Menu

Sesja 13/23/01/17

Styczeń 23, 2017 - Sesje 2017

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści, a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty, należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


Treść normalna – pytający (litery symbolizują inną, wypowiadającą się osobę z grona obecnych)
Treść pogrubiona – odpowiadający K w stanie snu

A: Halo, halo?

G: Jesteście z nami?

O: My tak.

G: No to dobrze. Aneta, zacznij może ty.

A: No dobrze. W takim razie, ponieważ rozmawialiśmy przed sesją i tak się złożyło, że mamy jeden wspólny temat, połączony zupełnie niezależnie, ja chciałabym zapytać o wydarzenia na Przełęczy Diatłowa. Co tam się właściwie wydarzyło? Dodam, że – nie wiem, czy łącznik zna to wydarzenie – w dużym przybliżeniu: grupa studentów wybrała się na tę przełęcz i w niewyjaśnionych okolicznościach zginęła. Co tam się stało?

O: Nie zna łącznik tematu. A stało się to, że grupa ludzi zginęła. Przypadkiem. Koniec.

G: A możesz powiedzieć, co spowodowało śmierć tych ludzi? Ponieważ poszlaki znalezione przez grupy poszukiwawcze są dość dziwne.

A: Ślady radioaktywne, dziwnie uszkodzone ciała (te, które zostały odnalezione).

O: Wypadek. Miało ich nie być na tym terenie. Osoby odpowiedzialne nie miały pojęcia, że oni się tam znajdują. Koniec.

G: Czy to byli ludzie? Te osoby odpowiedzialne?

O: Tak.

G: Czy przeprowadzano tam jakiś eksperyment, ćwiczenia wojskowe?

O: Eksperyment wojskowy z użyciem infradźwięków. Koniec.

G: Rozumiem, że ten eksperyment, znaczy użycie tych dźwięków spowodowało, że oni zaczęli uciekać z miejsca, czy co się wydarzyło? I same dźwięki doprowadziły ostatecznie do zgonu tych ludzi?

O: Fala dźwiękowa tak.

G: No, ciekawe. A powiedz mi…

A: [równocześnie] A jak…

G: No mów Aneta.

A: A jak w takim razie wytłumaczyć te dodatkowe rzeczy, na przykład nietypowe uszkodzenia ciała. Czy to już było naturalne, czyli jakieś zwierzęta po prostu, czy coś też nienaturalnego?

O: Zależy, które. Wewnętrzne obrażenia w wyniku fali. Część zewnętrznych w wyniku upadków, a część już po zgonie, przez zwierzęta. Koniec.

G: Dobrze, a jaki był domyślny cel tych eksperymentów? Co wojsko chciało osiągnąć, zbadać? No bo jeśli…

O: Efekt oddziaływania na dużym terenie. Efekt na faunę i florę i krajobraz. Koniec.

A: Czy użycie odpowiednio zmodulowanych infradźwięków może spowodować zarówno efekty mózgowe typu, na przykład, atak paniki, jak i obrażenia wewnętrzne?

O: W tym przypadku to drugie. To samo w sobie nie wywołuje paniki, po prostu uciekali, nie wiedząc, co się dzieje. Koniec.

G: Czy jakieś inne zwierzęta również odniosły rany w okolicy, jakieś inne organizmy?

O: Tak. Koniec.

G: Okej. No to takie jeszcze pytanie właściwie z czystej ciekawości, czego używali do generowania tych dźwięków. Czy to był samolot, czy jakieś przyrządy stojące w okolicy?

O: Jedno i drugie.

G: Czyli świadkowie innej grupy, która również była w jakiejś odległości od tej pierwszej, mieli rację twierdząc, że widzieli jakieś światła czy tego typu rzeczy nad miejscem zdarzenia. Mogły to być samoloty, które widzieli, tak?

O: Tak. Koniec.

G: Okej.

A: W takim razie ja mam pytanie dodatkowe, ale już nie związane z samym wydarzeniem na Przełęczy Diatłowa, ale raczej związane z eksperymentami wojskowymi. Otóż chciałabym zapytać, czy Rosjanie pracują lub mają opracowane takie typy broni, o których nie mają pojęcia inne supermocarstwa?

