Baza Artykułów
Artykuły
Życie to sen | Życie to sen |
| 11.02.2010. | |
|
Miałem dziś bardzo interesujący sen, który skłonił mnie do wielu ciekawych refleksji. Sama fabuła nie miała większego znaczenia jednak na potrzeby zrozumienia fenomenu, który mnie zainteresował przybliżę ją bardzo ogólnie. Pierwszą częścią snu była fabuła związana z jakimś szpitalem. Główną bohaterką była jedna z postaci z serialu „House MD” (to nie ma znaczenia bo to mógł być kurczak). Kobieta błąkała się po pracującym szpitalu wielce przestraszona że straciła prawo do wykonywania zawodu. Kolejni lekarze odsyłali ją do następnych, którzy również nie mogli na to nic poradzić. Widać było jej desperację i rozpacz. Jak to w snach wiedziałem co czuje i myśli. Bała się że nie zarobi na przetrwanie, że teraz jej życie będzie ciężkie – typowe ludzkie rozterki. Nagle postać straciła przytomność i obudziła się w jakimś dziwnym pomieszczeniu, przypominającym celę. Okazało się że wcale nie jest lekarzem a to wszystko było jedynie strasznym snem. Zaczęła wykonywać jakieś zwykłe czynności, których kompletnie nie pamiętam. Trwało to sporą chwilę, tak jak poprzednia fabuła. W pewnym momencie do pomieszczenia wszedł mężczyzna (swoją drogą też postać z filmu), który zaczął mówić do kobiety jakieś rzeczy, które ją mocno zasmuciły. Z tego co pamiętam była więziona i przeprowadzano na niej jakieś eksperymenty. Okazało się że z jednego koszmaru wpadła w drugi. Fabuła toczyła się jeszcze chwilkę aż do momentu kiedy mężczyzna podszedł do niej i dotknął jej głowy. Wtedy obraz zaczął rozmazywać się tak jak ma to miejsce kiedy budzimy się ze snu. Obudziłem się w łóżku obok mojej żony w jakimś domku letniskowym. W drugim pokoju znajomi jedli śniadanie. Spytali się co mam taką minę. Wytłumaczyłem że miałem świetny ale i przygnębiający sen. Zacząłem wykonywać normalne rzeczy jakie robi się na wczasach. Poszedłem nad jezioro, na spacer do lasu. Nagle zaczął dzwonić budzik, jednak tym razem już realny, w moim prawdziwym mieszkaniu. Wyłączyłem alarm w telefonie i rozejrzałem się dokoła. Z jednej strony wiedziałem że tamto wszystko, te ciągłe przebudzania z jednego snu w drugi, były jedynie marzeniem sennym – snem w śnie, który toczył się w kolejnym śnie i tak dalej. Z drugiej jednak pojawiła mi się w głowie myśl: „A co jeśli rzeczywistość to kolejny ze snów?” Doświadczając tamtych „żyć” w przechodzących przez siebie snach, czułem wszystkie doświadczenia tak jak teraz. Wiedziałem że te postaci przeżywają prawdziwe emocje, te same które dotyczą również mnie, tutaj. Nie było żadnej różnicy (poza innym wątkiem: lekarz, więzień, ktoś na wczasach i Grzegorz zajmujący się Projektem Asystent). Nie piszę tego tutaj „tak o, dla kolejnego ględzenia”. Piszę żeby i ciebie skłonić do prawdziwej refleksji na temat nietrwałości świata, w którym żyjesz. Co jeśli nic czego doświadczasz nie jest prawdzie? Co jeśli istniejesz tylko ty a wszystko dokoła jest snem? Twoim lub kogoś innego? A może i to i to? Może jesteś śniącym ale i zarazem jedynie statystą kogoś innego kto śni? Jeśli jesteśmy jedną z tych postaci, które okazują się jedynie wymysłem innych postaci, które również są tworem kogoś kolejnego, to nasze życie powinno nabrać całkiem innego wymiaru, innego wydźwięku. Czy nie mieliście nigdy odczucia że jesteście jakby z boku? Że zaczynacie patrzeć na wszystko całkiem inaczej, bardziej ogólnie, widząc „rysunkowość” otaczającej was rzeczywistości? Czując że wszystko dzieje się dla was, przez was i pod was? Ze tylko wy jesteście prawdziwi? A jeśli jest to prawda, ale jednocześnie jesteśmy tylko zmyślonym obrazkiem, czy wtedy nie lepiej patrzeć na wszystko z dystansu, ze sporą dawką neutralności? Nie mówię tutaj o położeniu się i zaprzestaniu wszystkiego ale o nie angażowaniu się w sytuacje i emocje, o byciu obserwatorem toczącego się życia. Mam na myśli życie w którym odczuwając ból nie postrzegamy go jako doświadczenia złego ale po prostu jako doświadczenie. Tak samo zwolnienie z pracy, awans, wygraną