Menu

Sesja 14/02/02/17

Luty 2, 2017 - Sesje 2017

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści, a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty, należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


Treść normalna – pytający (litery symbolizują inną, wypowiadającą się osobę z grona obecnych)
Treść pogrubiona – odpowiadający K w stanie snu

O: Witam.

G: Witamy, dzień dobry. Dobry wieczór.

D: Cześć, Asystencie.

G: Jeszcze Aneta.

A: Dobry wieczór.

G: Tak jak wspomniałem, w związku z tym, że ja dzisiaj nie mam pytań ani tematów do poruszenia, to…

D: …będziesz nadzorował.

G: …będę moderował tylko tę rozmowę. Więc…

D: A ja pomogę w moderacji.

G: Tak więc Aneta twoje pytania, bo przez ostatnie sesje były te pytania dość spychane i przesuwane coraz dalej, tak że przejmujesz teraz prowadzenie.

A: No dobra.

G: Chyba że Asystent ma do dodania coś sam od siebie.

D: Czy może zasugerowałbyś, w jakim kierunku powinniśmy iść, jeśli chodzi o pytania może?

O: Nie.

G: Dobra. Konkretna odpowiedź. Dobrze Aneta, więc do ciebie tylko prośba – staraj się te pytania zamykać w jak najmniejszej ilości słów.

D: Ja oczywiście, jak mi coś przyjdzie do głowy, to ewentualnie się wtrącę, coś dodam od siebie, jeżeli będę miał pytania, to na samym końcu najwyżej. W tej chwili mam dwa bodajże, no trzy pytania takie krótkie, więc będzie na pewno czas na samym końcu, więc możemy zaczynać.

A: Dobrze. Ja chciałabym zacząć od tematu najbardziej sensacyjnego, czyli urządzenia, które kiedyś roboczo wiele lat temu nazwaliśmy „reptilian-busterem”. Otóż poruszaliśmy już ten temat wielokrotnie, aczkolwiek trochę chaotycznie. Otóż moje pierwsze pytanie brzmi: jak możemy i czy w ogóle możemy się do tworzenia „reptilian-bustera” jakoś przygotować – czy wystarczy po prostu zgromadzić odpowiednie materiały?

O: Jedno i drugie. Koniec.

A: W takim razie zacznijmy od przygotowania mentalnego. Co powinniśmy wykonywać, bo rozumiem, że to jest jakaś praca bardziej długoterminowa?

O: Posiąść wiedzę i praktykę w zakresie hodowania kryształów. Koniec.

A: Czyli w takim razie rozumiem, że dobrym pomysłem byłoby na przykład coś, co wielu z nas kiedyś w dzieciństwie robiło, czyli na przykład hodowla kryształów soli albo siarczanu… no, rozmaitych siarczanów, chociażby miedziowego, piękny niebieski kolor. Od tego możemy zacząć, tak?

O: Nauczyć się kontrolować wzrost i kształt. Koniec.

G: Czy istnieje ogólnodostępna wiedza, dzięki której można posiąść taką wiedzę?

O: Tak. Koniec.

A: No ja mniej więcej taką wiedzę powiedzmy mam, z lekcji fizyki. Wiadomo, że kryształy narastają wokół powiedzmy rdzenia, w każdym razie musi być element początkowy, takie ziarnko piasku, wokół którego narasta kryształ. Zanieczyszczenia w płynie, w którym kryształy narastają, również mają wpływ na to, w jaki sposób te kryształy rosną, ale myślę, że to jest kwestia do bliższego zweryfikowania. Natomiast mam dodatkowe pytanie: czy interesują nas kryształy, które jesteśmy w stanie wyhodować w warunkach domowych, z takich materiałów, które są dostępne w miarę łatwo w sklepie?

O: Jest taka możliwość, aczkolwiek cały proces będzie trudny do wykonania. Rezultatem będą trzy kryształy z różnych pierwiastków, substancji, gdzie dwa będą zatopione w jednym. Koniec.

G: A jakie, według ciebie, minerały będą najbardziej odpowiednie do tego?

O: To zależy. Można użyć różnych konfiguracji. Zdobądźcie listę dostępnych dla was związków i ich właściwości fizykochemicznych. Koniec.

G: Powiedz mi jeszcze…

A: [równocześnie] To ja mam…

G: Pytanie pośrednie, bo mi przychodzi do głowy szybko. W sumie miałem się nie wtrącać, ale i tak mi przyszło. Czy jak nagle staniemy się trudniej dostępni lub widoczni dla kogoś, to nie wywoła to jeszcze większego zainteresowania? Dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do tej obecności?