O: Nie. Koniec.

G: Można to rozwinąć dwojako. Albo każdy ma coś dziwnego, ale wszyscy mają dobrych szpiegów, albo nikt nie ma nic dziwnego.

A: Tak… Po prostu to pytanie zadałam dlatego, że kiedyś czytałam bardzo dziwnego bloga, na którym to blogu autor twierdził właśnie, że Rosjanie mają jakieś nietypowe bronie. No ale i tak traktowałam to jako rodzaj wymysłów.

G: Ale może rozwińmy to w ten sposób: czy oni posiadają te bronie i inne supermocarstwa o nich wiedzą?

O: Tak.

G: No właśnie.

A: A w takim razie dlaczego te inne supermocarstwa jeszcze nie mają tych broni? Nie zdołali ich wykraść, czy nie mają technologii…

G: Skąd wiesz, że nie mają?

A: No nie wiem, pytam.

O: Mają dziwniejsze.

G: [chichot] Jakie militarne określenie! Dziwne i dziwniejsze!

A: No cóż, trochę się boję. [chichot]

G: O rany.

A: Dobra, ja nie mam pytań na ten temat więcej, bo i tak jak zacznę drążyć, to do rana nie skończymy tej sesji, tak więc Grześku, a ty masz pytania?

G: No, ja mam pytania wynikające z naszych wczorajszych rozmów z kimś, mianowicie rozmawialiśmy kiedyś o lotnisku…

O: [kontynuuje wcześniejszy temat] Mają nawet rodzaj mikrofal, które testowali, powodujące – jak by to powiedzieć – że mięso odrywa się od kości żyjącej osoby. Koniec.

A: Au. Prawie mnie boli, jak o tym słyszę.

G: No i oczywiście rozumiem, że było to testowane.

O: Tak.

G: Okej. Testowane na ludziach?

O: Tak.

G: No. Coś jeszcze w temacie, Aneta?

A: Nie, dziękuję. Mi już wystarczy tego typu wrażeń.

G: No właśnie.

A: Przynajmniej w tym temacie.

G: Moje pytanie dotyczy czegoś co już kiedyś było poruszone, ale tak się rozmyło. Lotnisko w Denver. Co to są za budynki, które zakopano pod lotniskiem? Lotnisko samo w sobie jest specyficzne i osobliwe, natomiast czym są budynki, które stwierdzono, że są jednak złe i je zasypano?

A: Mogę coś dodać? Dodam, że pamiętam, iż o lotnisku w Denver już była mowa na jednej ze starych sesji, ale mam wrażenie, że ten temat nie został wystarczająco mocno pociągnięty.

G: No. A przyszedł mi do głowy, bo wczoraj z kimś o tym rozmawiałem. Dlatego stwierdziłem, że to temat ciekawy na pewno. Tak więc, czym są te budynki? I te podziemia?

O: Przyczółkiem większego kompleksu. Koniec.

G: Czy ten kompleks jest zbudowany w całości, czy nie?

O: Tego typu kompleksy na ogół zawsze się rozwijają, więc odpowiedź brzmi: nie.

G: Okej. A czy kompleks jest użytkowany?

O: Nie. Koniec.

G: Dobra. No bo jedna budowa zaczęła się już kilka poważnych lat temu, jak by nie patrzeć z naszej perspektywy, no to moje pytanie brzmi tak: czy nie jest użytkowany, bo nadal jest w trakcie budowy, czy zmieniły się jakieś priorytety albo zarzucono jakiś plan, pomysł?

O: Dwa i odpowiedź trzy.

G: Okej.

O: Czyli jest na przyszłość.

G: W porządku. Po co ta cała symbolika tego lotniska? Po co z jednej strony robić coś tajnego, a z drugiej strony drażnić opinię publiczną i coś pokazywać? W jakim celu?