na loterii czy konsumpcję kiełbasy. Czy nie jest czasem tak że tylko obserwacja jest tym czymś co zawsze pozostaje prawdziwe, nienaruszone i niezmienne? Czy to nie ludzkie emocje i odczucia, efekty chemicznej roszady w naszym komputerze (mózgu) sprawiają że zaczynamy nadawać pewnym doświadczeniom konkretne etykiety? Co więcej argumentem „za” powinien być fakt że każdy z nas nadaje doświadczeniom inne etykiety, więc nie istnieje obiektywna ocena zdarzeń. Tylko obserwator, ten prawdziwy „ja”, pozostaje zawsze niewzruszony i naturalny. Tylko obserwator tonie w doświadczeniach wykorzystując emocje do poznania kolejnych doświadczeń (głęboki płacz, szczery śmiech) pozostając cały czasu obserwującym te emocje. Spójrzcie co się dzieje kiedy przestajemy być świadomi, kiedy zaczynamy wierzyć naszemu ego, które jest tak naprawdę składową emocji. Ktoś wypowiada jakieś słowa. Te słowa nam się nie podobają i obrażamy się lub zaczynamy złościć. Wystarczą czyjeś słowa żeby sprowokować konkretne reakcje! Niczym maszyna reagujemy na konkretny bodziec. Jesteśmy niewolnikami zdarzeń i reagujących na nie emocji. A jeśli pozostaniemy świadomi? Jeśli będziemy obserwować ze świadomością że wszystko jest ulotne niczym sen? Wtedy emocje tez mogą wystąpić, jednak zawsze będzie prawdziwy ja, który będzie się im przyglądał. Wtedy emocje staną się tym czym są naprawdę – reakcją chemiczną organizmu a nie nami. I tak jak obserwujemy złuszczający się naskórek nie identyfikując się z nim, tak będziemy obserwować emocje i również nie będziemy się z nimi identyfikować. Wszystko jest ze sobą ściśle połączone, ponieważ ktoś to tak wymyśla. Cały czas tkwimy w tej rzeczywistości stwarzanej czy „wyśnionej” przez nas samych. I nie ma w tym nic złego. Tkwijmy w niej bo jest piękna, bo dostarcza nam tyle rozrywki i tak szerokiego wachlarza przeżyć że czasem ciężko to objąć rozumem. Jesteśmy wszystkim i czujemy wszystko. Jednak aby się nie znudzić czasem fajnie poczuć że jesteśmy tylko „częścią”. Zabawić się w bycie odseparowanym. Jednak jak to ma miejsce w zabawie powinniśmy zawsze mieć możliwość powiedzenia: „Dobra, dziś nie chce mi się już bawić.” Czy mamy taką możliwość? Czy dopuszczamy ją do siebie czy staliśmy się może niewolnikami własnej gry? Bądźmy tutaj cali, jednak bądźmy. Nie traćmy przytomności, nie śpijmy we śnie. Niech to nie będzie zły sen, koszmar w którym nie mamy wpływu na sytuacje rzucające nami z miejsca na miejsce. Odzyskajmy świadomość że to tylko zabawa, tylko sen. Niech życie stanie się świadomym śnieniem. Snem z którego zdajemy sobie sprawę a co za tym idzie, na którym mamy swobodny wpływ. Bądźmy panami samych siebie. Ktoś kiedyś powiedział że to środowisko definiuje człowieka. Ja teraz powiem – to człowiek powinien definiować sam siebie. Kiedy nie będziemy traktować pewnych zdarzeń jak problemów czy wzniesień, przestaniemy być „definiowani”. Zaczniemy być definiującym. Wtedy będziemy żyć naprawdę, niezależnie od tego czy będziemy umierać na śmiertelną chorobę, cieszyć się fortuną i nowym basenem czy też leżeć na łące pod błękitnym niebem. Wtedy będziemy po prostu żyć. |
|
O:Życie to sen
Feb 25 2010 19:36:34 WCZASY NA NIEBIESKIEJ PLANECIE
Dobre, może zadać pytanie asystentowi..życie to jednak zabawa.. |
#3676 |
|
O:Życie to sen
Feb 25 2010 19:38:55 qfox napisał:
..życie to jednak zabawa.. A kto śmie twierdzić inaczej...dodałbym tylko, że to świetna zabawa |
#3677 |
|
O:Życie to sen
Mar 01 2010 22:17:45 Życie to zabawa?
Jak dla mnie było zabawą do momentu aż nie zacząłem eksperymentować z podłączeniem się pod sieć połączeń, na bramce prowadzącej do sieci widnieje ostrzeżenie: Wchodząc zobowiązujesz się wypełnić karmę. To potrafi być bolesne szczególnie kiedy odpowiada zasadzie: akcja-reakcja z tego życia (nie będę opisywał co mnie spotkało ale to była 100% odpowiedź na wydarzenia z przeszłości). Można też podłączyć się bezpośrednio do źródła bez prawa karmy, ale mi ego nie pozwala. :/ |
#3692 |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|