O: Z pewnością tak. Koniec.

G: Czy jest ryzyko, że będzie to miało więcej negatywnych, niż pozytywnych skutków?

O: Jest. Koniec.

G: A jakie można przedsięwziąć przeciw temu kroki?

O: Nic nie robić. Koniec.

G: W sensie że nie robić w ogóle tego… nie bawić się w te kryształy, tak?

O: Tak. Koniec.

G: A gdybyś mógł ocenić w taki prosty, zrozumiały dla nas sposób, na przykład za pomocą statystyki, matematyki, to jaki jest procent, prawdopodobieństwo korzyści, no, przeciw raczej negatywnym skutkom? Jaki jest stosunek?

O: Sytuacja, w której w warunkach domowych wykonujecie urządzenie poprawnie, co w rezultacie zminimalizowałoby zagrożenie, oceniamy na mniej niż pięć promili. Koniec.

G: Oddaję ci Aneta głos.

A: Ja mam pytanie, jakie są potencjalnie niekorzystne skutki takiego zwiększonego zainteresowania.

O: Uruchomienie ścieżki autodestrukcyjnej. Koniec.

A: No, to mi nie grozi. Ja mam tę ścieżkę dość dobrze rozwiniętą. W takim razie mam pytanie…

O: Masz dlatego, że bardzo cię interesują te urządzenia. Koniec.

A: Dobrze, w takim razie pytanie dotyczące tematu, ale próbującego zająć się nim z zupełnie innej strony. Gdybym chciała kompletnie zminimalizować, najlepiej do zera, a jeżeli to niemożliwe, to zredukować negatywny wpływ Zielonych na, przyjmijmy, moje życie, co powinnam zrobić?

O: Oczyścić się, swój umysł, ze schematów, które są używane przez nich. Koniec.

A: A jak mogę to uczynić praktycznie? Zadaję to pytanie dlatego, że próbuję różnych metod oczyszczania, próbuję różnych technik: zazen, próbuję „tu i teraz” i… efekty nie są zadowalające. Tak więc w skrócie: jak się do tego zabrać skutecznie?

O: Jak będziesz próbowała, na pewno będzie to nieskuteczne. Zawsze. Koniec.

D: Ja mam takie pytanie. Powiedziałeś, że „schematów, które oni stosują”.  Mógłbyś to rozwinąć? O co chodzi? Jakie konkretnie…

O: Nie powiedzieliśmy tak. Schematów w twojej głowie, które oni wykorzystują, wzmacniając je w celu wydzielenia większej dawki pożywienia. Koniec.

G: Powiedz mi, czy będę bliski prawdy, jeśli uznam, że takie schematy, mogą być to zachowania powtarzalne, które generalnie w dłuższej perspektywie za każdym razem wywołują skutki związane z cierpieniem, niezadowoleniem, które człowiek powtarza i jest już po jakimś czasie naprawdę świadomy, zdaje sobie sprawę z tego, że wykonuje coś, co w ostatecznym wyniku doprowadza do tego samego, do sytuacji, w której cierpi, w której jest mu źle. Czy o takich schematach mówimy?

O: Tak. Koniec.

A: Czy ja mogę to rozwinąć? W takim razie ja chciałabym zapytać o taki przykład. Przyjmijmy, że ktoś ma zaniżoną samoocenę. Czy to oznacza, że wykorzystywanie takich schematów przez Zielonych może polegać na tym, że za każdym razem będą próbowali tę niską samoocenę jak gdyby pobudzić, wywołać na wierzch?

G: To bardziej psychologiczny temat, a zresztą…

O: Jest taka opcja. Koniec.

G: Prędzej się będziesz pchała w sytuacje, które tę samoocenę będą ci obniżać, ale wiązanie tego z Zielonymi czy nie to chyba nie ma znaczenia.

A: Robimy sesję sensacyjną i zadajemy pytania.

G: No kontynuujcie, kontynuujcie.

A: Dobrze. W takim razie ja jeszcze w temacie kontynuowania pytań dotyczących wykorzystywania schematów tkwiących w głowie. Czyli tak naprawdę praca powinna polegać na tym, żeby jakby puszczać wszelkie emocje, które się pojawiają, i nie przywiązywać się do nich, tak?

O: Można tak powiedzieć. Koniec.

G: A czy będę bliski prawdy, jeśli uznam, że nawet jeśli jakaś ścieżka wydaje się nam łatwiejsza, ścieżka postępowania, ale mamy najzwyklejsze w świecie doświadczenie sugerujące nam, że ta droga jest zła, bo prowadzi do kiepskich efektów, to po prostu, jakkolwiek by to źle nie zabrzmiało, to „zmusić się”, przeczekać, aby ten schemat, ten nawyk złamać, co początkowo może być ciężkie, ale czy jest to dobre stwierdzenie, jeśli w tym kontekście rozmawiamy?

