Menu

Sesja 06/29/06/16

Lipiec 6, 2016 - Sesje 2016

Poniższa treść została uzyskana poprzez wprowadzenie K w stan głębokiego odprężenia, w trakcie którego jego podstawowa świadomość ulega uśpieniu. Zaznaczamy że rozmowa odbywa się tylko i wyłącznie z K, z jego podświadomym umysłem, który w sposób pozbawiony zabarwienia emocjonalnego i mniej zanieczyszczony przekonaniami, odpowiada na nasze pytania, wchodzi z nami w dyskusję oraz komentuje nasze własne poglądy. Jest to jednak nadal TYLKO I WYŁĄCZNIE umysł K, pełen własnych idei, wyobrażeń, wspomnień – stąd poniższe treści, a zwłaszcza ich „fantastyczne” fragmenty, należy postrzegać jedynie w kategoriach rozrywki, eksperymentu – jak dobrą literaturę fantastyczno-naukową.


Treść normalna – pytający
Treść pogrubiona – odpowiadający K w stanie snu

Witam.

Dzień dobry. Wprowadzenie przebiegło w odpowiedni sposób?

Neutralnie.

Czy to tych pięciu sesjach, które już przeprowadziliśmy, K jest w stanie, w którym może wprowadzać się sam czy jednak lepiej mu pomagać, robiąc to za niego?

Lepiej.

Rozumiem. Zgodnie z Twoją radą, zrobiłem trochę notatek. Chciałbym porozmawiać na temat poprzednich sesji. Wiele rzeczy, które mówiłeś na przestrzeni wielu sesji, czy to kiedyś czy teraz, już w nowych Transgresjach a zwłaszcza na ostatnich sesjach, zdaje się składać powoli w jednolitą całość. Choć wymaga to bardzo otwartego podejścia i bardziej odczuwania aniżeli myślenia.

Nie staje się, nie składa. To jest złożone w całość.

Staje się to było określenie mojego pojmowania. Powiedziałeś ostatnio, kiedy rozmawialiśmy o snach jakie mieliśmy kiedyś – we trójkę bardzo podobnych – które dotyczyły czegoś co starało się przerwać tą pracę, to co robimy, że „co jeśli to jestem ja, tylko w przyszłości?”
Odpowiedziałem że być może coś dążyło do takiego efektu żeby zachować własne istnienie. Nie zakłócić własnego istnienia. Stwierdziłeś że to płytkie rozumowanie ale że można tak to nazwać. Wywołało to u mnie pewien stan, który bardziej można nazwać czuciem niż myśleniem i… Czy czasem nie jest tak że to kim obecnie jesteśmy, to jak żyjemy i jak postępujemy, jest całkowicie połączone z tym co w ludzkim rozumieniu nazywamy przeszłością i przyszłością? I nie jest to tak że ktoś chciał coś zrobić (aby przerwać naszą pracę) w danym momencie czasu, tylko że to był element całej „siatki”, całej konstrukcji. Że obecne podejście, działania, wywołują konkretne zachowania i działania w tym co nazywamy przeszłością i przyszłością a co tak naprawdę nie jest osobnymi epizodami tylko gdzieś tam tylko wydarza się dokładnie w tej chwili. Moje zachowania sprawiają że przeszłość i przyszłość odpowiada na to.
Coś zachowywało się tak bo ja w danej chwili zachowywałem się tak więc cała siatka tego co nazywamy czasem miała określoną strukturę. Porównując to do jakiejś konstrukcji – określmy teraźniejszość jako wybrane miejsce w całej konstrukcji a przeszłość i przyszłość jako po prostu inne jej miejsce – gdybym w tym konkretnym miejscu zmienił naprężenia to musiałaby się zmienić całość konstrukcji aby odpowiednio je przenosić. To nie działo się kiedyś tam, tylko wszystko reaguje dokładnie teraz.
Kiedy miałem wrażenie że ktoś dokonuje jakieś czynności dla osiągnięcia efektu (np. przerwania pracy) to tak, jakbym przez klapki na oczach widział jedynie wycinek konstrukcji i tego co się z nią dzieje, podczas gdy ona cała jest tutaj w tej chwili. Moje zachowanie teraz sprawia że przyszłość jest taka a nie inna. Gdy zmienię podejście i zachowania, postrzeganie, to zmienia się również przyszłość. Staje się po prostu inna. Dlatego jako jednostka mam faktycznie wpływ na dokładnie cały wszechświat. Na to co z ludzkiego, wąskiego pojmowania, dopiero się wydarzy (choć z szerszej perspektywy po prostu zmienia się w innym miejscu).

Wprowadzimy jeszcze jedną stałą, bądź zmienną do Twojego równania. A co jeśli my, to Ty w przyszłości? Koniec.

