Menu

Sesja 63/31/05/10

Maj 31, 2010 - Sesje 2009/10

Sesja z udziałem naszego gościa, Piotra.

SESJA ARCHIWALNA -> Przeczytaj Wstęp do Transgresji

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


P – pytanie
O – odpowiedź
P: (imię) – wypowiedź gościa

O: Witam.

P: Cześć.

P:(P) Jestem.

P: Wy macie coś do przekazania państwo A?

P:(P) Ja?

P: Nie, Asystent… Asystenci, Asystentka.

O: Nie.

P: No to dyskutujcie.

P:(P) Ty jesteś z nami w trakcie tej dyskusji?

P: Tak.

P:(P) No dobra, zaczynamy.

[fragment niepublikowany]

P:(P) Możemy sobie tak swobodnie rozmawiać, kiedy on jest pod hipnozą?

P: Tak, przy czym tracimy…

O: Marnujecie czas.

P: …Właśnie.

P:(P) Następne pytanie. Na którejś z sesji łącznik… Asystent. Mam mówić: łącznik, czy: Asystent? Dobra, Asystent powiedział, żeby zastanowić się…

O: Mistrz Yoda.

[śmiech]

P:(P) Powiedział, żeby zastanowić się nad kostką Rubika, ażeby lepiej zrozumieć trójwymiarowość. Moje pytanie jest takie: czy tutaj chodzi o kolory na kostce? O to aby je ułożyć z pewnego chaotycznego nieporządku w układ uporządkowany, czy może chodzi o sam mechanizm działania kostki Rubika? O przestawianie klocków.

O: Mechanizm. Koniec.

P:(P) Ok.

P: Odpowiedzi, jak widać, są dość konkretne, więc rozwlekłości tu nie będzie. No chyba że mają dzień na wykłady.

P:(P) No dobrze. Na początek chciałbym zadać kilka pytań a’la ciekawostki, a później przejść do tego, co jest w dalszych sesjach, czyli o doświadczeniu i takich rzeczach…

P: Piotrek, nie zastanawiaj się za wiele nad pytaniami. Mów te, które przyjdą ci do głowy teraz.

P:(P) Ja je mam na kartce, tylko chciałem je jakoś uporządkować… zresztą.

P: Dawaj po kolei.

P:(P) No dobrze. Następne pytanie. Czy to, że człowiek wykorzystuje 8 czy tam 10% możliwości czy pojemności swojego mózgu, to wynika z ewolucji naszego gatunku…

O: Bzdura. Już o tym mówiliśmy. Człowiek wykorzystuje pełny potencjał mózgu. Koniec.

P: Człowiek wykorzystuje pełny potencjał na poziomie rozwoju biologicznego, na jakim się aktualnie znajduje, tak? Przy czym nic go nie ogranicza, aby ten potencjał zwiększyć?

O: W obecnym punkcie ewolucji. Koniec.

P: A mówisz statystycznie? Bo wiadomo, są różne jednostki.

O: Zależy jak pojmujesz wykorzystanie mózgu.

P:(P) Może inaczej. Co to znaczy, że człowiek wykorzystuje 8% swojego mózgu. Wiadomo, że przecież 100% mózgu jest aktywne, to nie jest jakaś martwa tkanka. Tylko teraz się zastanawiam, czy to, że nauka uważa, że tylko tyle jest wykorzystywane…

O: Naukowcy tak nie uważają. Operujesz na pseudonaukowych mitach. Koniec.

P:(P) No dobra. W takim razie jeszcze jedno pytanie. Chociaż…

P: Dyskutuj, dyskutuj. Zawsze wyjaśniamy do końca.

P:(P) No dobra. Czy te 8%, choć to tylko umowna liczba, to jest ta część mózgu, z której korzystamy na co dzień, by przeżyć?

P: Mam też taką hipotezę, jeśli mogę wtrącić. Być może ktoś ustalił sobie jakiś abstrakcyjny poziom, który chciałby, aby człowiek osiągnął. Ale ponieważ tego nie robimy, to dla tej osoby nie wykorzystujemy tego potencjału. Dla przykładu: moglibyśmy rozmawiać telepatycznie, bo ta osoba bardzo by tego chciała. A skoro tego nie robimy, to jesteśmy „niedorozwinięci”. Może takie pytanie: skąd się taki mit wziął?

P:(P) No, dobre pytanie.