O: Tylko trzeba uważać, bo z jednej ścieżki można zejść na inną ścieżkę [? niewyraźne 46:45] w innym kierunku, ale w rezultacie okrężną drogą doprowadzi do tego samego. Oczywiście wówczas możesz to zauważyć, będąc świadomym, i zejść na inną ścieżkę, która nadal będzie ścieżką. Nie o to chodzi. Ścieżka to schemat też, cel. Nie o to chodzi. Trzeba zejść ze ścieżek wszystkich, wyskoczyć, spojrzeć na wszystko z góry. Koniec.

G: No bo rozumiem, że taki hipotetyczny gość, kto ma taką korzyść z pewnych zachowań, bazuje… buduje wszystko na czyjejś przewidywalności, więc w tym wypadku najlepiej byłoby być osobą, która po prostu reaguje na daną sytuację i za pomocą emocji, i rozsądku, ale nie w sposób całkowicie przewidywalny; nie powtarza tego w kółko, tylko faktycznie za pomocą uważności i przebywania w danej chwili reaguje konkretnie na każde wydarzenie, jakby było nowe, świeże, nie powielając takich samych zachowań. Czyli tak, jakbyśmy wcześniej – chociaż to jest ciężkie – pewnych rzeczy nie przeżywali, tylko wszystko traktowali indywidualnie, oryginalnie i świeżo, tak?

A: Tylko że jak przeżywasz, znaczy próbujesz postrzegać przyjmijmy wcześniej negatywny dla ciebie wzorzec jako zupełnie nowy, to on nadal będzie wywierał negatywne skutki. Ewentualnie, a właściwie może potencjalnie je wywierać.

G: Nie no, ale możesz go nie stosować, skoro wywołuje negatywne, ale ze świadomością tego, abyś uważała, żeby to nie stał się nowy nawyk, nowe założenie, które z samego faktu, że jest założeniem, będzie pozwalało znowu robić pewne konkretne rzeczy z tobą. Podajesz komuś na tacy instrukcje: zachowuję się w tej sytuacji tak, nie podoba mi się to, to przechodzę na plan B i teraz będę się zachowywać tak, tak i tak. Więc znowu ktoś wie, co robić.

A: Mhm.

D: Nie jeździć na automacie. Wyłączyć autopilot.

G: Tak. Wyłączyć autopilot, dokładnie. A czy kiedy będziemy próbowali wyłączyć tego autopilota, być świadomi, być tu i teraz, to efekt nie będzie podobny, jak w przypadku „reptilian-bustera”, o którym gadamy? To znowu nie będzie zwrócenie uwagi, że jednak coraz mniej z nas korzyści?

O: To nie jest ukrycie się. Przeciwnie. Nie jest próba ukrycia, tylko zabezpieczenie się siłowe, zwycięstwo. Bo to, co ci mogą spowodować, to wpłynąć na twoje zachowania, a jeśli je kontrolujesz poprzez świadomość chwili, to ty jesteś decydentem, a nie oni. Koniec.

G: Okej, rozumiem założenie.

A: Ja również.

G: Które jest jak najbardziej pozytywne, obojętne w co wierzymy i jakie mamy poglądy. To się odnosi jakby chyba do wszystkich ludzi. Okej. Aneta, kontynuuj.

A: Dobrze. W takim razie ja bym chciała zadać pytanie dotyczące rozróżnienia „ukrywanie się przed Zielonymi” w kontrze do „zabezpieczenia siłowego przed Zielonymi”. Rozumiem, że zabezpieczenie siłowe, takie, które polega na niereagowaniu w sposób taki, jaki oni… jakiego oni by sobie życzyli, albo wręcz czasami, jeżeli nie da się inaczej, reagowaniu absurdalnie „niesmacznemu”. Dzięki takiemu zachowaniu bylibyśmy bardziej bezpieczni, niż w przypadku próby ukrycia się, czy tak?

O: Zasadniczo tak. No chyba że zdecydują się na usunięcie fizyczne. Koniec.

A: A w jakiś sposób może dojść do realizacji takiego usunięcia fizycznego, jeżeli się na to zdecydują? Czy oni są w stanie zrobić coś fizycznego, czyli na przykład, no nie wiem, zrzucić na nas dziesięciotonowy blok betonu, czy raczej działają poprzez innych ludzi?

O: Pierwsza opcja możliwa, ale mało prawdopodobna. Druga jak najbardziej. Koniec.