O: Podprogowe oddziaływania. Bardzo wiele tego typu informacji przedostaje się w taki sposób. Kontroluje się opinię publiczną – to po pierwsze. A po drugie – i ważniejsze – ma to związek z kreowaniem rzeczywistości w sposób bardzo subtelny, związany z myśleniem życzeniowym, z czego tamte siły zdają sobie sprawę. Koniec.

A: Czekaj czekaj. To znaczy, że sugerujesz, iż myślenie życzeniowe, czyli wzorce myślowe, jakie się w danej chwili posiada, mają wpływ na konkretne tworzenie fizycznej rzeczywistości?

O: W dużym uproszczeniu tak.

G: No a jeśli zapodamy to dużej grupie ludzi, którzy będą wspólnie myśleć, no to pewnie cel jest prostszy do osiągnięcia. Tylko powiedz mi, czy ta konkretna wpływowa grupa ludzi, która sfinansowała to przedsięwzięcie, jak i ten dany przyczółek, skąd ona wie o tym, że zasugerowanie dużej grupie ludzi, dużej części opinii publicznej takich, a nie innych treści, wywoła efekt? Skąd oni posiadają przeświadczenie o tym, że tak będzie, że tak może być?

O: Bardzo stara wiedza i niekoniecznie ziemska. My sami też wielokrotnie mówiliśmy o wielu różnych drogach i nieskończonej liczbie możliwych przyszłości. To wszystko się łączy.

G: Rozumiem, że oni w ten sposób „dokładają ciężarków”, żeby w bardziej prawdopodobny sposób zrealizowała się konkretna wizja przyszłości? To takie metafory troszeczkę – bardziej urzeczywistniają tę ścieżkę, która by im pasowała?

O: Tak.

G: Hmm. Co prawda można sobie w ten sposób bata na siebie ukręcić. Ale okej.

A: A mnie ciekawi, co to są za grupy. Czy to są powiedzmy grupy zazwyczaj przedstawiane przez różne teorie spiskowe jako masoni, iluminaci, czy jeszcze jakieś inne nienazwane grupy to są?

O: Tak jak mówiliśmy wcześniej, mamy do czynienia z bardzo rozproszonym ciałem. Jedni mają podejście bardziej technokratyczne, inni bardziej – nazwijmy to – mistyczne, ale ze wszystkich stron chodzi o realizację pewnych wizji kontroli. Koniec.

G: No ale jak sam kiedyś stwierdziłeś, oni są przeświadczeni o własnym mesjaniźmie, czyli o tym, że chcą dla ludzkości dobrze, jakkolwiek by to nie brzmiało. Czy tam do jakiejś idei w ogóle swojej. Czy faktycznie malowidła, które znajdują się na tym lotnisku, mają zasugerować jakieś wydarzenie na Ziemi, jakąś wielką wojnę albo coś co ma potężnie ograniczyć liczbę ludzi po to, aby potem doprowadzić do wspaniałego i chwalebnego pokoju?

O: Ma zasugerować wizję jednoczenia się po globalnym kataklizmie. Koniec.

G: Mhm. Powiedz mi, czy z naszego subiektywnego punktu widzenia – ja wiem, że to będzie dla ciebie dość ciężkie pytanie – ale – no i trochę generalizujące – natomiast, czy z naszego punktu widzenia te przesłanki są pozytywne, czy negatywne, patrząc na całość gatunku ludzkiego?

O: Zbyt mało określonych ram w pytaniu, aby na to odpowiedzieć.

G: No, tak myślałem. No dobra.

A: Ja myślę, że musimy jeszcze kiedyś, znaczy nie musimy, ale trzeba będzie do tego tematu kiedyś wrócić, gdy sobie rozpiszemy więcej pytań, bo tak na żywo…

G: Ja nie wiem, czy nawet rozpisując, przepraszam, że się wtrąciłem, czy nawet rozpisując będzie łatwo, bo ja nie wiem, czy będzie dało się to w ten sposób określić, bo pytanie, co dla kogo jest dobrem, a co złem, co korzyścią, a co niekorzyścią.

A: Znaczy… No… Tak, to jest długa dyskusja, ale może uda się w miarę prostą linię wyłonić.