O: Z niedowartościowania. Koniec.

P:(P) Ale niedowartościowania czego?

O: Wśród wielu ludzi, na co niewątpliwie wpływ miały dominujące postawy filozoficzne, prym wiedzie przekonanie o niedoskonałości ludzkiego ciała. Koniec.

P:(P) Czyli ten mit o cząstkowym wykorzystaniu mózgu to bardziej wynika z tego, żeby nas utwierdzić w przekonaniu, że tak jest, niż z prawdy?

O: Gdyby tak było, to wasz mózg byłby o 92% mniejszy. Ewolucja. Koniec.

P: No właśnie. Przecież człowiek jest takim samym zwierzęciem, jak każdy inny gatunek na planecie, a ewolucja działa tylko z powodu potrzeby. Tworzone jest to, co jest na daną chwilę potrzebne – asymilacja. Tygrysowi raczej nie wyrosną kolorowe okulary. Potrzebował pazurów, zębów, wielkich szczęk, to i ma. Trochę by tu było sprzeczności – po cholerę nam taki mózg, który pochłania zasoby przemiany materii, tylko po to, żeby sobie był?

P:(P) Z punktu widzenia ewolucji to bez sensu. To nawet po prostu niemożliwe. Ewolucja nie działa tak, że robi 9 razy więcej mózgu na zapas. Ten temat sobie jeszcze przeanalizuję. Kolejne pytanie. Nie wiem, czy się już pytałem, czy nie, być może kiedyś w sesjach – odnośnie piramid. Jakiś czas temu odkryto w Bośni czy Serbii, gdzieś na terenie byłej Jugosławii jakiś gość stwierdził, że odkrył dużą piramidę czy nawet kilka piramid. Z tego, co pamiętam, to jedna była nawet większa od tej, co jest w Egipcie. Pytanie jest takie: czy te piramidy mają związek z tymi w Egipcie? Zostały stworzone przez tą samą cywilizację?

O: Wszystkie piramidy wielkie mają ze sobą związek. Koniec.

P: A to w Bośni to faktycznie piramidy?

P:(P) Odkąd się tym zacząłem interesować, to dwa razy byłem w Chorwacji. Miałem może 300 kilometrów do tego miejsca i jakoś nie miałem okazji, żeby pojechać i to sprawdzić tak na żywo. Generalnie chodzi o to, że jest jakiś facet, archeolog…

P: No ogólnie sprawę znam. Ciekawi mnie tylko ich zdanie.

O: Powinniście sprawdzić to empirycznie, będzie dla was ciekawiej. Koniec.

P: No dobrze, choć z drugiej strony mówiłeś kiedyś o jaszczurkach, których nie da się sprawdzić empirycznie.

O: Dlatego o nich mówiłem.

P: Ale takiej góry również nie sprawdzę empirycznie. Mogę powiedzieć „tak, jest podobna”, ale nie mam środków, żeby przekonać się, co jest pod warstwą ziemi.

O: Pozostałości. Koniec.

P:(P) Tam faktycznie ludzie zaczęli prowadzić wykopaliska i czegoś się dokopali. Jakieś kule kamienne i inne dziwne rzeczy. Generalnie dokopali się do czegoś, co mogłoby być piramidą, choć aktualnie wygląda jak wielka góra, bo jest zarośnięte. Najśmieszniejsze jest to, że jak się pojedzie tam, na te tereny byłej Jugosławii, to tam co druga góra wygląda jak piramida. Jak tam pierwszy raz pojechałem, to pomyślałem, że facet po prostu oszalał, bo co drugą górę mógłbym nazwać piramidą, bo są tak równe te góry. Skończyło się tak, że chyba urwali łeb tej sprawie, nie wiem, rząd czy ktoś. Zakończyli te wykopaliska, bo stwierdzili, że tam nic nie ma.

P: Gdyby komuś naprawdę zależało, to by zbadał. Georadary przecież istnieją. Dałoby się kopać… nie wiem. Na pewno jest to scenariusz realny – zarośnięta piramida – bo wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje z budowlami w naszym otoczeniu. Z upływem lat zasypują się pyłem, który w niedługim czasie staje się dobrym podłożem dla różnych roślin, budynki obrastają trawą, drzewami. Mija sto lat zaniedbania budynku i już go praktycznie nie ma.