A: Rozumiem. Kiedyś nawet mieliśmy częściowo sesję poświęconą temu tematowi i mówiliśmy, że różne ataki w szale, w przypadku których atakujący mówił, że kompletnie nie wie co go opętało. On po prostu zaatakował i wręcz nie pamięta takiego zdarzenia, to może być na przykład taki przypadek? Mam powiedzmy jeszcze takie pytanie dodatkowe, które mi przyszło w tej chwili do głowy. Kiedyś mówiłeś że Zieloni żywią się uczuciami, które w naszym ludzkim świecie uznawane są za negatywne, czyli strach, stres, gniew, wściekłość, nienawiść. Natomiast rozumiem, że dla nich zupełnie niesmaczne są, czy też „zepsute”, produkty które my z kolei jako ludzie uznajemy za pozytywne, czyli na przykład bezwarunkowa miłość, wdzięczność, jakaś taka bezinteresowna radość… To są wszystko uczucia, które dla nich są niesmaczne, tak?

O: Nie rozróżnialibyśmy tego w ten sposób. Kwestia bardzo skrajnych emocji. Koniec.

A: W takim razie chciałam się upewnić. Czy istoty zwane Zielonymi potrafią również się odżywiać skrajną emocją euforii, pojawiającą się na przykład w momencie, w którym patrzę na wyjątkowo przepiękny zachód słońca i ten zachód jest tak piękny, że po prostu czuję się absolutnie wspaniale. Czy oni czymś takim również potrafią się żywić?

O: Mamy trudność w mówieniu o ich pożywieniu, bo jest to dla was totalnie abstrakcyjne i brak jest możliwości przełożenia tego na wasz język. Tego, w jaki sposób funkcjonuje ten proces. Taka sytuacja nie wywoła odpowiednich wibracji, ale na przykład bardzo zadowalający cię stosunek seksualny albo spontaniczny i „ostry” – już tak. Koniec.

G: Czyli jak tak sobie słucham z boku, to przychodzi mi na myśl, że generalnie związane są z tym wszelkie uczucia, które my nazwalibyśmy pierwotnymi, zwierzęcymi i absolutnie przed-świadomymi. Takie, które wykonujemy gwałtownie, absolutnie się nad nimi nie zastanawiając. Bo refleksja albo uczucie spokoju, którego możemy doświadczyć wspomniany zachód słońca, nie jest takim zachowaniem. Natomiast bardzo gwałtowny stosunek seksualny, o którym wspomniałeś, w którym wyzwalamy bardzo prymitywne zachowania; agresja; nienawiść; wszystko, co wiąże się z bardzo prymitywnym wyzwalaniem energii – już tak.

O: Tak.

G: A czy w związku z powyższym równie atrakcyjne są dla nich emocje zwierzęce? Innych gatunków zamieszkujących Ziemię?

O: Nie.

G: W takim razie są ideologicznie albo – złe słowo – są z założenia związani tylko z tymi, które generują ludzie?

O: Tego typu istoty tak.

D: Właśnie, i teraz takie pytanie. Bo mówisz, że nic z tego nie czujemy. Kiedyś poruszaliśmy ten temat i było coś takiego, że moglibyśmy się jakby z nimi dogadać na układ, który – poprzez to, że my im będziemy dostarczali odpowiednich emocji, dzięki którym oni się będą żywić – oni będą w subtelny sposób jakby wpływać na to, co nam się w życiu przytrafia. Czy taka współpraca jest… dalej uważasz, że jest z nimi możliwa?

O: Tak. Koniec.

D: Pytam, ponieważ ostatnio rozmawiałem z kimś, kto mówił że podczas snu widział jak jej bliscy cierpią, coś im się dzieje. Ta osoba czerpała paradoksalnie z tego przyjemność. W momencie ocknięcia się było to dla niej bardzo dziwne. Czy tutaj dochodziło do takiej współpracy, że powstawały takie mimowolne negatywne emocje, które oni potrzebowali, aby ta osoba wydzielała i w zamian jej coś dawali, czy po prostu to było jakieś inne zjawisko, nie mające nic wspólnego z Zielonymi?

O: Tak. Istnieją ponadto takie jednostki, które na pewne… na pewnej płaszczyźnie nieświadomości podobnie się żywią. A istnieją tacy ludzie, dla których niemożliwym byłoby funkcjonowanie bez tego. Koniec.

A: Czy mówisz w tym momencie o zjawisku tak zwanego wampiryzmu energetycznego, o którym się mówi czasami?