G: No bo pytanie, czy dla danych grup interesów chodzi tylko i wyłącznie o władzę, czy dla tej grupy interesów w ich przekonaniu autentycznie chodzi o zbudowanie większej siły i korzyści dla większości planety jako takiej, gatunku ludzkiego.

A: No dobrze. To w takim razie ja mam pytanie próbujące zahaczyć sprawę z zupełnie innej strony. Czy im chodzi o to, żeby ten, powiedzmy „nowy wspaniały świat” – świadomie używam tego cytatu z Huxleya – był miejscem, w którym ludzie będą się czuli szczęśliwie i bezpiecznie?

O: Zależy, dla jakich sił. Uznajmy, że dla części lub nawet dla znacznej większości tych grup celem jest dołączenie do „organoty” – użyję tego określenia, jeśli Grzegorz pozwoli.

G: Jak najbardziej.

O: Czy tam będą ludzie szczęśliwsi – to zależy od definicji szczęścia. Na pewno będą żyli dłużej, będą mieli co jeść i w jakimś sensie się będą rozwijać. Koniec.

G: Powiedz mi, czy oni dostali proste wytyczne „słuchajcie, zredukujecie populację ludzi do wartości X, to będziemy mogli zacząć ten proces”? Czy padły takie stwierdzenia względem nich, że oni tak do tego dążą?

O: Przeciwnie. Tak naprawdę są obserwowani i testowani. Ponadto pamiętaj, że jeszcze do tego masz Zielonych, którzy nie są tak neutralni, jak tamci, co zresztą widać w ostatnich przemianach politycznych. Koniec.

G: Hmm. Rozumiem, że po pierwsze Zielonym absolutnie nie na rękę będzie włączenie do takiej większej wspólnoty, czy organizacji, ponieważ stracą  – bo rozumiem, że „Wysocy Panowie”, jeśli już do tego dojdzie, nie pozwolą sobie podjadać swoich obywateli, jakkolwiek są im użyteczni lub po prostu z sentymentu lub jakiegokolwiek innego powodu? Ale, czy dobrze rozumiem, że po włączeniu do jakiejś większej organizacji tego typu, do „organoty”, już Zielonym nie będzie tak łatwo podjadać ludzi?

O: Można tak rzec. Z tym, że ci drudzy uznają Zielonych za test. Wszelkie dezintegracyjne ruchy obecnie są bezpośrednim skutkiem ich działań. Koniec.

G: Dezintegracyjne w skali, znaczy w procesie globalizmu, tak?

O: Tak.

G: I rozumiem, że jest to dla nich eksperyment, czy ludzie sobie poradzą z czymś takim? Z wewnętrznymi sporami, które są wywoływane przez tamtych?

O: Nie. To działanie Zielonych. A, nazwijmy to, „organota” jedynie się temu przygląda. Wszelkie ruchy prointegracyjne są ruchami „pro-organockimi”, jeśli możemy tak to nazwać. Koniec.

A: Czyli…

G: To dlaczego powiedziałeś, jeszcze tylko jedno pytanie, to dlaczego określiłeś Zielonych jako test, że tamci traktują Zielonych jako test?

O: Nie ingerują, bo uważają, że ta planeta będzie gotowa do integracji, jeśli poradzi sobie sama ze swoimi problemami i będzie mogła globalnie, jako jedność, się wypowiadać. Koniec.

G: No, jest to jak najbardziej logiczne.

A: Oczywiście. W tym podejściu jest sens.

G: Natomiast, gdyby faktycznie planeta miała sobie radzić sama ze swoimi problemami, to tak, tylko przypomnijmy, że Zieloni zostali zaimplementowani również przez tamte osoby, i gdyby zapewne ktoś uzmysłowił grupie ludzi, że istnieje coś takiego, jak Zieloni, że z tym sobie trzeba poradzić, to można by mówić o radzeniu sobie samodzielnie z problemem. Tymczasem ktoś implementuje zagrożenie absolutnie którego się nie da być świadomym i mówi sobie, że dobra, patrzymy, jak sobie będziecie radzili ze swoimi problemami.

A: Dokładnie.

O: Czy to pytanie?