P:(P) No tak. To, że widać piramidy egipskie, może być po prostu zasługą tego, że tam jest taki klimat. Nie mają za bardzo czym zarosnąć. No to sobie to odznaczam. Następna seria pytań. Czytałem ostatnio taką książkę autorstwa ****** ******* pod tytułem „Rio Anaconda” – nie wiem, czy czytaliście.

O: Bez nazwisk.

Dobra. Facet pojechał do Amazonii spotkać się z jakimś takim bardzo dzikim plemieniem Indian, najdzikszym z najdzikszych, które praktycznie nie ma kontaktu z cywilizacją. On tam się spotkał z takim szamanem czy czarownikiem tego plemienia i opisuje bardzo ciekawe zjawiska. Było ich kilka i chciałem o nich opowiedzieć, zapytać się Asystenta, czy to prawda, czy… co to jest w ogóle. Jednym z takich zjawisk, o których ten szaman mówił podróżnikowi naszemu, było coś takiego, jak dziwna woda. Polegało to na tym, że szaman wchodził do rzeki i widział takie miejsca, tylko on je widział, choć twierdził, że każdy te miejsca może zobaczyć i każdy może mieć swoją dziwną wodę. Polegało to na tym, że widział tą wodę, zanurzał się w niej, można powiedzieć, że go wciągała w taki tunel. No i ten szaman twierdził, że wypływał w Australii. To znaczy ten nasz podróżnik tak to zinterpretował, że to była Australia, bo ten szaman się spotkał z aborygenami czy widział ich. I w sumie można by to uznać za bajkę, gdyby nie to, że on znikając w tej wodzie nie pojawiał się w wiosce przez kilka dni i całe plemię stwierdziło, że się utopił, i mieli mu nawet szałas już spalić, no i wielki lament, bo plemię bez czarownika to ma przerąbane. No i po kilku dniach się pojawiał, wracał z tej podróży. Co to za zjawisko?

O: Projekcja mentalna bądź bajka. Koniec.

P:(P) No właśnie. Z tą bajką też tak sobie myślałem, tylko że później w internecie całkiem przypadkiem znalazłem na jakiejś stronie nie związanej z tym podróżnikiem czy w ogóle Amazonią, opis tego samego zjawiska, tylko że tym razem to było w Nepalu czy w Tybecie. Tym razem to mnisi opisywali, że wchodzili do jaskini, tam również była jakaś woda, i wprawiając się w pewien stan, nie wiem, transu, potrafili się jakby…

O: Projekcja mentalna. Zważ, że woda stanowi zwierciadło. Koniec.

P: Czyli ktoś za jej pomocą wprowadza się w stan, który…

O: Rodzaj transu. Koniec.

P: Potrafi widzieć rzeczy, które istnieją, a których w życiu bezpośrednio nie doświadczył?

O: Całkiem możliwe, że chociaż jeden atom, z którego jest zbudowany, doświadczył tego. Koniec.

P: No też fakt. A ze zwierciadłem to sam wiem, że robi niesamowite rzeczy z ludzką psychiką. Sam próbowałem medytacji oraz takiego pół-transu przed lustrem.

P:(P) Ze świecami za lustrem?

P: Za albo przed. Ja postawiłem byle gdzie i robiłem zwykły zazen, tylko patrzyłem się w lustro i stawiałem zazwyczaj świeczkę przed sobą, żeby było światło i tyle. Z ludzką psychiką dzieją się śmieszne rzeczy, jak się w ten sposób medytuje. To, co tam widzisz… masę różnych dziwactw możesz sobie na tym lustrze wyprojektować w wyobraźni. Twoja twarz się zmienia… uważam, że to mózg tak śmiesznie interpretuje powielający się obraz, niemniej jednak efekty są ciekawe, kończąc nawet na różnych wizjach.

P:(P) Odważę się kiedyś i spróbuję.

O: Kontynuujcie pytania.

P:(P) No to wracam do tej wody. Ten szaman opisywał to tak, że zanurzał się w tej wodzie i nie było go kilka dni. Nie tyle że szamanowi się tak wydawało…

O: Nie wszystko musi być prawdą. Koniec.

P:(P) No to fakt. Zwłaszcza że to książka przygodowa. Następne pytanie z tej serii, bo tych zjawisk było więcej. On opisywał coś takiego, że ten szaman potrafił wejść w kogoś albo jakieś zwierzę. Proponował to nawet jemu, że on może wprowadzić jego w jakieś zwierzę, żeby się poczuł jak jakaś dzika świnia w lesie. Czy to jest możliwe?