O: To, o czym się mówi, jest bardzo wypaczone. Jeśli chodzi o materiały, o których słyszałaś. Ale faktycznie coś podobnego istnieje. Jest możliwe i do takiej współpracy niezbędne. Koniec.

A: Miałam kiedyś do czynienia z ludźmi, których nazwałabym może niekoniecznie „wampirami energetycznymi” czy „wampirami emocjonalnymi”, ale po prostu do tej pory sądziłam, że oni zwyczajnie lubią wkurzać innych wokół siebie, bo im to jakąś taką przyjemność sprawia i tyle.

O: W większości są nieświadomi tego. Koniec.

A: Czasami zdarza się sytuacja, mi się przynajmniej zdarzała, że czuję się całkiem dobrze, wchodzę do jakiegoś miejsca, w którym jest dużo ludzi, i nagle czuję się zupełnie opadnięta jakby z sił. Nagle przytłoczona, nastrój spada w miarę gwałtownie. Czy to też może być przejaw przebywania w tej grupie ludzi kogoś takiego?

D: Też tak parę razy miałem. Wtedy zawsze uciekałem…

O: Jest taka opcja. Ale ty osobiście musisz uważać. Sama masz takie tendencje. Koniec.

G: Właśnie to chciałem powiedzieć. Że większość z nas, przynajmniej w tym gronie, w którym tu siedzimy, albo przynajmniej ja mogę wprost powiedzieć szczerze o sobie, mogę zaobserwować sytuacje, które – jeśli przeanalizować – to mogą doprowadzać do sytuacji, w których jestem w jakiś sposób na wygranej pozycji w danej dyskusji, która to dyskusja doprowadza do konkretnego negatywnego stanu emocjonalnego u innej osoby. Nawet jeśli on w perspektywie będzie pozytywny, bo będzie jakaś refleksja i tak dalej, to w danej chwili sprawia, że dana osoba czuje się bardzo źle sama ze sobą, natomiast może to wywoływać przedziwny spokój u mnie jako u prowodyra tej sytuacji. Czy to jest to, o czym mówisz?

O: Bardzo powierzchowne stadium tego, o czym mówię. Koniec.

G: Rozumiem, że może to być też zwykły aspekt psychologiczny, czyli po prostu zwykła chęć dominacji i zaznaczenia jakby swojej wartości, bo to też można w taki sposób rozpatrywać.

O: Masz możliwości wykonywania takich akcji, ale nie jest to niezbędne, tak jak w przykładach ludzi, o których wspomniałem. Koniec.

G: Rozumiem. A czy mając możliwości ku temu, to jedyna korzyść, która wynika na przykład w tym wypadku dla mnie, będzie po prostu przeze mnie odbierana jako chwilowe lepsze samopoczucie, jeśli skorzystam z tej możliwości?

O: Tak. Koniec.

G: Z mojej strony tyle.

A: Ponieważ rzeczywiście mam wrażenie, że coś w tym jest, tak więc moje pytanie brzmi: gdybym doraźnie chciała spacyfikować te skłonności jak musiałabym się do tego zabrać? Czy wystarczy samoświadomość i obserwacja swoich reakcji, czy potrzeba czegoś więcej? Dodam, że moim priorytetem jest nieszkodzenie komukolwiek, czy to świadome, czy nieświadome.

O: Przede wszystkim to w tym momencie może powodować u ciebie dyskomfort. Sytuacje, o których wspomniałaś, wynikają z bardzo poszerzonej empatii. Emocjonalnie jesteś chłonna jak gąbka i bardzo szybko, nie zdając sobie z tego sprawy, pochłaniasz i zamieniasz swoje emocje na te, które pochłonęłaś. Koniec.

G: Jeśli już jesteśmy w temacie takich reakcji, to z ciekawości zapytam, bo to może mieć zwykłe uzasadnienie jakby w naszej psychice i zwykłych reakcjach, natomiast z ciekawości: kiedy przebywam z osobą, która generuje zbyt dużo emocji, w naszym języku moglibyśmy to określić jako histerię – obojętne, kim jest ta osoba – oczywiście jest to silniejsze, kiedy jestem związany emocjonalnie z tym człowiekiem. Ale kiedy generuje tych emocji tak strasznie dużo, tak strasznie mocnych, mam ochotę uciekać, bo wręcz czuję, jakby coś mnie łapało za żołądek. Jest to gigantyczny dyskomfort i bardzo nieprzyjemne odczucia. Z czym to jest związane?

A: Mam to samo… Mam to samo, bóle serca i bóle żołądka.