G: Może inaczej. Powiedziałeś, że jest duża doza prawdopodobieństwa, jedną z prawdopodobnych przyszłości jest to, że jednak nastąpią pewne informacje… Znaczy nastąpi ujawnienie pewnych informacji, które będzie miało za zadanie ludziom uzmysłowić, przybliżyć do takiej sytuacji w cudzysłowie „odsłonięcia istnienia” takich cywilizacji pozaziemskich…

A: I Zielonych również, przy okazji.

G: Właśnie. Moje pytanie jest takie: czy będzie to polegało na tym, że jakoś uzmysłowi się ludziom istnienie tamtych? Żeby sprawdzić, czy sobie z nimi poradzą?

O: Jeśli chodzi o Zielonych, to nie będzie to takie prędkie. Koniec.

G: Poradzenie sobie, czy uświadomienie ich istnienia? Powszechne?

O: Uświadomienie ich istnienia. To jest nieuchwytne.

A: No tak, ale przyjmijmy, że skoro „Wysocy Panowie” są w stanie poznać przejawy istnienia Zielonych oraz nawet nawiązywać z nimi komunikację, no to przyjmijmy, że mogą przecież zrobić coś takiego: „Słuchajcie, sytuacja jest taka” – tak przynajmniej ja bym zrobiła na logikę, ale może w czymś się mylę…

G: To jest eksperyment, pamiętaj.

A: No, no.

G: To dla nich jest eksperyment. Im nie zależy. Eksperyment.

A: No dobrze…

G: Dacie radę – to dobrze, to was przyłączymy. Nie dacie – hmm, trudno.

A: Ale ciężko jest sobie dać radę czy nie dać rady z czymś, o czym… o czego istnieniu nie ma się zielonego pojęcia. Jeżeli idę nad przepaść po ciemku i nie wiem, że tam jest przepaść, to jasne, że w nią mogę wpaść, ponieważ prawdopodobieństwo jest wysokie.

G: Ale weź pod uwagę coś innego. Masz, powiedzmy, taką bliżej nieprzybliżoną siłę, nie do potwierdzenia, która sobie istnieje, jakaś wąska grupa ludzi wojskowych zapewne o tym… podejrzewa istnienie tego, ale powszechnie opinia publiczna nie, i teraz tak: dla nas, mimo wszystko, te przejawy ukazują się jako działania ludzi, tak? Wybieramy odpowiednich ludzi, jesteśmy agresywni tudzież nie, prowadzimy wojny lub nie. I teraz, jeśli my, pomimo tego, że coś wewnętrznie skłania nas albo przybliża nas do takich działań, poradzimy sobie z tym, to jesteśmy gotowi tak naprawdę stawić czoła wielu dezintegracyjnym procesom kiedyś tam w przyszłości, czyli jesteśmy bardziej wartościowym społeczeństwem.

A: W pewnym sensie tak, ale w tym momencie wprowadzasz też czynnik szczęścia albo pecha, mianowicie jeżeli ktoś jest naprawdę wartościowy, ale – znowu wracając do tej metafory – po prostu akurat zgasło światło, idzie po ciemku i złomotał się z jedenastego piętra, bo akurat tam była dziura i nie było drzwi, no to w tym momencie żeby był nie wiem jak wartościowy, to i tak nastąpi strata.

G: No to pewnie sobie sprawdzają, co się wydarzy.

O: Grzegorz jest bliski prawdy. Jeśli chodzi o argument, że oni zaimplementowali Zielonych i to nienaturalne, to przecież oni zaimplementowali też ludzi, więc to też nienaturalne. Ale cała kwestia Zielonych jest taka, że to tak subtelne oddziaływanie niefizyczne, że takie samo oddziaływanie jest w drugą stronę…

G: No właśnie…

O: …w której poradzenie sobie to kwestia zmiany globalnej świadomości. Koniec.