O: Projekcja, wizualizacja. To bardzo proste. Koniec.

P: Właśnie miałem powiedzieć, że w hipnozie banalnie jest człowiekowi zasugerować, że jest jakimś zwierzęciem, i faktycznie będzie się tak czuł. Wydaje mi się, że ci szamani jakoś dobrze znają ludzką psychikę, znają psychiczne reakcje na hipnozę, rodzaje transu.

P:(P) To na pewno. On w tej książce właśnie pisał, że większość tych rzeczy to są właśnie jakieś sztuczki psychologiczne. Po prostu więcej wiedzą, niż całe plemię. Z tym, że akurat w tym przypadku on to opisywał tak, że… opiszę sytuację. Ten podróżnik siedział nad rzeką i po drugiej stronie usłyszał jakieś zwierzę w krzakach. Chciał w nie strzelić z łuku czy z jakiejś tam dmuchawki i w tym momencie, kiedy chciał już strzelić, podszedł do niego ten szaman, zjawił się obok i przez to on nie strzelił. Szaman twierdził, że był w tym zwierzęciu, że patrzyl z drugiego brzegu i później wyszedł z tego transu i przerwał całą sytuację, bo gdyby w niego strzelił, to on będąc w tym zwierzęciu zmarłby.

O: Następne pytanie.

[śmiech]

P:(P) No to ostatnie z serii z szamanami. Tam dość szeroko opisane jest zjawisko telepatii. Ci szamani potrafią porozumiewać się między sobą pozawerbalnie. Są takie spotkania szamanów, kiedy oni tak naprawdę nie spotykają się fizycznie – myślę, że oni nawet nie wiedzą, gdzie siedzą w tej dżungli i raczej by do siebie nie dotarli, tylko spotykają się gdzieś tam na jakiejś warstwie mentalnej. Oprócz tego podróżnik opisywał, że ten szaman porozumiewał się z nim w ten sam sposób. Nie mówiąc, no mówił do niego w głowie, tak to opisywał. To jest zjawisko telepatii? Jeśli tak, to skąd ci ludzie – to są ludzie, którzy nie potrafią policzyć do dziesięciu tak naprawdę – skąd oni posiadają taką wiedzę, takie zdolności? To jest nabyte naturalnie, czy wyuczone?

O: Za mało precyzyjne informacje.

P:(P) Mogę mówić?

O: Tak.

P:(P) Dobra, no to bardziej precyzuję pytanie. Czy ten sposób komunikacji, o którym opowiadał ten szaman, czyli taki kontakt pozawerbalny, gdzie mogą się kontaktować na duże dystanse, czy to jest zdolność ich naturalna?

O: Jest to możliwe, aczkolwiek nie występowało w tym przypadku. Koniec.

P:(P) To w takim razie co to było? Jeśli przyjmując, że to prawda, bo przecież ten gość może bajki pisać. Jeśli jednak faktycznie była taka sytuacja, że oni się komunikowali w ten sposób, nie rozmawiając właściwie, no bo przecież on nie mówił po polsku. Po hiszpańsku może trochę. Ale to wyglądało w ten sposób, że podróżnik go rozumiał. Ciężko to opisać. On go rozumiał, chociaż nic do niego nie mówił. W sumie to tutaj nie było pytania [śmiech]

[fragment niepublikowany]

P:(P) Dobra, no to dalej. Tu kończą mi się pytania przygodowe. W jednej sesji Asystent powiedział, że jest tylko programem. To można tak ująć, jak kiedyś opisywał nasze ego, że to jest taki… lista procesów czy programów, które sobie pracują w naszej głowie i każdy za coś odpowiada i razem budują to takie wrażenie, że my to my – i czy ty Asystencie jesteś jednym z takich procesów w mózgu?

O: Powiedziałbym, że nawet zespołem procesów. Jeśli łącznik to Windows, to ja jestem Linuxem. Koniec.

P: O to samo miałem zapytać. Czy jeśli Konrad jest interfejsem danych w mózgu, to Asystent wygląda na bardzo uproszczony interfejs tych danych, odczytu.

P:(P) Z tym porównaniem to chyba bardziej chodziło o jakiś kontrast. Obydwaj są jakimiś systemami.