G: Bólu serca nie mam, natomiast jest to dla mnie ogromny dyskomfort, kiedy tych emocji jest tak wiele i są tak bardzo gwałtownie wyrzucane z kogoś. Mam ochotę po prostu uciec z tej… z tego miejsca. Z czym jest…

D: Odizolować się…

G: Tak. Z czym jest to związane według ciebie?

O: To forma emocjonalnego wymuszenia takich samych emocji w tobie. Koniec.

G: Mhm. Okej.

A: Macie jeszcze jakieś pytania odnośnie tego?

D: Ja mam. W związku z tym, co rozmawialiśmy tam trzy-cztery pytania wcześniej – w przypadku Zielonych lepiej iść z nimi na współpracę? Czy po prostu uciekać, chować się przed nimi?

G: Zabezpieczenie siłowe, o którym powiedzieliśmy.

D: No właśnie, teraz kwestia co by było najlepsze: czy budować to siłowe, czy iść na współpracę. Kiedyś rozmawialiśmy, że taka współpraca nie jest jakby głupim rozwiązaniem, tylko może wiązać się z tym, że może to być obciążenie psychiczne dla takiej osoby, ponieważ wiąże się to z tym, że – tak, jak wspomniałem wcześniej, ta osoba miała – pojawiają się takie emocje związane z bardzo bliskimi osobami, które nie do końca mogą być dobre dla psychiki, bo są drastyczne.

G: Ale w dalszej części tej sesji padło również stwierdzenie, że jako „zapłatę”, wymianę, otrzymasz pewne rzeczy, których sobie zażądasz. Natomiast żebyś się liczył z tym, że może to być bardzo ironiczne zapłacenie, że się tak wyrażę.

D: No właśnie. Na jakiej zasadzie by ta współpraca miała działać?

O: Nie rozumiemy pytania.

A: To może ja spróbuję doprecyzować, bo mi się wydaje, że rozumiem, ale wy mnie korygujcie chłopaki na wszelki wypadek, jakby co. Otóż przyjmijmy, że jednostka świadoma istnienia Zielonych, ale niemogąca się z nimi powiedzmy skontaktować bezpośrednio, próbuje iść „na ugodę” ze swoimi podjadającymi. Taki „pakt z diabłem”, mówiąc w cudzysłowie. Chce się z tymi podjadającymi umówić w ten sposób, że ona będzie im generować i przekazywać złe emocje, ale w zamian za to chce coś uzyskać. Czy coś takiego jest możliwe?

G: Było…

O: W pewnym stopniu tak. Koniec.

D: Czyli podsumowując to wszystko: lepiej po prostu nie wchodzić z nimi w żadne układy, bo raczej pozytywnych aspektów z tego dla nas nie będzie.

A: No jak mówią legendy z paktów z diabłem, nigdy nic dobrego nie wynika, chyba że uda ci się przechytrzyć tego legendarnego diabła.

G: No tak.

A: No właśnie, to jest ciekawe…

G: A równie dobrze można to za jakiś czas uznać za chorobę psychiczną, bo taki sam efekt możesz osiągnąć, jeśli stwierdzisz, że zamiatając trzy razy miotłą oddasz przysługę komuś, czemuś innemu…

A: No dobrze, ale jeżeli nagle okaże się, że rzeczywiście masz jakieś realne, wymierne korzyści? Nagle, nie wiem, otrzymujesz Maserati, którego w życiu byś sobie nie kupił?

G: A powiedz, czy jak trzysta razy wciśniesz guzik na przejściu dla pieszych i akurat za trzysetnym razem włączy się zielone, to znaczy, że to było przez te trzysta wciśnięć?

A: A czy to jest zysk jakikolwiek? My tutaj mówimy o takim pakcie…

G: Przejdziesz przez ulicę, bo masz przeświadczenie, że jak trzysta razy nie wciśniesz guzika, to się zielone nie włączy.

A: No dobrze [chichot]. Ale przyjmijmy że masz umowę ze swoim „zielonym diabłem”, który mówi, że ty się na przykład pięć razy dziennie zdenerwujesz na coś absurdalnego, a następnego dnia dostaniesz, nie wiem, Maybacha w kolorze fioletowym. Albo zielonym 😉

O: Informujemy, że w ten sposób to nie funkcjonuje. Koniec.

A: No właśnie. Mnie przede wszystkim interesuje, w jaki sposób możemy, kolokwialnie mówiąc, wyciągnąć korzyść z istnienia…

O: Z istnienia czego? Koniec.

A: Przyjmijmy, że… Dobrze. W takim razie ja akurat więcej pytań na temat konkretnie współpracy czy też braku współpracy z Zielonymi nie mam, natomiast mam jedno pytanie, które mi przyszło do głowy w trakcie…

D: To poczekaj, bo jeszcze odnośnie Zielonych. Co ta osoba, o której wspominałem, może zrobić? Co takiej osobie można doradzić?