G: Tu chodzi, mnie się wydaje, że w tym, co powiedział, chodzi o przekroczenie masy krytycznej. Będziesz w stanie włączyć kogoś do jakiejś większej grupy kierującej się A i B, takimi wartościami, jeśli ta grupa dojdzie do tego stopnia rozwoju, że pomimo własnych cech, A i B postawi wyżej. Czyli ludzkość postawi wyżej rozsądek niż jakieś emocjonalne pobudki i nastąpi złamanie masy krytycznej i to wywoła odmianę z drugiej strony, czyli w tych, którzy subtelnie próbowali na ciebie wpływać – oni zaczną zjadać to, co ludzie będą robili, i to będzie wpływało na nich.

A: O, to Grzegorz mamy przewalone. Jestem pesymistyczna co do tego, biorąc pod uwagę to, co ostatnio obserwuję na świecie.

G: Ale weź pod uwagę drugą rzecz, że jeśli pomimo tych rzeczy, które ostatnio obserwujesz, nastąpią jakieś tam inne kroki skłaniające ku temu, to mimo wszystko będzie dobrze. A teraz – co jeszcze w tym jest najgorsze – wyobraź sobie taką grupę ludzi, która żyje na świecie i jest tego świadoma, jest świadoma, jak to wszystko wygląda, i co będą mogli próbować zrobić? Wywołać na tyle duże zamieszanie albo jakiś kataklizm, albo coś takiego, żeby tych ludzi na siłę zjednoczyć. Skoro nie chcą tak, to my im zrobimy taki rozpierdol, żeby się zjednoczyli.

A: Tak, to też jestem w stanie sobie wyobrazić. O ile ja ze swoją rozchwiana emocjonalnością jestem w stanie sobie jakoś poradzić, o tyle totalnie nie widzę, żeby… No ale nieważne, to jest długi temat.

G: Dobrze, a w takim razie powiedz nam, jak do tego wszystkiego ma się ujawnienie informacji o istnieniu takich istot w tym przedziale czasowym, który podałeś jako prawdopodobny? To też będzie po prostu wrzucenie jakiegoś czynnika do terrarium, żeby zobaczyć, co się z tym wydarzy?

O: Po prostu ciężko już będzie to ukrywać. Technologia, którą dysponuje każdy człowiek, cały czas się zwiększa. Koniec.

G: Rozumiem. Czyli po prostu najzwyczajniej w świecie zaczniemy być za wścibscy, albo będziemy mieli za dużą możliwość, żeby doświadczyć tego, że oni tu są.

A: Albo włączymy mikrofalę i nagle okaże się, że widzimy cienie snujące się po naszej kuchni. Ponieważ akurat te mikrofale ujawniły tego… naszego Zielonego.

G: Nie nie, to nie o Zielonych chodzi według mnie. Bo zwróć uwagę, że do Zielonych on powiedział, że to będzie baaardzo długi proces, rozłożony w czasie, żeby sobie ich uświadomić i tak dalej.

A: Nie no, tu ja akurat trochę żartowałam.

G: A. okej.

A: Ale słucham Ciebie.

G: Nie nie, chodziło mi o to, że zapewne za lat, nie wiem, strzelam sobie teraz określoną wartość, pięćdziesiąt, ta nauka dostępna publicznie dla opinii publicznej – instytucje, agencje kosmiczne – no, po prostu zwykli ludzie będą dysponowali już taką technologią, która faktycznie sprawi, że „Wysokim Panom” będzie się już ciężko chować.

A: No i mam nadzieję. Wreszcie…

G: Po prostu szczur wystawi, albo chomik, łeb z terrarium i po prostu już będzie widział wszystko.

A: Dobra, a masz jeszcze jakieś pytania odnośnie tego?

G: Nie, na chwilę obecną nie mam. Właściwie to wracając do początku naszego pytania, zaczęło się od lotniska. Czy wizja… Mówiłeś, że tam chodziło o wizję zjednoczenia się po jakimś kataklizmie. Czy te grupy, które akurat to tworzyły, miały sprecyzowane, co to ma być za rodzaj kataklizmu? To miała być wojna? To miała być epidemia? Czy po prostu to była luźna interpretacja, malowidło i nie zastanawiali się nad tym?

O: Konflikt z użyciem broni niekonwencjonalnej. Koniec.