P: No interpretatorami czystych danych, tylko Konrad jest bardziej kolorowy, bardziej barwny. Dla mnie Linux oznaczał prostotę działania. Informacje bez zbędnego ubarwienia.

O: Też. I szybkość…

[śmiech]

P: Piękna antyreklama!

P:(P) No właśnie. Mnie Linux kojarzy się z systemem, który jest szybki, który jest za darmo…

O: I jest stabilny.

P:(P) Nie ma dziur, dokładnie.

P: To też powinno być niepublikowane!

P:(P) Będziecie mieli proces z Microsoftem!

[śmiech]

P:(P) Dobra, mam tu jeszcze takie…

O: Podkreślmy, iż cała ekipa thelinked używa Windows.

[śmiech]

P: To jest dyktowane prawami rynku!

[śmiech]

P:(P) Następne pytanie. Padło kiedyś takie stwierdzenie, że nie ma doświadczenia bez obserwatora, to padło w jakiejś dyskusji kiedyś. Z tego, co pamiętam, to skończyło się to na stwierdzeniu, że jest tylko doświadczenie – w odniesieniu do jedności, tak to chyba zostało ujęte. Pytanie mam takie: czy doświadczenie i jedność to to samo?

O: Zależy, jak je definiujesz. Raczej sugerowałabym ci wyjść poza jakiekolwiek pojęcia w tej tematyce, bo czym jest jedność? Czym jest doświadczenie? Czy jest obserwator? Czy ty jesteś?

P: Z drugiej strony jest to łatwe do zdefiniowania, jak się nad tym zastanowić.

P:(P) Jestem jednością, doświadczeniem i obserwatorem, jak się nad tym zastanowić tak naprawdę.

P: All in one. Jak dobrze pomyśleć, to nie ma żadnej pewności, że istnieje coś poza tym, o czym myślisz. Wszystko i tak rozgrywa się wewnątrz twojej głowy, cała interpretacja rzeczywistości. Skąd mamy wiedzieć, że istnieje jakakolwiek rzeczywistość „na zewnątrz”? Wszystko dzieje się i tak w „mózgu”. Nie wiadomo, czy wszystko wkoło może być zmyślone.

P:(P) Tak można sobie gdybać.

P: To jest w tej zabawie najfajniejsze. Im głębiej wchodzisz, tym coraz bardziej się poddajesz. Dochodzisz do punktów, w których stwierdzasz, że niczego się nie da wyjaśnić i obojętne, czy będziesz prostakiem czy naukowcem, to w pewnym momencie zaczyna brakować definicji. Zostaje się tak naprawdę z niczym.

O: Ksiązka, którą czytałeś, Grzegorz.

P: Która?

O: O genach.

P: No.

O: Wpłynęła na ciebie depresyjnie – słychać to.

P:(P) Jaka?

P: O genach, o genetyce. Wiecie, na łącznika też tak wpłynęła i nie ma co się dziwić.

O: Podejście inne nieco, niż dotychczas, ale było wam potrzebne. Myślę, że dzięki temu lepiej będziecie rozumieć to, co mówimy. Koniec. Następne pytanie.

P:(P) Z serii „jedność/doświadczenie”. Jeśli nie ma przyszłości i przeszłości i są to pojęcia wirtualne w naszej głowie, czyli jest tylko to tu i teraz i doświadczanie tego, to czy jest jakiś limit? Moment, w którym wszystko zostanie doświadczone i dysk twardy się zapełni i… i co wtedy?

O: Zapełnienie wymagałoby czasu. Koniec.

P:(P) Czasu? Przecież on nie istnieje. Musi być jakaś pula?

O: Przerabianie, zapełnianie wymagałoby czasu, który nie istnieje obiektywnie, więc nic nie jest przerabiane, zapełniane i tak dalej. Wielki ocean doświadczenia i wy jak fala czy surfer na tej fali. Koniec.

P: Można tu nawiązać do książki, o której sami wspomnieliście. Tak naprawdę to niczym nie różnimy się od pierwotnej zupy czy bulionu mineralnego, który pływał po naszej planecie kilka miliardów lat temu. Wtedy, w tej zupie pływały pierwsze organizmy od miejsca do miejsca, bez żadnej woli, bez celu. Tak to wygląda i w naszym przypadku. Człowiek chce mieć cel i przeznaczenie ale prawdopodobnie go nie ma. Po prostu jest i to wszystko. Żadnych schematów, taki chaos.