O: Doradzić w jakim celu? Koniec.

D: W celu poradzenia sobie z tą sytuacją, bo uważam, że ona raczej nie do końca jest pozytywna. Co zrobić aby się jakby z tym, że tak powiem, uporać?
O: Co to oznacza „uporać się”?

D: Chce, żeby to znikło. Żeby nie było tego zjawiska.

O: To zależy od konkretnego przypadku. Można spróbować rozwiązania siłowego, o którym mówiliśmy. Bądź rozwiązania konwencjonalnego z użyciem chemii. Koniec.

D: Dobra. Z mojej strony w tej kwestii wszystko.

A: Tak. Otóż w sposób zadziwiający przypomniał mi się cytat z jednej z dużo starszych sesji, w którym mniej lub bardziej serio czy też żartobliwie zostaliśmy określeni „rewolucjonistami świadomości”.

G: Ostro!

A: Na czym ma polegać ta rewolucja świadomości, której rewolucjonistami jesteśmy?

O: Poprzez pracę sieciową danie możliwości wglądu we własną naturę jak największej liczbie osób. Pracę sieciową, której nie wykonujecie. Koniec.

A: W takim razie mógłbyś wypunktować, co powinniśmy zacząć wykonywać, od czego w ogóle zacząć?

O: Rozpowszechniać w cały świat. Koniec.

A: No próby rozpowszechniania to już nawet zaczęliśmy, dyskutowaliśmy na ten temat, mieliśmy burzę mózgów, jak to zrobić. Zdaje się, że nawet mamy kogoś, kto mógłby…

O: W waszej rachubie czasu dyskutujecie już od wielu lat. Koniec.

A: Aha, czyli powinniśmy pocisnąć z czasem w naszej rachubie czasu. Czy dobrym pomysłem będzie zaczęcie od przetłumaczenia naszych sesji na język angielski?

D: Znaczy no… W tym temacie, jeżeli się wtrącę, to już poczyniliśmy pewne kwestie.

O: Nie musicie się nam tłumaczyć.

G: Nie, to raczej mówimy Anecie.

A: No dobrze. W takim razie rozumiem, że wgląd we własną naturę będzie dla nas korzystny na wielu płaszczyznach. A czy mógłbyś proszę…

O: Jeżeli tego będziesz chciała, to tak. Koniec.

A: Tak, ja będę tego chciała.

G: Jeżeli będziesz tego chciała dla konkretnego celu, to tego nie będzie.

D: No, to chyba spontanicznie musi samo wyjść. Bo jeśli ty będziesz chciała osiągnąć… znaczy sorry, nie jestem guru, ale jeśli będziesz chciała osiągnąć to w jakimś celu konkretnym, to…

G: A cel jest przeciwny do… no, jakby jedno zaprzecza drugiemu. Dlatego ludzie mają problem z osiąganiem tego, zrozumieniem prawdziwej natury, bo zawsze towarzyszy temu jakiś cel. A to nie ma być po coś, tylko ma być samo z siebie, z tego, że jest po prostu naturalnym zjawiskiem.

O: Ból głowy jest. Istnieje. I zawsze będzie istniał. Aspiryna nie powoduje, że go nie ma, tylko że go nie czujesz.

D: Dokładnie.

O: Ale też nie jest tak, jak powiedzieliście, że trzeba sobie uświadomić, że go nie ma, bo to nie będzie prawda. On będzie. Kwestia tego, że on nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Koniec.

[niewyraźna rozmowa]

A: Natomiast ja wam chciałam jeszcze powiedzieć że ja się nie zgadzam z waszą opinią na temat celu czy tez braku celu. Otóż mianowicie, czy chcemy tego, czy nie, istniejemy w czasoprzestrzeni, czyli przestrzeni, której elementem jest czas, bo go postrzegamy. W związku z tym jakiś cel, mniej lub bardziej ważny, zawsze będzie istniał. Nie będzie tak, że miotamy się w porywach od tego miejsca do tamtego przez nie wiadomo co, ponieważ zawsze będzie istniał cel, chociażby: masz potrzebę fizjologiczną, masz cel żeby ją zaspokoić, prawda? Jesteś głodny, masz cel…

D: Jeśli chcesz dyskusji z nami, to po sesji.

A: Czy rzeczywiście jest tak, że powinniśmy żyć zupełnie bez celu? Czy jednak jakieś doraźne cele pomagają nam w rozwoju?