W przyszłości w mojego, liniowego punktu widzenia. Ale to nie ta przyszłość, która „gdzieś tam nastąpi”, tylko ona już w tym momencie jest. I jest adekwatna do tego co ja robię. Wydaje się to oczywiste. To jest skorelowane. Kiedy ja zmienię podejście, zmienicie się w rozmowie również Wy. Zmieni się cała konstrukcja.
Co więcej, stwierdziłeś kiedyś że my przez swoją pracę próbujemy przebić mur wierzeń i przekonań a Ty próbujesz zrobić to z „drugiej strony”.

Gdzie pytanie?

Czy tak naprawdę chodzi tu o scalenie jakiejś natury, która jest rozdzielona wyuczonym systemem wartości?

Było lepiej ale znów błądzisz. Koniec.

[Długa cisza. Ciężko było rozmawiać bo zbyt wiele działo się w sferze odczuć w głowie. Zbyt wiele informacji przebijało się do świadomości i niełatwo było znaleźć punkt zaczepienia.]

Na czwartej sesji, kiedy powiedziałeś że lepiej współpracować z poziomem wyżej, który jest ciekawszy, zakończyłeś to stwierdzeniem „a co jeśli to Wy sami jesteście tym poziomem wyżej tyle że w przyszłości?” Ale poziomem wyżej w nas samych?

A co jest w Was samych? Koniec.

Jest rzeczowe i logiczne przeświadczenie o tym kim jesteśmy. Imię, system wartości, historia. To wszystko jest poukładane w ciągi wydarzeń. Ale ponad tym jest też uczucie, niesprecyzowane i niezdefiniowane, które nakierunkowuje i wcale nie jest związane z tymi poprzednimi rzeczami. Jest sprzeczne i opozycyjne w stosunku do wiary i przekonań.

Jeśli mamy być wyższym poziomem wewnątrz Ciebie, gdzie siebie definiujesz przez własne etykiety i historię w ujęciu liniowym to wiesz…wypisujemy się. Koniec.

Nie. Mnie to znaczy… ograniczenia języka. Nie to miałem na myśli. Poprzez siebie…

Uważaj na język. To co mówisz i jak mówisz, kształtuje Twój sposób postrzegania a on kształtuje Twoje doświadczenia a te są Twoim życiem. Koniec.

Nie da się momentami przeskoczyć barier języka. Pewnych odczuć, ponad to co zrozumiałe logicznie, nie da się przelać na słowa. Jedno odczucie w jakimś temacie zawiera tyle danych że trzeba by to przekładać na 3-dniowy wykład.

Czasem warto się powstrzymać.

Gdyby tak było…

Słowa mają moc wewnętrznej przemiany. Koniec.

Mam przedziwne wrażenie że ten cały temat, krąży również wokół sprawy, która sprawiała nam w przeszłości wiele problemów (rozważania na temat fenomenów kosmicznych zarejestrowanych na filmach NASA, podczas rutynowych prac orbitalnych). To się jakoś łączy…

Wszystko się łączy ze wszystkim.

Dlaczego twierdzisz że współpraca z wyższym poziomem jest ciekawsza? Czemu tak powiedziałeś na czwartej sesji?

Bardziej daje po czole. Koniec.

Jak zinterpretować to że twierdziłeś że jesteś po prostu umysłem K, tylko w innym stanie a ostatnio twierdzisz że być może ten wyższy poziom to Wy?

A dlaczego geometria wszechświata odwzorowana jest w ziarnku piasku? Koniec.

Nic nie ma początku ani końca. Fraktal. Te same wzorce.
To jak w końcu z Wami jest? Nudzicie się i potrzebujecie tematów do rozmów czy nie są Wam do niczego potrzebne?

Nic nie jest nam potrzebne.

To czemu stwierdziłeś że „dzwonicie” bo czujecie się jak dżin w butelce?

Coś co wy nazywacie poczuciem humoru. Koniec.

No dobrze. W takim razie…nie wiem jak to zdefiniować. Czy to nie jest tak że jakaś wyższa idea, szersza, nie tak skoncentrowana jak w naszym ludzkim rozumieniu, za pomocą tych rozmów „przedostaje się” tutaj aby za pomocą słów coś zmienić w naszym zachowaniu? Trochę to przypomina taki eksperyment. Jakbyśmy my sami, nie byli w stanie przekazać sobie pewnych rzeczy bo jesteśmy poblokowani naszymi systemami wierzeń, imperatywami moralnymi i tym podobne, więc uciekamy się do takich rzeczy. Trochę jak wyrafinowane tłumaczenie czegoś samemu sobie.
A uciekając się do postrzegania czasu w sposób nieliniowy – może uciekamy się sami do takich zagrywek żeby za ich pomocą utrzymać jakiś status w przyszłości, w czymś co z naszego punktu widzenia dopiero nastąpi a czym jesteście wy.

Idee żyją. To prawda. Koniec.