O: Nie ma żadnego chaosu i żadnego porządku. A jednocześnie chaos i porządek istnieją naraz i są uzupełnieniem samych siebie. Koniec.

P:(P) To pewnie jest akurat tak, jak z tym, że istnienie jednego implikuje istnienie drugiego. Dualizm.

P: Jak jedno drugie, to i drugie implikuje pierwsze.

O: Implikacja to złe określenie.

P:(P) No tak. Implikacja określa, że coś implikuje coś innego.

P: A tu nie ma niczego pierwszego.

O: Jedno nadaje sens drugiemu, które nadaje sens pierwszemu. Relacja musi istnieć, aby A i B istniało. Kiedy patrzysz na ołówek, on jest ołówkiem, bo nadajesz mu takie znaczenie. Koniec.

P:(P) Ciekawe, bo właśnie trzymam w ręku ołówek i się na niego patrzę. No dobrze, następne pytanie. Nie wiem, ile mamy jeszcze czasu.

P: Asistento, mamy jeszcze czas?

O: Jeszcze chwilę mamy.

P:(P) Odnośnie tego tu i teraz. Czas nie istnieje, nie ma przeszłości i nie ma przyszłości… nie ma teraźniejszości, tylko jest takie… nie wiem, jak to nazwać, no chyba tylko tu i teraz. Takie To. Jak w tym kontekście podejść do takiego zwykłego, ludzkiego uczenia się na błędach? W przeszłości zrobiłem coś źle, dotknąłem pieca – był gorący – więcej tego nie zrobię. Jak się ma taka reguła uczenia się na błędach do takiego przeżywania tu i teraz?

O: Jeśli jesteś świadomy tu i teraz, jesteś świadomy całości – także twoich doświadczeń. Jeśli jesteś świadomy tu i teraz i o mały włos jesteś od sytuacji włożenia palca we wrzątek, a już wcześniej miałeś takie doświadczenie, to jesteś tego świadomy, dzięki czemu możesz świadomie zadecydować, że prawdopodobne konsekwencje czynu, jakim jest włożenie palca do wrzątku, mogą być bardziej negatywne, niźli pozytywne. Dlatego nie włożysz tam palca. Koniec.

P:(P) Dobra. Z tym tematem to muszę się trochę przegryźć.

P: Tu też taka stara jak świat kwestia, czyli ludzkie lubowanie się w skrajnościach. Albo myślę o przeszłości i przyszłości, albo jestem tylko tu i nie myślę. Skoro natura wykształciła u nas zdolność symulowania oraz wspominania, no to po to, żebyśmy z tego korzystali, co nie? Dzięki temu nie musimy się wiecznie uczyć na błędach, z czasem umiemy symulować rzeczywistość, przewidywać. To jest świetne narzędzie, dzięki któremu możemy przetrwać i nikt nie mówi, że to złe. To cud, ale jeśli potrafimy z niego korzystać, kiedy chcemy, a większość ludzi to niestety niewolnicy myślenia. O to chodzi w tej całej zabawie w tu i teraz. Żeby robić coś świadomie, kiedy naprawdę tego chcemy.

O: Można też myśleć o przeszłości bądź planować przyszłość będąc tu i teraz. Kwestia zachowania świadomości niezależnej od czynników wewnętrznych i zewnętrznych, chociaż to niezwykle trudne. To przynajmniej namiastkę tego. Koniec.

P:(P) Nie jestem osobą medytującą i ten temat jest mi tak trochę… jest w pewnym sensie abstrakcją. Wczuwam się w to ale nie wiem, w którym kościele dzwonią. Dobra, następne pytanie. W którejś z poprzednich sesji było o pojęciu – to było też wałkowane na forum – odnośnie biblioteki galaktycznej, już nie pamiętam, jak ona się nazywała, i horyzontu zdarzeń. Ostatnio oglądałem wykład jakiegoś ***** *****, który ma taką teorię naukową, to jest fizyk, która zakłada że każdy elektron jest miniaturową czarną dziurą, i mówi ona również, że każdy elektron posiada własny horyzont zdarzeń. Chciałem zapytać, czy…

O: Każda najmniejsza cząstka wszechświata zawiera cały wszechświat w sobie. Koniec.

P:(P) No jasne [śmiech]. Wracamy do tej fraktalnej natury.

P: To tak, jak z komórkami człowieka.