G: Z jednej perspektywy nic nie ma celu, natomiast żyjemy w takim ciele, które ma pewne ograniczenia.

O: Nigdy nie mówiliśmy, że nie ma celów. Że nie można ich mieć. Przeciwnie. Kwestia tego, że ty ich nigdy nie miałaś. Bo jeśli skupiasz się na czymś, na czymś konkretnym i to jest twój cel, twoja tarcza, na którą rzucasz. Na przykład: założyć rodzinę. I wybierasz sobie do tego jedną drogę. Tak naprawdę zamykasz się przed celami, bo życie, świadomość tu i teraz ma ich nieskończenie wiele. Można wybierać. Ale jak fokusujesz się na jednym, to jest właśnie sytuacja, w której nie masz celu. Twoje życie staje się bez celu, bo je zamykasz, ograniczasz. Sprawiasz, że jest smutne. Egzystencja nie ma sensu, bo egzystencja nie lubi być więziona, ograniczana. A życie ma być nieskończonym procesem. Nawet to, o czym mówiłaś, potrzeba fizjologiczna, to jest takie… niezdrowe myślenie. Potrzeba, cel zrobienia czegoś. Nie – to proces, element egzystencji. Jesteś głodna, to zjedz. Chcesz się załatwić, to się załatw. Ciągły proces, nieustanny, wielopłaszczyznowy. Ale jak już zjesz, to on się nie kończy. Przestrzeń i czas są nieskończone, więc jeśli je sobie ograniczasz, to zaprzestań tego. Koniec.

A: W takim razie jak pozbyć się tych ograniczeń?

O: Pierwszym krokiem jest zaprzestanie pytania o to. Koniec.

A: Trudno unikać zadawania pytań, skoro jest ich tak wiele.

D: No myślę, że próbować żyć tu i teraz. To naprawdę dużo problemów rozwiązuje.

O: Tylko będzie potęgować problemy. Próbowanie bycia tu i teraz. Koniec.

A: W takim razie… Otóż swego czasu powiedziałeś, cytuję „Uważaj na język. To, co mówisz i jak mówisz, kształtuje twój sposób postrzegania, a on kształtuje twoje doświadczenia, a te są twoim życiem.” Czy to oznacza, że tak naprawdę schematy myślowe budują ścieżki jak gdyby… Obrazowo mówiąc, w przestrzeni rzeczywistości wycinają ścieżki, w które później się zagłębiamy? Jak to rozumieć?

O: Wy jesteście tymi ścieżkami w takim obrazie, jaki przedstawiłaś. Koniec.

A: A co oznacza twoje sformułowanie z tej samej sesji, cytuję „Słowa maja moc wewnętrznej przemiany”? Koniec cytatu.

O: Sposób komunikowania się na zewnątrz wpływa na kształtowanie tego, co wewnątrz. Koniec.

A: Czy dobrze przebiega moja ścieżka rozumowania, jeśli powiem…

O: Źle. Koniec.

G: Możesz powtórzyć?

O: Źle. Koniec.

A: [westchnienie] Właśnie się zastanawiam, jak to przeformułować.

O: Będzie jeszcze gorzej. Koniec.

A: Zwykle tak jest, że im bardziej człowiek się zastanawia, tym gorzej wychodzi. Tak więc może rzeczywiście do następnego razu. A wy macie jakieś pytania teraz?

G: Ja nie mam.

D: A może jakieś pytanie z innej beczki? Czy to, kiedy się urodziliśmy – dokładnie chodzi o datę – ma znaczenie? Czy to tylko ludzie sobie przypisują jakieś znaczenie danemu okresowi, w którym człowiek przyszedł na świat?

O: Znaczenie czego?

D: Czy chwila, w której się rodzimy, dany układ, nie wiem, sytuacyjny planet, kosmosu, tratatata… czas po prostu, miesiąc, dzień…

G: Numerologia…

O: Tu trzeba konkretnie odwrócić spojrzenie. To nie jest tak, że coś wpływa. Po prostu Wszechświat jest matematyczną strukturą samoodtworzeniową i powtarzalną, zbudowaną na prostych matematycznych wzorach. Resztę sobie odpowiedzcie sami. Koniec.

D: Ja mam takie pytanie. To na przykład: czy jeżeli jedna osoba numerologicznie wychodzi, bo się tam urodziła w danej dacie i jest, jak to się określa, jedynką…

O: Nie.

D: Okej.

G: No to dobrze. Nie no, ja rozumiem jego wypowiedź, nie chce mi się rozpoczynać zdania w tym momencie. Pogadamy później.

D: Też już wiem, o co chodzi.

[koniec nagrania]

Pomóż i udostępnij na Facebook!