć za stolik, niczym. Pamiętasz takie pytanie, które zadał Jacek na sesji publicznej? Pamiętasz jego wypowiedź?

O: Tak.

P: Stwierdził on, że nie da się ustalić, czy on jest efektem pracy świata zewnętrznego, czy świat zewnętrzny jest efektem jego pracy – oczywiście mocno streściłem tą wypowiedź.

O: Dokładnie.

P: Nie jesteśmy w stanie tego ustalić.

O: Nie.

P: To jest gigantyczny paradoks. I choćby nie wiem jak nasza technika była zaawansowana, to i tak tego nie udowodnimy.

O: Tak.

P: Obydwie perspektywy są jednoczesne, prawdziwe, a zarazem żadna z nich?

O: Weź żarówkę, przedmiot, urządzenie, które ma potencjał, aby dać światło. Tak?

P: Tak.

O: Mamy stronę mechaniczną, ale nic się nie stanie, jeśli nie podłączymy jej do prądu. A teraz czymże ona będzie, jeśli wokół niej będzie tylko oślepiająca jasność?

P: Czym będzie żarówka?

O: Tak.

P: Dalej nią będzie.

O: A zobaczysz ją?

P: Nie.

O: To czym będzie?

P: Niczym. Światłem.

O: Aby żarówka była żarówką, musisz mieć mechanizm, energię i ciemność, bo ciemność nada jej znaczenie. Koniec.

P: Rozumiem. Tylko czy to jest dobra analogia? Żarówka potrzebuje zewnętrznego źródła energii, natomiast mechanika życia zakłada, że żarówka sama wytworzyła w sobie prąd, człowiek sam stworzył samoświadomość, a nie że jest mu dostarczana.

O: Model, który zakładasz, jedna perspektywa zakłada. A druga, że prąd stworzył żarówkę, by mieć ujście. Spotkajmy się pośrodku. Dlaczego idziesz tak liniowo w jedną stronę? Mówiliśmy już, że przyszłość i przeszłość zamieniają się często miejscami, a jedno wpływa na drugie i na odwrót. Koniec.

P: Idę liniowo, biegam od jednego końca mostu do drugiego po to, żeby znaleźć jego środek. Zadając takie pytania chcę znaleźć ten środek. Sam jednak wiesz, siedząc w ludzkim mózgu, jak działa ludzka logika. Człowiekowi naprawdę ciężko jest być w środku. Nasza naturalna logika popycha nas w takim kierunku, w którym jedno rozwiązanie zawsze musi być prawdziwe i jednocześnie przeczyć innemu. Tak jesteśmy zbudowani. Takie rozmowy, jak ta, pozwalają nam łamać te schematy.

O: I zapewniam, że taka konstrukcja miała środowiskowy sens. Koniec.

P: Pewnie! Gdyby tak nie było, to bym z tobą teraz nie rozmawiał, bo ludzi by nie było. Tylko teraz, w takich rozmowach, wychodzi, dlaczego tak ciężko nam dopuścić do siebie, że mogą być dwa całkiem inne rozwiązania tego samego zadania. To bardzo ciężkie. Choć potrafię dostrzec świadomie tego realność i sens, to mój system operacyjny informuje mnie, że coś jest nie tak, podświadomie sprzeciwia się dwóm jednoczesnym rozwiązaniom.
W tym samym temacie chciałem o coś zapytać jeszcze. Powiedziałeś, że z punktu widzenia „mechaniki życia” założenie, że samoświadomość jest efektem dobrych zdolności symulacyjnych mózgu, jest poprawne. Tylko czy to nie doprowadza do takiego lawinowego fraktala? W powstałej w mózgu symulacji powstaje obraz tegoż właśnie mózgu, który, aby zachować doskonałość, musi posiadać cechy oryginału, a więc zdolność symulowania również. Więc symulacja mózgu tworzy swoją symulację, w której symuluje mózg, który znów symuluje siebie, a ten znów siebie, i nagle powstaje niekończąca się pętla rekurencyjna.

O: I co ci powstaje?

P: Fraktal.

O: Albo odpowiedź na pierwsze pytanie.

P: No tak. Jak się nad tym zastanowić, to pasuje to do tego, co kiedyś powiedziałeś, czyli że i my możemy być czyimś snem. Czy o to ci chodziło?

O; Być może, musimy kończyć.

P: Dobra. Do następnego razu, dzięki, cześć.

Pomóż i udostępnij na Facebook!