P:(P) No, tylko na wyższym poziomie.

P: No. Każda nasza komórka ma kompletne dane o nas, o tym, jak wyglądamy w całości, a więc i o sobie samej w tym układzie.

P:(P) Właśnie. Więc jeszcze o tej fraktalnej strukturze, naturze. Skoro to ma taką fraktalną strukturę, to czy istnieje coś takiego jak mutacja, która zachodzi w istocie tego fraktala? On może zmutować i od pewnego momentu powielać się w innej formie? Tworzyć jakby inne schematy.

O: Powielanie się wymaga czasu. Na poziomie jedności nie istnieje. Z waszego punktu widzenia – tak, jest to możliwe. Koniec.

P: Mutowanie?

O: Tak, gdyż odczuwacie przepływ czasu. Koniec.

P:(P) Czyli jakby w pewnym sensie… z naszego punktu widzenia czas płynie, zaś z ogólnego wszystko już jest. Nie ma więc sensu pytanie o zachodzenie mutacji, bo wymaga to czasu, a skoro wszystko jest, to po prostu jest.

P: Kwestia perspektywy. Z naszej perspektywy czas jest jak najbardziej realny, nie jest niczym zmyślonym. Coś upływa i możemy to poczuć.

P:(P) Dlatego właśnie powiedział, że z naszej perspektywy takie zjawisko jest możliwe.

P: Tak. I nawet na pewno zachodzi, bo inaczej wszystko byłoby takie samo, identyczne.

P:(P) No bo niczym się nie różni. Wszystko się składa z tego samego, z tych samych jąder atomowych, elektronów.

O: Baza się nie zmienia, ale wszystko faluje. Koniec.

P:(P) Co się nie zmienia?

O: Baza.

P:(P) Dobra, no to jeszcze jedno pytanie. Chciałbym zapytać o teorię Wielkiego Wybuchu. Czy z naszego, ludzkiego punktu widzenia, naszej iluzji czasu i tego czterowymiarowego postrzegania świata, to czy jest ona poprawna. Faktycznie nasza czasoprzestrzeń w ten sposób się zaczęła?

O: W chwili, kiedy milczeliśmy, takich wielkich wybuchów miało miejsce tyle, że nie zliczyłbyś ich. Koniec.

P:(P) Chodzi ci o wybuchy w takiej samej skali, czy może o wybuchy w mniejszej skali…

O: Dokładnie takich samych. Wszechświaty powstają cały czas. Ciekawe, prawda?

P:(P) No tak. Też się spotkałem z teoriami takiego „bąbelkowego” uniwersum.

P: Dobrze. Ponieważ czas nie istnieje, to one w jednym ułamku sekundy pojawiają się i znikają w niezliczonych ilościach. Ale z naszego punktu widzenia, tego, jakie kreuje nasz mózg, sposobu układania doświadczeń w naszym mózgu, taki pojedynczy wielki wybuch jest faktycznie inicjatorem naszej czasoprzestrzeni?

O: Tak.

P:(P) Takich czasoprzestrzeni może być nieskończenie wiele i wszędzie gdzieś sobie coś wybucha.

O: A wiecie, jak zakończy się?

P: Wszechświat?

O: To jest ciekawe. Wasi naukowcy obserwują jego rozszerzanie – i będzie tak nadal, aż rozerwie się do najmniejszych, pierwotnych cząstek, a potem nadal rozszerzając się stanie się jednym. Koniec.

P: To jest temat wywołujący error w mózgu, jak się nad tym głęboko zastanowić.

P:(P) Nad rozszerzaniem się Wszechświata?

P; Tak. No bo wiesz, ludzkie myślenie stawia Wszechświat w jakiejś przestrzeni. A ponieważ umysł potrafi definiować jedynie za pomocą mechanizmów przeciwieństw, to od razu pojawia się myśl, że jest coś poza Wszechświatem. Co jest poza jego granicą? Jest to absurdem, bo Wszechświat to wszystko.

P:(P) No tak, to pytanie wbrew logice.

P: No tak. To stwierdzenia, które wypływają z ludzkiej logiki i zarazem jej przeczą. Czy to wszystko?

P:(P) Tak, w sumie tak. To, czego nie zadam, to zadam na innych sesjach. Ok, to wszystko.

P: A wy, panowie i panie Asystenci?

O: Dobranoc.

Pomóż i udostępnij na Facebook!