A: Ale czy nuklearnej, czy jakiejś innej?

O: Biologicznej. Koniec.

A: Wirus skierowany konkretnie w jakieś… określone punkty DNA?

O: Tak. Koniec.

G: Czy plany się nieco zmieniły? Czy nie są aż dla nich tak bardzo sztywnoramowe, żeby się zastanawiali nad zmianą lub nie?

O: Są różne grupy. Koniec.

G: Są takie, które dalej dążą do tego?

O: Tak. Koniec.

G: I rozumiem, że dla nich konflikt… Jedynym celem wywołania konfliktu jest siłowe skłonienie ludzi do zjednoczenia?

O: Tak. Koniec.

G: Jakie to jest przykre. No dobrze.

A: Niestety smutna prawda jest taka, że to działa.

G: No, wiem. Dobra. To teraz pewna rzecz, która mi przyszła do głowy. Bo mamy tutaj pewien, jeśli już się możemy w logikę tutaj w takim temacie bawić, mamy tu pewien spory konflikt interesów i właściwie poczynania przeciwnych obozów, które jakby doprowadzić mogą do tego samego. Bo: jeśli działania Zielonych i obecna sytuacja polityczna są bezpośrednio skutkiem ich działań, ta dezintegracja dużych grup społecznych, Unii… Ale jednocześnie ta dezintegracja może doprowadzić na przykład do konfliktu, który będzie na korzyść przeciwnikom Zielonych. Czy oni tego nie przewidzieli w swym działaniu?

O: Przewidzieli. Koniec.

G: Więc jednocześnie w interesie Zielonych jest niedoprowadzenie do takiego konfliktu? Który pozwoli się zjednoczyć ludziom?

O: Oni nie mają takiego wglądu. Mówiliśmy już o tym kiedyś. Tak czy inaczej, ta ostateczna integracja będzie musiała kiedyś nastąpić. To od ludzi zależy, ile do tej pory się wycierpią. A bardzo są podatni na dezintegracyjne ruchy. Były próby pokojowej integracji, jak na przykład wasza Unia, ale ostatnio ta tendencja z uwagi na działania ludzi jest odwrócona. Koniec.

G: No wiesz co, myślę, że – znaczy wiadomo, jest to prywatna opinia – że jednak, pomimo wszystkich przeciwników Unii Europejskiej, jednak na tyle mocno wryła się w świadomość ludzi, że nawet ci najbardziej zagorzali jej przeciwnicy chyba – oczywiście pomijam wyjątki, jak Brexit – ale chyba nawet ci zagorzali przeciwnicy nie myślą o całkowitym odseparowaniu się od tego, bo to już – i dobrze – na tyle mocno weszło w świadomość. Natomiast nie jest to łatwe, bo przecież, jak wiemy, różne supermocarstwa, pomijając idee integracyjne, nadal walczą o wpływy, a choćby w interesie Stanów jest dezintegrować swojego rywala. Mamy tu tak różne metapoziomy i perspektywy spoglądania na to, że robi się ładny bajzel.

A: Poza tym nie mamy wiedzy o wszystkim. Bo niektóra wiedza jest po prostu przekazywana poza naszą… poza popularnymi kanałami informacyjnymi.

G: No tak tak, tylko wiesz, chodzi o to, że z jednej strony komuś zależy na integracji i to się dzieje, mamy ruchy integracyjne, i powiedzmy są to ludzie, którzy mogą mieć wpływ na różne rzędy różnych krajów, i oni działają prointegracyjnie, jednocześnie…

O: [wchodzi w słowo] Ludzie na Zachodzie… Jeśli ludzie na Zachodzie będą poddawać się ideom dezintegracyjnym, tym ruchom, które są tak teraz popularne, to cóż. Zintegrują was Chińczycy. Koniec.

G: O tym też miałem mówić.

A: Dlaczego nie Rosjanie?