Czy dobrze przeczuwam że temat, który nam stwarzał tyle problemów w przeszłości („fenomeny kosmiczne”) jest powiązany z tym o czym dziś i ostatnio rozmawiamy? To jest jakoś powiązane z Wami? Chcieliśmy o tym rozmawiać ale zawsze się „nie dało”. Zawsze kończyło się to tym, że K się budził i to z kiepskim samopoczuciem. To nie było związane z tym że ktoś „zabronił” tylko z tym że sami wewnętrznie tak bardzo nie chcieliśmy, prawda?

W perspektywie Twojej jest to diagnoza całkiem dobra. Koniec.

Ale jednocześnie to że my nie chcemy może być wynikiem tego że ktoś nie chce. Bo… jeśli to przekroczymy, jednak przełamiemy pewne założenia w nas, złamiemy to co uważamy za „siebie”, te wyuczone idee, to…będzie to miało wpływ nie tylko na nas ale na o wiele więcej rzeczy…

[Bardzo długa cisza, która była poświęcona na to że i on i my milczeliśmy raczej doświadczając pewnych wniosków, odczuwając je a nie rozumiejąc. Nie wiedzieliśmy co zrobić z tym co w danym momencie poczuliśmy kiedy jakoś się nam to wszystko złożyło w całość. Kiedy przez chwilę mogliśmy poczuć jak by to było, jeśli przestalibyśmy czas postrzegać jako coś liniowego, jako ciąg następujących po sobie zdarzeń. Uczucie tego że wszystko wydarza się teraz. Że nawet to co nastąpi za miliony lat, jest tak naprawdę tu i teraz ale po prostu w innym miejscu, a nie w innym czasie.
To takie uczucie jakby nagle cały wszechświat, całe życie, jednocześnie skurczyło się tak że jest w zasięgu dłoni ale z całym swoim ogromem, w który można bez wysiłku wniknąć. Że to my kreujemy wszystko co chcemy lub przynajmniej „płyniemy” razem z tym.]

A jeśli wszystko o czym mówimy, to prawda? Koniec.

No to być może będzie to prawda. Po prostu. Ja nie zrobię z tym więcej nic. Dywagujemy i prowadzimy ciekawe rozmowy na tak abstrakcyjne tematy że nie mamy w ogóle możliwości ich potwierdzenia. Inne inteligentne życie w kosmosie? Może tak ale dla Nas nie ma to znaczenia bo jest niepotwierdzalne. Więc z mojego punktu widzenia nie ma to znaczenia czy jest to prawda czy fantazja.

Uznanie czegoś takiego za prawdę jest transformujące.

Jest transformujące w taki sam sposób jak głęboka wiara w Boga. Coś równie niemożliwego do weryfikacji.

Uwierzenie w cokolwiek jest transformujące tak samo. Czasem mniej, czasem bardziej ale co do zasady – tak samo. A jak zauważyłeś sam, sposób w jaki postrzegamy, przekłada się na większy obszar. Dużo większy niż to co jest w Twojej głowie.
Zauważ w ogromnej mikroskali – sam fakt obserwacji wpływa na wydarzenia i materię. Mówimy o mikroskali kwantowej. A tu? Masz fakt obserwacji przez Twoją świadomość całego otoczenia. Całego Wszechświata. I filtr jaki na nią zakładasz ma bardzo duże reperkusje. Jednostka ma bardzo duże znaczenie. Tak, jesteś znacznie mniejszy niż ziarenko piasku w skali Wszechświata ale to nie ma żadnego znaczenia. Dlatego to co się dzieje, odbija się tylko i wyłącznie w Twojej świadomości. I w tym punkcie, w tym momencie, to jest wszystko. Cały Wszechświat. W tym momencie, dla Ciebie, nie ma nic innego. To tu i teraz jest Wszechświatem a Ty jesteś jego Panem. Wszystkie bodźce, które do Ciebie napływają i są odbierane bądź nie – przez Twoją świadomość – tak naprawdę z Twojego punktu widzenia są całym Wszechświatem. Bo nie ma nic poza Twoją świadomością a Wszechświat i Twoja pozycja w nim jest dokładnie taka, jak ją w danym momencie oceniasz. Taka w jaką wierzysz.
Nie rozumiesz jeszcze tej idei ale zrozumiesz w przyszłości. Medytuj nad tym. Koniec.

Znów nie mam co odpowiadać. Czuję to po prostu. Nie da się tego przenieść na słowa…w żaden sposób. Jakby to wszystko nagle wlało mi się do głowy…

Nie mów bo zbłądzisz. Najpierw doświadcz i odczuj to w pełni.

Stwierdzenie żebym uwierzył że to co mówisz jest prawdą wcale nie służy temu żebym się skupił na tym że to naprawdę istnieje… To tylko…poszerzenie perspektywy!

Nie mów.
Nie wygłaszaj teraz sądów. Kiedy mówisz, utrwalasz schemat w umyśle. Ważne jest aby to płynęło dalej. To musi się rozpływać szeroko. Koniec…

Pomóż i udostępnij na Facebook!