G: Bo myślę, że tam jest podobnie. Powiedz mi, czy – bo też jest dla mnie bardzo ciekawy temat, niejako trochę taje… może nie tajemniczy, co interesujący. Powiedz mi, czy organowi, który rządzi Chinami, bo to nie jest chyba jeden człowiek, to jest faktycznie partia, twór, zarząd, nie wiem, jak to nazwać – ktoś Chinami rządzi – czy oficjalnie Chińczykom zależy na integracji ludzi jako całości? Można ich jakiś taki wyniosły cel w ten sposób nazwać? Bo ja często mam wrażenie, że im zależy na tym, żeby faktycznie ludzie się jak najbardziej ujednolicali. Czy jest to prawda?

O: Zależy od kontekstu. Ale tak, są. Wzorowym współpracownikiem „organoty”. Koniec.

G: A czy ta wzorowa współpraca przejawia się również w tym, że zależałoby im, aby inne części świata też się integrowały? Czyli dla przykładu: wspomniałeś kiedyś, iż w interesie Stanów Zjednoczonych jest dezintegrować Unię Europejską. Zwykły polityczny interes. Jak zapatrują się na takie oddziaływania Chińczycy? Czy Chińczykom zależy na integracji, na przykład Europy, czy raczej na dezintegracji? Bo z politycznego punktu widzenia to również jest korzystne dla nich, jeśli Europa się dezintegruje. Ponieważ przeciwnik ekonomiczny się…

O: [wchodzi w słowo] Oni chcieliby zintegrować wszystkich. A nawet zasymilować. Koniec.

G: Czyli oni chcieliby integracji, ale żeby świat był wielkimi Chinami? [chichot]

O: Nie śmiałbym się z tego. Koniec.

G: Dobrze, a czy oni w jakiejś dalszej perspektywie maja na przykład w zanadrzu plan tego, aby – jeśli przez pewien okres ludzie nie chcieli się dobrowolnie asymilować – to oni „pomogą” innym krajom w asymilowaniu się i zjednoczeniu? „Pomogą” to jest taki duży cudzysłów. No, po prostu zrobią to siłą.

O: Mało prawdopodobne, aczkolwiek takie możliwości posiadają. Oczywiście w rozumieniu siły konwencjonalnej.  Koniec.

G: Czyli twoje mówienie o asymilowaniu przez Chińczyków dotyczyło czego raczej, wpływów gospodarczych?

O: Też. Koniec.

G: To czego jeszcze? Bo jeśli scenariusz siły jest mało prawdopodobny…

O: Polityczno-gospodarczo-kulturowych. Koniec.

G: Okej. Dobra. Właśnie mi się wydawali ciekawym krajem, dlatego zapytałem, bo są krajem potężnym, silnym gospodarczo i po prostu konwencjonalnie, a mimo wszystko nie sprawiają wrażenia kraju, któremu zależy na rozszczepianiu innych i osłabianiu. Dlatego mi się wydawali ciekawi.

A: Oni raczej wykupują świat, kawałek po kawałku w tej chwili.

G: No, niby tak, ale weź pod uwagę, że ich nadprodukcja… swoją nadprodukcją uzależnili się od świata. Zintegrowali się z tym światem. Muszą dla niego produkować. Jak przestaniemy od nich kupować, to padną. Nie sprzedadzą tego na własnym rynku.

O: Ostatnie pytanie.

G: Aneta, twoje.

A: Ja mam same długie pytania, więc ty dajesz.

G: Powiedz mi, rozmawialiśmy przed sesją: jak możemy się przygotować do tematu z końcówki ostatniej sesji? Mianowicie o tych dziwnych Asystentach? I na tym koniec, więcej nie poruszam, żeby nie dekoncentrować. Chcielibyśmy ten temat poruszyć, bo, jak stwierdziłeś, będzie ciekawy. Czy lepiej to robić na żywo?

O: Po ośmiu. Koniec.

G: Okej. Spytam łącznika, o co mogło dokładnie chodzić, bo mam kilka teorii. Dobra. To kończymy.

O: Żart. Koniec.

G: No wiem, że żart, tylko że… Dobrze, to tak serio, to co? Co może być przydatne?

O: Dobranoc. Koniec.

G: Dobranoc.

A: Dobranoc.

 

Pomóż i udostępnij na Facebook!